mozaika ZAPRASZAMY

do kościoła Świętej Rodziny Warszawa ul Rozwadowska 9/11

12 maja 2026 (wtorek)

19.00 Msza święta
20.00 konferencja

Dyżur liturgiczny pełni grupa z parafii św. Pio w Warszawie

Felix culpa – szczęśliwa wina. Konf. 25 listopada 2025

Konferencja ks. Janusza Kopczyńskiego

Zacisze, 25 listopada 2025

Felix culpa – szczęśliwa wina

W książce „Rozważania o wierze” ks Tadeusz Dajczer pisze: „Nasza wiara może rozwijać się dzięki stałemu procesowi nawracania się. Chrystus zmartwychwstał, a to znaczy, że nie ma ostatecznego fiaska w naszym życiu, że nie ma życia, które byłoby zaprzepaszczone, nie ma zła, które byłoby złem ostatecznym”.

Dopóki człowiek żyje ma szansę na nawrócenie. Zawsze może przyjść i powiedzieć do Boga: „Ojcze zgrzeszyłem i już nie jestem godzien nazywać się Twoim synem. Uczyń mnie choćby jednym ze swoich najemników” (Łk 15, 21). Syn marnotrawny został przyjęty nie jako najemnik, ale jako syn i otrzymał godność dziecka. Jeżeli stajemy z ufnością i w prawdzie przed Bogiem, by powiedzieć o swojej grzeszności, Bóg wyciągnie zawsze do nas swoją rękę. On potrafi zamienić naszą winę w szczęśliwą winę.

O czy należy pamiętać nawracając się:

  • Ten kto przychodzi do Chrystusa w prawdzie i z ufnością, nigdy nie zostanie odrzucony. Tylko zły duch podsuwa grzesznikowi myśl o odrzuceniu. Dobry Duch zachęca do powierzenia się Panu z ufnością.

  • Po każdym upadku mów: przepraszam i dziękuję. Kiedy do Niego powrócisz i przeprosisz, to przynosisz Mu radość, bo pozwalasz Mu kochać siebie poprzez przebaczenie.

  • Jeśli szukasz pomocy, uznaj, że Bóg jest wielki.

  • Pamiętaj, co Jezus powiedział: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy obciążeni i utrudzeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. (Mt 11, 28)

  • Bóg jest miłością.

Wina może stać się winą błogosławioną, szczęśliwą, kiedy w wyniku popełnionego grzechu zobaczymy swoją pychę, którą wcześniej nie dostrzegaliśmy. Kto oderwał swoje życie od Boga dla dobra po swojemu rozumianego i pogubił się, niech później przyjdzie przez modlitwę, przez Eucharystię i pokutę ze skruchą. W ten sposób zbliża się do do prawdziwego dobra, by żyć według Bożego upodobania.

Rudolf Höß (1901 - 1947), komendant obozu w Oświęcimiu, był dla więźniów uosobieniem zła. Po zakończeniu wojny został aresztowany przez wywiad angielski i przekazany do Polski, gdzie po procesie skazano go na karę śmierci. Przebywał w celi więziennej wraz z polskimi żołnierzami AK również skazanymi na śmierć. Jako katolik spowiadał się w celi u polskiego kapłana również skazanego na śmierć. Ostatnią Mszę świętą kapłan sprawował na ołtarzu stworzonym z dłoni tego, który miał być najwcześniej stracony. Był to Rudolf Höß. To niepojęte, że ręce zbrodniarza stały się ołtarzem, gdzie chleb i wino zostało przemienione w Ciało i Krew Chrystusa. Pewien ateista powiedział, że chrześcijanie są szaleni, bo wierzą w Boga. Prawda jest taka, że to Bóg jest szalony w swojej miłości do człowieka. Bóg słyszy modlitwę, którą człowiek do Niego kieruje: „Z głębokości wołam do Ciebie, Panie. Panie, wysłuchaj głosu mego. Nachyl swe ucho na głos mego błagania. Jeśli zachowasz pamięć o grzechach, Panie, Panie, któż się ostoi? Ale Ty udzielasz przebaczenia, aby Ci ze czcią służono. (Ps. 130)

Przez upadek można zwrócić się do Boga i prosić o miłosierdzie. Prosić, by Bóg naprawił to, co zostało przez winę zniszczone. Jego zranione serce bije dla nas. Świadomość zadanego bólu Chrystusowi może skłonić do skruchy. „Komu więcej odpuszczono, więcej miłuje”. (Łk 7, 47)

Jeśli święty unika grzechów, to zdaje sobie sprawę, że to Bóg zachowuje go od nich. Jest wdzięczny, bo wie, że to nie jego zasługa lecz Boga. My też bądźmy wdzięczni Bogu, bo nas też zachowuje od grzechów i upadków. Możemy przyjść do Boga w każdej sytuacji. Zawsze możemy przytulić się do Niego. Powracamy do Niego nie dlatego, że jest nam źle, ale dlatego, że chcemy żyć z Bogiem w przyjaźni. „Twoją jesteśmy własnością i do Ciebie należeć chcemy”. (Akt poświęcenia rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu Jezusa)

Jak zdobyć skarb nieczego nie mając. Konf. 18.11.2025

Konferencja ks. Adama Kurowskiego

Zacisze, 18 listopada 2025

Jak zdobyć skarb niczego nie mając

Gdyby zmienić tytuł konferencji opuszczając słowo „jak” na „żeby”, brzmiałby: „Żeby otrzymać skarb, trzeba nic nie mieć”. Pan Jezus powiedział, że: gwałtownicy zdobywają królestwo niebieskie (Mt 11, 12). Nie jest to gwałt rozumiany na sposób ludzki, jako naciskanie, deptanie Panu Bogu po piętach. Święci odkrywali, że zdobycie królestwa niebieskiego nie jest owocem wysiłku, ale owocem łaski Bożej.

Św. Monika była zatroskana o zbawienie swojego syna Augustyna. Wiemy to z jego „Wyznań”. Bóg ją przeprowadził od trybu natarczywości do trybu oczekiwania. Zacheusz, jak słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii, też nie nalegał na zaproszenie Jezusa do swojego domu. Był tylko zainteresowany, chciał tylko zobaczyć Mistrza. Św. Monika doczekała się nawrócenia syna, ale przyjęła jego nawrócenie jako dar, a nie jako wynik swoich starań. Kiedy młody człowiek zabiega o względy dziewczyny i zamiast oczekiwanego słowa: „tak”, usłyszy: „zastanowię się”, pomyślę”. Jest to jakby zawieszona odmowa. To mu się podoba i jest bardziej zainteresowany dziewczyną.

Nie zawsze otrzymujemy to, czego oczekujemy i w sposób przez nas oczekiwany. Tak bardzo czegoś pragniemy, a to się nie udaje. Myślimy – nie tak miało być. Tymczasem nie żądanie, nie domaganie się spełnienia wyrażonej prośby jest ciekawe. Ciekawe jest oczekiwanie, jak to będzie, kiedy syn się nawróci. Ciekawe, jak Jezus przeprowadzi to, co tak bardzo pragnęliśmy.

W tekście przeznaczonym do dzisiejszych rozważań jest umieszczona wypowiedź św. Tereski z Lisieux. Mówi ona o sobie, jako o ptaszku, który niczym się nie zamartwia, pomimo że niebo zasnuwa się ciemnymi chmurami, bo wie, że dla słabego ptaszka przyjdzie chwila radości, ponieważ Ten na którego oczekuje daje radość. On jest dobry, w Nim jest życie. Na Niego wyczekuje z ufnością.

Ufne oczekiwanie nie jest nadzieją na wypełnienie się naszych planów. Ufne oczekiwanie jest nadzieją na spotkanie z Tym, który jest autorem scenariusza, ułożonego i zrealizowanego przez Niego. Wydarzenia nie uczą, ale dają podstawę do ukształtowania predyspozycji serca, by przyjąć Boga, a nie sukces naszych planów. Dostaliśmy narzędzie pokory po to, by Jezus się nam udzielał, byśmy mogli Jego przyjmować.

W filmie „Triumf serca” - przedstawiający ostatnie dni życia św. Maksymiliana Kolbego w obozie koncentracyjnym jest ukazane, jak Święty nie od razu przekonał współwięźniów do przygotowania się na spotkanie z Bogiem. Wszystko było przez niego omodlone. Jednak każdy więzień miał swój czas, aby podjąć modlitwę, nawrócić się, wyspowiadać i podjąć oczekiwanie na spotkanie Bogiem. Jezus spełnił pragnienie Ojca Kolbego, ale na własnych warunkach, tak, aby każdy mógł indywidualnie, w wolności otworzyć się. Każdy więzień inaczej, po swojemu. Żeby otrzymać skarb, trzeba nic nie posiadać.

Podjąć ryzyko ufności. Konf. 3.11.2025

Konferencja ks. Mieczysława Jerzaka

Zacisze, 4 listopada 2025

Podjąć ryzyko ufności.

Większość ludzi planuje swoje działania. Chcą znać cel, plan a szczególnie chcą wiedzieć jaki będzie wynik. Tylko wyniki się liczą – tak mawiają. Podejmują ryzyko i liczą na zyski.

Trudno jest podjąć ryzyko zaufania drugiej osobie. Owocem takiej postawy jest kryzys podejmowania decyzji o małżeństwie, gdy trzeba się zdecydować bez żadnego zapasowego wyjścia. W życiu różnie się układa – mawiają – więc trzeba mieć zapasową furtkę, gdyby małżeństwo się nie udało, by można było bez większych konsekwencji wyjść ze związku i układać życie od nowa. Przed zawarciem małżeństwa, pojawiły się zarzuty wobec mężczyzny. Ten zapewnił, że sprosta wymaganiom. Zaufano mu, a on wywiązał się z danego słowa i małżeństwo trwa. W życiu trzeba podjąć ryzyko i zaufać.

Pan Jezus opowiedział uczniom dwie przypowieści o podobnym przesłaniu. Pierwsza, to przypowieść o talentach. Pan dał sługom pieniądze. Ale jeden otrzymał tylko jeden talent, który zamiast pomnażać, zakopał. Nie podjął ryzyka lecz bezczynnie czekał na powrót pana, by mu oddać tyle ile otrzymał. Usprawiedliwiając swoją bezczynność myślał o panu, jaki jest on niesprawiedliwy, surowy, wzbudzający strach. Uważał za leniwego, bo chce zbierać zyski wypracowane przez innych, zamiast sam pracować. Przypowieść o minach jest podobna. Ten, co otrzymał jedną minę, też surowo ocenia pana, nie pracuje, by mina przyniosła dochód. Obaj leniwi słudzy za zaistniałą sytuację winią darczyńcę, a nie siebie. Obdarowani woleli nie ryzykować. Po ujawnieniu ich bezczynności nie wyrazili skruchy, ufności w miłosierdzie pana, tylko oskarżał darczyńcę.

Podobnie patrzymy na Boga. Nie myślimy o Bogu, układamy życie według własnej wizji, układamy sobie życie bez jego obecności i błogosławieństwa. Patrzymy na Niego z nieufnością, myślimy, że On chce nam zabrać wolność. Nie myślimy, że jest On miłością. Nie zwracamy się do Boga w żadnej sprawie, brakuje nam pokory. Kiedy przychodzą wydarzenia dla nas trudne nie zdobywamy się na wysiłek, jakim jest ryzyko ufności.

Bóg jest wielki, nad wszystkim panuje, potrafi przeprowadzić wszystko tak, że wypełni się Jego wola, a człowiek otrzyma wszystko, co jest potrzebne do zbawienia. Czasem posłuchanie czyjejś dobrej rady, pójście za natchnieniem może skłonić do podjęcia ryzyka ufności. Potrzebna jest ufność w Boże miłosierdzie, a także przyznanie się do własnej grzeszności, uznanie, że się kogoś skrzywdziło, a źle zareagowaliśmy, nie przewidzieliśmy skutków swojej bezmyślności, że nie przyznaliśmy się do winy, wszystkiemu zaprzeczaliśmy, wybielaliśmy się i na innych przerzucaliśmy naszą winę.

Bóg oczekuje od nas na pozwolenia na Jego działanie. Podejmijmy ryzyko i zaufajmy Mu. Oddajmy się Bogu. To przynosi owoce. Prośmy Matkę Bożą, abyśmy umieli się zdobyć się na taką postawę.

Bóg pragnie od nas jedynie miłości. Konf. 28.10.2025

Konferencja ks. Kazimierza Sztajerwalda

Zacisze 28 października 2025

Bóg pragnie od nas jedynie miłości.

Wiele rzeczy podejmujemy i wykonujemy licząc na jakąś nagrodę czy pochwałę. Możemy wiele robić ale jeśli w naszym działaniu nie będzie motywującej nas miłości do Boga, to wszystko będzie bez sensu. Nawet może to być jakaś forma niewierności. Obowiązki zostały wypełnione ale bez serca. Jeśli mąż wypełnia swoje obowiązki: utrzymuje dom, zapewnia rodzinie utrzymanie, ale nie okazuje serca, to wszystko, co robi wydaje się takie zimne i bez serca.

Relacje międzyludzkie podobne są do relacji Bóg – człowiek. Bóg upomina się o miłość. Dlatego Piotr usłyszał pytanie: Czy Mnie miłujesz? Reszta jest drugorzędna. Jeżeli coś robisz, bo kochasz, to nie jest ważne, czy ci się udało czy nie. Inaczej wyraża swoją miłość Bogu dziecko, inaczej dorosły, inaczej człowiek umierający. Bóg ma prawo upomnieć się o miłość i oczekuje wzajemności. On mnie wybrał, poślubił. Jak odpowiem? Nie jestem zainteresowany? Jestem ochrzczony, to znaczy: wybrał i ukochał. Ten, który wyznaje miłość ryzykuje, że może być odrzucony. Chcę odpowiedzieć: dziękuję Ci Boże, że mnie ukochałeś.

Mamy trochę życia za sobą i niezależnie od wieku, Bóg oczekuje od nas wyznanie miłości. Jeśli wybieram Jezusa, mówię Mu: Kocham Cię i ponoszę odpowiedzialność, za to, co wyznałem. Rodzice też ponoszą odpowiedzialność za swoje dziecko. Nie mogą mu powiedzieć: nie potrzebuję ciebie i odejść, bo dziecko im zaufało. Mąż ponosi odpowiedzialność za żonę. Nie może powiedzieć: nie potrzebuję ciebie i odejść, bo żona mu zaufała. Ci, którzy wyznają miłość są odpowiedzialni za swoje słowa, ograniczają swój egoizm i swoją wolność.

Skoro Bóg oczekuje miłości, to dlaczego obawiamy się miłości? Ewangelia o talentach wspomina jednego z obdarowanych, który otrzymał jeden talent i ukrył go zamiast go pomnożyć. On nie wiedział, że jest kochany. Myślał o tym, który mu dał talent, że jest człowiekiem twardym, surowym i niedostępnym. Miał fałszywy obraz darczyńcy. Wielu ludzi ma fałszywy obraz Boga. Uważa Go za surowego Sędziego, drobiazgowo rozliczającego niedociągnięcia i winy. Nie chcą ryzykować utraty tego, co otrzymali i nie pomnażają otrzymanych darów. Można stracić, nic nie zyskać, ale ważne jest jedynie to, by kochać Boga.

Diabeł zafałszował w człowieku obraz Boga. Boimy się stracić, boimy się, że ktoś nas oszuka, boimy się swoich błędów. Mamy prawo do upadku, bo Ten, który kocha, nie odwróci się od nas. Nie powie zawiodłem się na tobie. Jezus po zmartwychwstaniu nie powiedział do Piotra: Zawiodłem się na tobie, już nie jesteś godny pełnić zadania, którą ci na początku wyznaczyłem. Jezus nie zastanawiał się, czy dobrze wybrał. Po ludzku sytuacja była trudna: jeden się zaparł, drugi się powiesił, inni uciekli. Można było podejrzewać, że nie dokonał właściwego wyboru uczniów. Jezus pomimo wszystko miał pewność, że Ojciec wybrał dla Niego właściwych uczniów. Skoro On wybrał, to Jezus miał pewność, nie zastanawiał się, czy nie popełnił błędu. Bóg Ojciec był obecny w decyzji Jezusa. Bóg wszystko dobrze poprowadził.

Wielu czasem myśli: Boże za co się nie wezmę, to wszystko mi się nie udaje, wszystko popsuję. Potrzebna jest tu cnota długomyślności. Polega ona na zaufaniu, że Bóg nad wszystkim czuwa, że wszystko dobrze Bóg poprowadzi. A po owocach poznamy, czy decyzja była właściwa. Dobry wybór przynosi owoce zbawcze. Na początku może się wszystko pozornie nie układać. A później okazuje się, że trudności, słabości mogą nas kształtować, stajemy się dojrzalsi, wyrozumialsi dla innych. Przyjrzyjmy się, ile w życiu mieliśmy znaków Bożej obecności. To niemożliwe, żeby Bóg zapomniał. Jego opatrzność czuwa nad nami. Jakże inaczej wygląda każdy dzień, jeśli pamiętamy, że Bóg nas wybrał i ukochał. Jak wiele jest w nas pogańskiego ducha, że podświadomie zakładamy, że Bóg chce nas doświadczyć, przyłapać na gorącym uczynku, ukarać. Chrześcijański duch ma inną relację do Boga, Zakłada, że co by się nie wydarzyło, to i tak Bóg kocha i zawsze można się do Niego zwrócić.

Bóg prosi nas, abyśmy coś zrobili. Jeden pracuje ze strachu, drugi chce wykonać obowiązek, trzeci pracuje w wolności, bo kocha Boga i chce okazać Bogu swoje przywiązanie i miłość.

Powinniśmy sobie życzyć odkrywania miłości Boga i wiary, że Bóg nas kocha. Jeśli to wiemy, to niemożliwe byśmy Mu nie ufali. Może mamy obraz Boga z pogańskimi naleciałościami, może boimy się kochać, albo nie umiemy kochać, dlatego prośmy Maryję, by nas uczyła kochać. Ona potrafi tak poprosić Boga, że nasze martwe uczynki nabiorą wielkiej wartości p rzed Bogiem.