mozaika ZAPRASZAMY

do kościoła Świętej Rodziny Warszawa ul Rozwadowska 9/11

12 maja 2026 (wtorek)

19.00 Msza święta
20.00 konferencja

Dyżur liturgiczny pełni grupa z parafii św. Pio w Warszawie

„Duchowy trąd” czynności własnej. Konf. 5 maja 2026

Konferencja ks. Andrzeja Mazańskiego

Zacisze, 5 maja 2026

Duchowy trąd” czynności własnej.

Mojżesz wyprowadził z Egiptu naród izraelski. Pod Bożą opieką zmierzali do obiecanej ziemi, do Kanaan. Droga przez pustynię trwająca ok. 40 lat obfitowała w wydarzenia, mające dla tamtego pokolenia i dla następnych, a także dla nas wymiar duchowy. Oto jedno z takich wydarzeń, które jest opisane w Księdze Liczb.

Miriam i Aaron mówili źle przeciw Mojżeszowi z powodu Kuszytki, którą wziął za żonę. Rzeczywiście bowiem wziął za żonę Kuszytkę. Mówili: «Czyż Pan mówił z samym tylko Mojżeszem? Czy nie mówił również z nami?» A Pan to usłyszał. Mojżesz zaś był człowiekiem bardzo skromnym, najskromniejszym ze wszystkich ludzi, jacy żyli na ziemi. I zapalił się gniew Pana przeciw nim. Odszedł [Pan], a obłok oddalił się od namiotu, lecz oto Miriam stała się nagle biała jak śnieg od trądu. Gdy Aaron do niej się zwrócił, spostrzegł, że była trędowata. Wtedy rzekł Aaron do Mojżesza: «Proszę, panie mój, nie karz nas za grzech, którego się nierozważnie dopuściliśmy i jesteśmy winni. Nie dopuść, by ona stała się jak martwy [płód], który na pół zgniły wychodzi z łona swej matki. (Lb 12, 1-3, 9 -12)

Mojżeszowi towarzyszyli jego bliscy, brat Aaron i siostra Miriam, którzy tak jak on rozmawiali z Bogiem i pomagali bratu w pełnieniu funkcji wyznaczonej mu przez Boga. Po pewnym czasie zaczęli myśleć i mówić o nim źle, podważając jego autorytet i dobrą opinię. Punktem wyjścia było jego małżeństwo z Kuszytką, nie pochodzącą z narodu izraelskiego. Jeśli ma się złą wolę i do tego się zazdrości, to można każdą sprawę rozdmuchać do poważnego oskarżenia, obniżającego autorytet przywódcy ludu. Aaron i Miriam podważali autorytet nie tylko Mojżesza, ale też autorytet Boga, który go posłał do tej funkcji, do niego mówił, oznajmiał swoją wolę dotyczącą Izraelitów i prowadził do wyznaczonego celu.

Oskarżenia Miriam i Aarona poszły za daleko, więc Bóg postanowił zainterweniować. Miriam została obsypana trądem w sposób natychmiastowy i zaawansowany. Choroba zatrzymała ją i Aarona w szerzeniu negatywnych opinii i poprowadziła do refleksji. Miriam i Aaron skruszeni zwrócili się do Mojżesza, przyznali się do winy, prosząc o pomoc. Mojżesz natychmiast zaczął prosić Boga o cofnięcie choroby. Bóg go wysłuchał, ale Miriam przez 7 dni pozostawała trędowata i przebywała poza obozem.

To wydarzenie pokazuje, że podobne zachowania we wspólnocie Kościoła wobec osób pełniących w nim odpowiedzialne zadania, a podważające ich autorytet mają negatywne konsekwencje. Autorytet kapłana, animatorów pełniących swoje funkcje związany z odpowiedzialnością jest służbą i posługą niosącą wiele przeciwności, upokorzeń i trudności. Te trudności niwelują pychę. Służba i odpowiedzialność sprawiają, że osoba odpowiedzialna czuje się miażdżona, a wtedy Bóg może dalej działać. Upokorzenia wpływają na wzrost pokory odpowiedzialnego.

Mojżesz przechodził przez dramatyczne upokorzenia ze strony najpierw Egipcjan, a później Izraelitów i najbliższego mu rodzeństwa. Przeżywał ich bunt, szemrania z powodu braku wody, jedzenia, złych warunków życia na pustyni. Spoczywała na nim wielka odpowiedzialność wobec ludu, a z drugiej strony pragnienie wypełnienia woli i spełnienia wymagań oraz poleceń Boga, które nie zawsze były akceptowane przez jego lud. Mojżesz był miażdżony przez wolę Boga i przez tych, co nie chcieli słuchać Boga.

Osób będące blisko odpowiedzialnych są narażone na pokusy. Są blisko, ale nie ponoszą odpowiedzialności za skutki decyzji. Miriam i Aaron byli blisko Mojżesza, byli też blisko Boga, czuli się wyróżnieni, więc zaczęły ich nurtować myśli, dlaczego Mojżesz jest najważniejszy, skoro oni też czuli się ważni. Wybrali drogę osłabiania pozycji i autorytetu Mojżesza i odbierania mu pozycji, jaką ustanowił dla niego i dla całego ludu Bóg.

Każda wspólnota w społeczeństwie, nawet tak mała jak rodzina może przeżywać podobny problem. Mąż i żona zamiast budować nawzajem swój autorytet wobec dzieci ,mogą wzajemnie go pomniejszać i podważać poprzez mówienie źle przeciwko sobie. Podstawą może być nawet błaha przyczyna, ale odpowiednio ubarwiona, podsycona emocjami włącza mechanizm obniżenia autorytetu jednego z rodziców wobec dzieci, które potrzebują w równym stopniu autorytetu ojca i matki. Ojciec stawia wymagania, wyznacza granice, naraża się, by bronić rodzinę. Matka przekazuje dzieciom wrażliwość, umiejętność budowania i nawiązywania relacji z innymi. Gdy rodzice się nawzajem kompromitują i podważają autorytet drugiej strony, to dzieci ponoszą konsekwencje większe niż cel założony przez stronę krytykującą, bo jest zaburzony Boży plan. W takich sytuacjach, kiedy jedna strona obmawia, krytykuje i poniża autorytet drugiej strony sprawia, że Bóg może interweniować, aby powstrzymać zgubne skutki działania osoby krytykującej, które są czynnością własną i są niezgodne z Jego wolą.

W postawie i działaniu Miriam i Aarona widać to wyraźnie. Niechęć, rywalizacja, pycha i egoizm – są głównymi źródłami czynności własnej. Wiele działań nie wynika z łaski Bożej, lecz z pędu do własnego egoistycznego celu, pragnienia pozyskania czegoś dla siebie, uzyskania korzyści materialnych, podniesienia ważności w oczach innych. Działania mające na celu pełnienie własnej woli są w opozycji do działania Bożego.

Kiedy Bóg się nami posługuje, może się pojawić coś, co jest czynnością własną, czyli pragnienie uzyskania czegoś dla siebie. Może to udaremniać działanie Boże. Trudno to jest od razu zauważyć, jeszcze trudniej zrezygnować z tego i zmienić swoje myślenie i postępowanie.

Prośmy Maryję, aby pomogła nam dostrzegać nasze czynności własne, rezygnować z własnych niewłaściwych planów czy działań i odnajdować wolę Boga na drogach naszego życia.

Niełatwy wysiłek ufności. Konf. 28.04.2026

Konferencja ks. Janusza Kopczyńskiego

Zacisze, 28 kwietnia 2026

Niełatwy wysiłek ufności.

„Ja zaś pokładam ufność w Tobie, Panie, mówię: Ty jesteś moim Bogiem” (Ps 31, 15) Zaufanie wobec Boga może być usłane trudnościami. Nasze pełne ufności oczekiwanie miłosierdzia winno być podobne do oczekiwania na spotkanie z ojcem ginącego z głodu marnotrawnego syna. Oczekiwania przenikniętego nadzieją na ocalenie.

Powrót syna marnotrawnego może być najeżony pytaniami podważającymi sens powrotu: po co mam wracać, jaki jest sens powrotu, co to zmieni w mojej sytuacji? Syn może obawiać się otrzymania depeszy, że ojciec nie żyje, a brat nie życzyłby się z nim spotkać. Powrót do domu Ojca jest zaufaniem wobec Boga zbudowanym przez wcześniejsze doświadczenia w czasie przyjmowania sakramentu spowiedzi, przez lekturą duchową Słowa Bożego, przez wyciągniętą dłoń życzliwego człowieka. Te doświadczenia otwierają drogę do wyznania: Jezu, ufam Tobie.

W czasie wojny kobieta wywieziona na Sybir przetrwała nieludzkie warunki pracy i pobytu w obozie dzięki nadziei, że odnajdzie swoją córkę, która została w Polsce. Ta myśl dawała jej siłę do wytrwania. Potrzebna jest świadomość miłości, by przetrwać i ufność, że powrót ma sens. Ważny jest kierunek, a jak szybko zostanie osiągnięty cel jest mniej ważne. Jeśli jest kierunek, to wysiłek ma sens, Człowiek ma wtedy siłę, by pokonać każdą trudność.

„Zaufałem, zaufałem Panu, a On nade mną się pochylił. I wysłuchał mego głosu. Wydobył mnie z dołu zagłady, a stopy moje postawił na skale i umocnił moje kroki. Wielu to zobaczy i uwierzy”. (Ps 40) Niech Bóg prowadzi nas na naszych drogach, byśmy pokonywali własne ego, byśmy nie szukali własnych korzyści, nie szukali poklasku. Ufność daje siłę do wewnętrznej przemiany. Cała wartość tej pracy pochodzi z wnętrza człowieka kierującego się tęsknotą za Bogiem.

Niełatwy wysiłek ufności zatruwa pytanie: czy Bóg nas nie odrzuci? Jednak podtrzymuje nas myśl: cokolwiek stanie się ze mną, za to dziękuję Ci Boże. Trud syna marnotrawnego przyniósł niespodziewany wynik, ponieważ ojciec zamienił jego żebraczy strój w najlepszą szatę, obdarzył kosztownym pierścieniem i wyprawił ucztę oraz obdarzył pełnym miłości pocałunkiem.

Panie, chcę iść do ciebie, chcę z Tobą się spotkać, a jeśli kiedykolwiek odejdę, to chcę jak najszybciej powrócić.

Podobni do syna marnotrawnego. Konf. 21.04.2026

Konferencja ks. Andrzeja Mazańskiego

Zacisze, 21 kwietnia 2026

Podobni do syna marnotrawnego.

Przypowieść o synu marnotrawnym znamy, ale nie zawsze potrafimy utożsamić się z jej bohaterem, chociaż wiele osób chętnie czuje się podobnym do jego starszego brata. Słowo „podobni”, skierowało moją myśl w kierunku absurdalnym. Skoro „podobni”, to stanęła mi przed oczyma postać z dzisiejszego I czytania, czyli św. Paweł. To karkołomne zestawienia: syn marnotrawny i św. Paweł, lecz w kluczu „podobni” otwiera się szeroka perspektywa.

Będąc w Rzymie w Bazylice św. Pawła za Murami, udałem się do nieodległej miejscowości, gdzie został pobudowany kościół, gdzie został ścięty św. Paweł. W tym kościele znajduje się malowidło przedstawiające św. Pawła wchodzącego do bram nieba, któremu wyszedł na powitanie św. Szczepan. Ten św. Szczepan, który został ukamienowany w obecności i przy aprobacie Szawła. Przed swoją śmiercią św. Szczepan krytykował arcykapłanów i faryzeuszy, mówiąc o nich, jako o ludziach twardego karku i opornego serca i uszu. Jednym z nich był Szaweł, który sprzeciwiając się Duchowi Świętemu, brał czynny udział w prześladowaniu pierwszych chrześcijan, przekonany o słuszności swoich działań.

Owładnięty żądzą zabijania wyznawców Chrystusa Szaweł udał się do Damaszku. Tam oślepiony intensywnym światłem, zostaje zrzucony z konia na ziemię i usłyszał głos: Szawle, Szawle, czemu Mnie prześladujesz? I zaraz dowiaduje się, że Tym, którego prześladuje jest Jezus, który mówi do niego. Oślepiony i osłabiony Szaweł został zaprowadzony do jednego z domów w Damaszku. Czuł się bardziej poniżony niż syn marnotrawny, bo tamten świadom swojego złego zachowania, po refleksji i o własnych siłach zdecydował się powrócić do ojca. Szaweł był nieświadomy własnych błędów, został przemocą, gwałtownie zatrzymany i zrzucony z konia. W jednej chwili z energicznego i pełnego dynamizmu człowieka, stał się niezaradnym biedakiem, pozbawionym wzroku i z trudem się poruszający z pomocą towarzyszy, którymi wcześniej dowodził. Został ogołocony ze wszystkiego, co stanowiło o jego sile i pozycji.

Jego sytuację zmienia przybycie Ananiasza, który mu udzielił mu chrztu. Chrzest był pełną miłości i podnoszącą z upadku odpowiedzią Boga dla poznającego prawdę o sobie Szawła. Odtąd już jako Paweł obdarowany łaską zaczyna nowe życie chrześcijańskie. Stał się świadkiem Jezusa, choć spotykał się z nieufnością chrześcijan, obawiających się niedawnego prześladowcy. Choć Paweł spotkał się też z Apostołami w Jerozolimie, którzy potwierdzili jego świadectwo, to nie zdobył zaufania. Z drugiej strony dla zwolenników faryzeuszy stał się wrogiem i chciano go zabić. Po tułaczce osiadł na wiele lat w swej rodzinnej miejscowości, w Tarsie. Tam spotkał się z Barnabą. Razem wyruszyli w podróże misyjne nawracając pogan.

Św. Paweł pod koniec swojego aktywnego apostołowania napisał: „Nauka to zasługująca na wiarę i godna całkowitego uznania, że Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy. Lecz dostąpiłem miłosierdzia po to, by we mnie pierwszym Jezus Chrystus pokazał całą wielkoduszność jako przykład dla tych, którzy w Niego wierzyć będą dla życia wiecznego”. (Tm 1, 15-16) Ten fragment listu do Tymoteusza pokazuje, że św. Paweł był świadomy swojej grzeszności i tego, co Jezus przez niego uczynił. Św. Paweł wiedział, że pozostaje grzesznikiem, który ciągle potrzebuje być uratowanym i zbawionym przez Jezusa.

Doświadczenie upadku z konia, ślepoty, poczucie poniżenia, a później lata odrzucenia i osamotnienia przeżywane w Tarsie, były pomocne w odkryciu, kim jest. Na drodze do Damaszku spotkał żyjącego Chrystusa i od tej pory wiedział, po co ma żyć i jak ma żyć. Podobieństwo św. Pawła do syna marnotrawnego jest widoczne, aby każdy z nas mógł w sobie odnaleźć to podobieństwo.

Ewangeliczny ptochos – szalony w swej ufności pielgrzym nadziei. Konf. 14.04.2026

Konferencja ks. Mieczysława Jerzaka

Zacisze, 14 kwietnia 2026

Ewangeliczny ptochos – szalony w swej ufności pielgrzym nadziei.

Przedstawiony w Ewangelii ubogi człowiek, pokładający nadzieję w Bogu na nic nie liczy, tylko na łaskę Bożą. W Mszale Rzymskim zawarta jest prefacja do Pierwszej Modlitwy Eucharystycznej o Tajemnicy Pojednania – Pojednanie jako powrót do Ojca. „Zaprawdę, godne jest to, abyśmy Tobie składali dziękczynienie, Ojcze święty, Boże nieskończonej dobroci. Ty nieustannie wzywasz grzeszników do odnowy w Twoim Duchu i najpełniej objawiasz swoją wszechmoc w łasce przebaczenia. Wiele razy ludzie łamali Twoje przymierze, a Ty zamiast ich opuścić, zawarłeś z nimi nowe przymierze przez Jezusa, Twojego Syna i naszego Odkupiciela: przymierze tak mocne, że nic nie może go złamać. Nam także dajesz czas pojednania i pokoju, abyśmy polecając się jedynie Twojemu miłosierdziu odnaleźli drogę powrotu do Ciebie, otwierając się na działanie Ducha Świętego żyli nowym życiem w Chrystusie, wychwalali nieprzerwanie Twoje imię i służyli braciom”.

Zwróćmy uwagę na postawę ewangelicznego żebraka, doświadczającego ubóstwa, ale pokładającemu ufność w Bogu i wszystkiego od niego oczekującego. Jesteśmy ubodzy w zasługi i cnoty. Co możemy uczynić? Mamy dobre pragnienia, ale ich realizacja nie jest prosta. Każdego dnia postanawiamy poprawę, a później okazuje się, że wracamy do starego życia. Znając swoje słabości, wiemy, że jest to niemożliwe. Rozpoznając to, pozostaje nam całą ufność pokładać w Bogu i wszystkiego od Niego oczekiwać. Mój organista poważnie zachorował i jest robione wszystko, co możliwe, ale choroba nie cofa się. Chcemy dobra, więc wytrwale prosimy Boga o powrót do zdrowia.

Ubogi nie przestaje żebrać i prosić o litość oraz nie przestaje ufać. Postawa żebrania, proszenia o litość, kiedy tej litości trudno się spodziewać jest bardzo ważna. Taką postawę miały kobieta cierpiąca na krwotok, czy kobieta prosząca o zdrowie dla swojej córki. Obie nie uważały że im się to należy, bo nie należały do narodu żydowskiego, ale ufały i otrzymały to, o co prosiły.

Ptochos odsłania swoją słabość, by być uzdrowionym. Chodzi o postawę przyznania się i odsłonięcia słabości, by była uleczona. Taką postawę trzeba mieć codziennie.

Zbliża się dwutysięczna rocznica ofiary Chrystusa. Ufnie zwracajmy się do Miłosierdzia Bożego, bo Bóg kocha bezwarunkowo, zawsze i za darmo. Na drogę duchową najlepiej wejść przez komunię życia z Maryją. Ona poprowadzi do komunii życia z sobą i do komunii życia z Chrystusem, swoim umiłowanym Synem.