mozaika ZAPRASZAMY

do kościoła Świętej Rodziny Warszawa ul Rozwadowska 9/11

12 maja 2026 (wtorek)

19.00 Msza święta
20.00 konferencja

Dyżur liturgiczny pełni grupa z parafii św. Pio w Warszawie

Wielkanocna Pielgrzymka na Jasną Górę 2026 relacja

29 Pielgrzymka Ruchu Rodzin Nazaretańskich na Jasną Górę

Obraz Jezusa Miłosiernego

Dnia 11 kwietnia 2026 odbyła się 29 wielkanocna Pielgrzymka RRN na Jasną Górę. W tym roku towarzyszyło nam hasło: Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty zaczerpnięte z Pierwszego Listu św. Piotra (1, 16). Świętość i doskonałość Boga to przede wszystkim Jego nieskończone miłosierdzie. Prosiliśmy naszą Matkę, aby wyjednała nam dar bycia narzędziami miłosierdzia Ojca Niebieskiego, zwłaszcza przez podjęcie posługi ewangelizacyjnej i apostolskiej wobec najbardziej zagubionych – w duchu zawołania obecnego roku duszpasterskiego: „Uczniowie-misjonarze”.

Do Narodowego Sanktuarium z całej Polski przyjechało około 800 osób, a z diecezji warszawsko-praskiej przybyło blisko 100 osób. Nasze spotkanie rozpoczęło się w sali ojca Kordeckiego. Pełną relację można obejrzeć i odsłuchać na Stronie Ogólnopolskiej RRN www.rrn.info.pl

Wysłuchaliśmy konferencji ks. Dariusza Kowalczyka, moderatora krajowego RRN. Poniżej można się zapoznać z niektórymi myślami, jakie usłyszeliśmy w czasie konferencji i homilii. Zapisany tekst pochodzi z ręcznych notatek jednego z uczestników Pielgrzymki.

Konferencja ks. Dariusza Kowalczyka

W Ruchu Rodzin Nazaretańskich proponowana jest modlitwa zawierzenia, w której zawarte są cztery etapy, są to: przepaść słabości i grzeszności, przepaść ufności, oraz przepaść wdzięczności i kenozy. Ale jest jeszcze piąta przepaść. Jest nią przepaść miłosierdzia.

Serce Maryi jest skarbcem łask, które dla nas wysłużył na krzyżu Jezus. Dlatego przynosimy Maryi swoje słabości i grzechy, ufając, że wyprosi nam Ona Boże miłosierdzie. Przynosimy Jej swoje kłopoty i problemy z zaufaniem wyciągając do Niej swoje brudne ręce i prosząc, aby wyjednała nam łaski. Nie zawsze otrzymujemy to, o co prosimy. Tłumaczymy sobie brak efektu naszej modlitwy jako próbę wiary. Po jakimś czasie jednak zadajemy sobie pytanie: o co chodzi, że nie otrzymujemy tego, o co prosimy? Można skupić się na problemie i narzekać, że nie mamy upragnionych darów, albo myślimy, że nie potrafimy się właściwie modlić. Może to nas męczyć i prowadzić do frustracji, czy depresji. Możemy dojść do wniosku, że nikt się nami nie interesuje i nikt nam nie pomoże. Męczymy się i myślimy, że modlitwa czterech przepaści jest teorią niesprawdzającą się w praktyce.

Prośmy ducha Świętego, by wyjaśnił nam, dlaczego nie otrzymujemy Bożego miłosierdzia i jak się z tego wydobyć. Św. Teresa z Lisieux zalecała by, zajmować sobą. Trzeba odwrócić się od siebie i skierować swoją uwagę na drugą osobę. Zauważyć go, zainteresować się jego problemami. To jest lekarstwo na depresję. Zostaliśmy do tego zachęceni przez pierwszego papieża Piotra: „W całym postępowaniu stańcie się wy również świętymi na wzór Świętego, który was powołał, gdyż jest napisane: Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty” (1P 1, 15-16)

Św. Jan od Krzyża, Doktor Kościoła uczył, że droga do Boga prowadząca do świętości i do zjednoczenia z Bogiem, przebiega przez ciemne doliny. Tak jak drewno zanim zapłonie żywym ogniem i będzie źródłem światła i ciepła, najpierw musi być poddane procesom ułatwiającym zapalenie się, czyli musi być pozbawione wilgoci i zmienić zabarwienie.

Pierwszym atrybutem Boga jest Jego miłosierdzie. Prorok Micheasz mówi o Bogu: „Okażesz nam miłosierdzie, usuniesz nasze przewinienia. Wszystkie nasze grzechy wrzucisz w morskie głębiny. (Mich 7, 19) Bóg najpełniej przejawia swoją wszechmoc w przebaczaniu. On nie jest bezradny. Może przebaczyć, podnieść. Jezus dlatego nas zachęca: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6, 36) i jeszcze „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5, 38-48) Św. Augustyn powiedział, że Bóg chce się bardziej ofiarować, niż my chcemy Go przyjmować. Św. Paweł przypomniał słowa Jezusa, które nie są zapisane w Ewangeliach: „We wszystkim pokazałem wam, że tak pracując trzeba wspierać słabych i pamiętać o słowach Pana Jezusa, który powiedział: "Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu”. (Dz 20, 35)

Żyć życiem Bożym, być świętym, to żyć na sposób daru. Człowiek nie będzie szczęśliwy, jeśli nie uczyni daru z samego siebie. Największym szczęściem człowieka jest oddanie się drugiemu człowiekowi. To jest najwyższa forma życia. Człowiek czuje się spełniony, gdy może kochać. Właśnie sakrament małżeństwa jest po to, aby człowiek mógł żyć jak Bóg dając siebie. To nieprawda, że rodzina to tylko konflikty. Prawda jest inna. Rodzina znaczy szczęście.

Odnowimy dzisiaj Akt oddania się Maryi na wyłączną służbę Kościołowi. Oddając się Maryi prośmy Ją, aby wyprosiła nam dar służenia Kościołowi. Służąc Kościołowi będziemy szczęśliwi.

Ten, kto okazuje miłosierdzie może sam spodziewać się życzliwości. Spróbujmy być miłosierni, by otrzymać Boże miłosierdzie. Człowiek na tyle otrzymuje miłosierdzie Boże, na ile jest miłosierny wobec drugiego człowieka. Nie da się oddzielić miłosierdzia Boga od naszego miłosierdzia względem drugiego człowieka. Dlatego kiedy prosimy Boga o dar, to do modlitwy i postu muszą być dołączone uczynki miłosierdzia. Napełnijmy puste ręce żebraka uczynkami miłosierdzia, by modlitwa i post zostały przyjęte.

Piąta przepaść modlitwy zawierzenia, to przepaść miłosierdzia, naszego miłosierdzia względem drugiego człowieka. Bez naszego miłosierdzia wobec innych Bóg nas nie wysłucha. „Pości miłosierdzie – pości rola. Obfituje miłosierdzie – obfituje spichlerz”. Jeśli panuje w sercu: złość, niechęć, nienawiść, brak przebaczenia, to znaczy, że wola miłosierdzia pości. Modlitwa może być nieskuteczna, jeśli nie okazujemy miłosierdzia. W Ewangeliach wiele jest zachęt Pana Jezusa, aby okazać miłosierdzie: przypowieść o bogaczu i Łazarzu, o niemiłosiernym dłużniku. Wnika z nich, że brak miłosierdzia wobec biednego może cofnąć miłosierdzie Boga względem nas.

Nasze żebranie będzie skuteczne, jeśli przebaczymy i okażemy miłosierdzie osobom pogubionym duchowo. Bez miłosierdzia nie dokona się przemiana w naszym życiu. Nam też Bóg darował nasz ogromny dług i oczekuje, że i my będziemy czynić to samo, co Bóg. Wszystko, co mamy zawdzięczamy Bogu. Gdyby Bóg nas nie podniósł wpadlibyśmy w ogromną duchową biedę. Jeśli nie popełniliśmy w życiu wielkich grzechów, to dlatego, że Bóg nas uformował i uratował. Dlatego nie potępiajmy człowieka, lecz go ratujmy, tak jak Matka Boża wszystko zawdzięczała Bogu i nie potępiała nikogo, ale wstawiała się za każdym człowiekiem. Pod krzyżem nie potępiała prześladowców swojego Syna, ale wstawiała się za nimi do Boga. Św. Teresa z Lisieux wiedziała, że gdyby nie Bóg, byłaby wielką grzesznicą, dlatego wstawiała się do Boga za złoczyńcami.

„Niech wasze światło świeci się przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca, który jest w niebie” (Mt 5,6). Bóg mówi: „Chcę uświęcić wielkie imię moje, które zbezczeszczone jest pośród ludów, zbezczeszczone przez was pośród nich, i poznają ludy, że Ja jestem Pan - wyrocznia Pana Boga - gdy okażę się Świętym względem was przed ich oczami. Zabiorę was spośród ludów, zbiorę was ze wszystkich krajów i przyprowadzę was z powrotem do waszego kraju, pokropię was czystą wodą, abyście się stali czystymi, i oczyszczę was od wszelkiej zmazy i od wszystkich waszych bożków. I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali. Chcę was uświęcić, przyprowadzić do waszego kraju, pokropić wodą, zabrać wam serce kamienne, a dać wam serce z ciała”. (Ez 36, 23-27) Boża moc chce nas oczyścić i uczynić świętymi. Matka Boża to nam wyprasza, byśmy stali się narzędziem Bożego miłosierdzia i apostołami Bożego miłosierdzia. Prawda przekazywana uczynkami miłosierdzia stanie się Dobrą Nowiną o miłosierdziu Bożym.

Św. Jan napisał: „(Jezus) uwolnił nas od grzechu i uczynił nas królestwem i kapłanami dla Boga i Ojca swojego, Jemu chwała i moc na wieki wieków! Amen” . (Ap 1,6) Każdy jest kapłanem, kto głosi dobroć Boga i pociesza innych. Kto panuje nad swoim egoizmem i ratuje człowieka, ofiarowuje go Ojcu i okazuje swoje miłosierdzie.

Być zjednoczonym z sercem Maryi, to znaczy być zjednoczonym z Bogiem Ojcem. Niech Maryja wyprosi nam łaskę świętości, łaskę apostolstwa, umiejętności przebaczania i służby w Kościele, bo Bóg pierwszy nad nami się pochylił i okazał miłosierdzie. Taka postawa jest możliwa mocą Ducha Świętego. Jesteś ptochosem, by służyć innym ptochosom.

Po zakończonej konferencji wysłuchaliśmy świadectwa Michała o jego drodze służby Matce Bożej w Kościele. Następnie przeszliśmy do Bazyliki jasnogórskiej, by uczestniczyć w Eucharystii, której przewodniczył ks. Przemysław.

Homilia Ks. Stefana Czermińskiego

Przeżywamy, że Jezus jest tutaj naprawdę. Najlepsze jest to, że jet On w nas, a my przeżywamy Jego obecność i patrzymy Jego oczami. Najważniejsze jest to, żeby On był w nas i przeprowadził nas bezpiecznie do nieba. Spotkałem pewną osobę, która miała swoje urodziny. Powiedziała, że najlepszy prezent dzisiaj otrzymała od Jezusa, gdy otworzyła Pismo święte i znalazła słowa z Psalmu 73 „Lecz ja zawsze będę z Tobą, Tyś ujął moją prawicę i prowadzisz mnie według swojej rady”.

W dzisiejsze Ewangelii Jezus robi swoim uczniom awanturę. Wypomiał im, że nie uwierzyli tym, którzy Go widzieli i potwierdzali, że On zmartwychwstał. Jakby mówił do nich: Co wy sobie myślicie? A potem powierzył im misję, aby szli na cały świat i głosili Ewangelię udzielając chrztu.

Uczniów cechowały: upór i niedowiarstwo, bo ich serca były stwardniałe. Do ich serc Jezus pukał posyłając Marię Magdalenę i uczniów z Emaus. Aby uwierzyć mogli sobie przypomnieć wskrzeszenie Łazarza, albo przemienienie na górze Tabor. Uczniowie zamiast wyciągać wnioski z tego, co widzieli, byli załamani. Płacz zablokował im myślenie. Myśleli tylko o sobie, dlatego potrzebna była awantura. Dopiero później po Zesłaniu Ducha Świętego zalęknieni uczniowie stanęli odważnie przed zgromadzonymi ludźmi z pewnością, w sposób jasny i z klasą mówili o Jezusie, choć byli prostymi i niewykształconymi ludźmi. Przywódcy duchowi ze zdziwieniem obserwowali i słuchali apostołów, którzy bez strachu, ale pokornie zadawali pytanie: Czy lepiej jest słuchać Boga, który posłał ich na misję czy ludzi zabraniających im głoszenia Ewangelii? Kiedy im zakazują zaszczytnej misji głoszenia, pewnie odpowiadają, że nie mogą nie mówić o tym, co widzieli i słyszeli. Ci, którzy zawodzili Jezusa na każdym kroku „położyli na łopatki” Sanhedryn.

Wszyscy jesteśmy zaszczyceni nakazem misji. Znamy swoją grzeszność, ale Jezus posyła nas z nakazem: idź i głoś, opowiadaj o Mnie. Nie opierajmy się na pięknych słowach, ani na nośnych hasłach, ale oprzyjmy się na ludziach. Okazujmy miłosierdzie ludziom, którzy tego oczekują. Św. Franciszek zwrócił się do biednych ludzi, okazywał im miłosierdzie, a potem poruszył cały świat. Możemy służyć ludziom w domu, w pracy, w szkole, gdziekolwiek jesteśmy.

Ważne są trzy czyny miłosierdzia.

Pierwsze to spojrzenie. Wielu ludzi boi się spojrzeć prosto w oczy, unikają spojrzenia, bo czują się zagrożeni. Mamy serce pełne Jezusa, więc mamy odwagę spojrzeć w oczy człowiekowi, by go przekonać, że jest przez nas akceptowany.

Drugie, to słuchanie. Ludzie słuchają siebie, mówią o sobie, ale innych nie słuchają. Słuchając nie można przerywać, trzeba wysłuchać człowieka do końca, aby czuł się zrozumiany.

Trzecie, to modlitwa. Potrzeba modlić się z wiarą za człowieka, który potrzebuje miłosierdzia. Do modlitwy możemy dołączyć nasze cierpienia.

Gdy będziemy podejmować te trzy czyny miłosierdzia, przekonamy innych. Pamiętajmy: popatrzmy w oczy, wysłuchajmy, nie mówmy za długo, módlmy się, by Bóg uczynił cud w sercu biednego człowieka potrzebującego miłosierdzia.

Bierzmy przykład z Jezusa, który przeszedł mękę, umarł, ale przebaczył nam. Teraz chce uczynić sanktuarium w naszym sercu. Wiele osób w niebie podziękuje nam, że usłyszały i zobaczyły Jezusa w nas.

Po zakończeniu Eucharystii odnowiliśmy Akt zawierzenia się Matce Bożej na wyłączną służbę Kościołowi. Po krótkiej przerwie powróciliśmy do sali ojca Kordeckiego. Przed Najświętszym Sakramentem modliliśmy się Koronką do Miłosierdzia Bożego i adorowaliśmy Pana Jezusa.

Na zakończenie spotkania ks. Dariusz udzielił nam błogosławieństwa i udaliśmy się do naszych domów.  

Święci – grzesznicy obdarowani światłem. Konf. 7.04.2026

Konferencja ks. Emila Adlera

Zacisze, 7 kwietnia 2026

Święci – grzesznicy obdarowani światłem.

Jezus powiedział: „Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”. (Mt 5, 14-16) Jesteśmy święci, jeśli pozwalamy łasce działać w nas. Jesteśmy światłem świata, kiedy Jezus jest naszym światłem. Jesteśmy chrześcijanami, nie dlatego, że dokonujemy rzeczy szczególnych i niezwykłych, ale dlatego, że On, Chrystus jest naszym życiem. Jesteśmy święci, nawet wtedy, gdy nie jesteśmy doskonali, tylko jeśli pozwalamy Jego łasce działać w nas.

Kiedy Bóg nam przebacza, to nie usprawiedliwia nas po prostu, ani nie umniejsza naszego błędu, nie ignoruje naszego grzechu, nie udaje, że nic się nie stało. Jego przebaczenie jest przebaczeniem stwórczym i odkupieńczym oraz jest przejawem Jego miłosierdzia, które nas odrodziło i zbawiło, i które teraz w dalszym ciągu stwarza w nas nowe serce. Interwencja Boga, który przebacza, nie zmierza tylko do naprawienia i przywrócenia jakiejś pierwotnej czystości, nie odnosi się tylko do przeszłości, ale jest na służbie przyszłości człowieka. I dlatego jest również cudem, ponieważ ten, kto doznał przebaczenia jest głęboko przemieniony mocą sakramentu, choć o tym nie wie lub z trudem w to wierzy. Od tej pory nie jest już tą samą osobą, co dawniej, choć wciąż odczuwa wcześniejsze lęki i słabości. Tą łaską jesteśmy obdarzeni przez krzyż i zmartwychwstanie Pana Jezusa.

Do przyjęcia tajemnicy zmartwychwstania otwierają nas post i liturgia Wielkiego Tygodnia, które przygotowują nas do przyjęcia przemieniających łask.

Niedziela Palmowa upamiętnia wjazd Pana Jezusa do Jerozolimy. Ludzie krzyczeli: Hosanna, Błogosławiony, a za kilka dni później krzyczeli: Ukrzyżuj Go. Jezus wjeżdżając do Jerozolimy wiedział, co Go spotka lecz Jego uczniowie nie wiedzieli. To pokazuje jaka jest nasza wiara. Przyjmujemy wiarę, kiedy wiemy dokąd ona nas wiedzie i co nas spotka. Przyjmujemy Jezusa, jako Tego, który nas pociesza, podnosi, ratuje. Jezus, to coś więcej niż tylko samo pocieszanie. Kiedy nie spełnia naszych pragnień albo nie usuwa naszych problemów, to równie chętnie jak dawni żydzi wołamy: ukrzyżuj Go. Wszystko to bierze się z tego, że nie poznaliśmy prawdziwego Boga. Czy oczekujemy tylko na spełnienie naszych zamiarów? A jak nie spełnia ich, to co myślimy? W stosunku do ludzi podobnie postępujemy. Poznając kogoś i wiążąc się z nim, widzimy tylko same dobre cechy, wszystko nam się podoba, jesteśmy zachwyceni. Później w miarę dojrzewania związku, przyjaźni czy znajomości widzimy więcej słabości tego człowieka i rezygnujemy z niego. Czy akceptujemy proces dojrzewania? Kiedy Bóg nas zawodzi i nie jest taki, jak sobie Go wyobrażamy, to ujawnia się brak naszej stałości.

Msza Krzyżma – dokonuje się poświęcenie olejów świętych używanych później do sakramentów. Oleje stosuje się, aby wskazać tego, którego Bóg wybrał. Prorok Samuel namaścił olejem Dawida na króla pośród jego braci. Namaścił tego, którego Bóg wskazał, a nie tego, którego sam uważał za odpowiedniego. Namaścił go, bo był umiłowany przez Boga. Gdy św, Jan udzielał chrztu Panu Jezusowi, usłyszano głos Boga: „Tyś jest mój Syn umiłowany, W Tobie mam upodobanie”. (Łk 3, 22) Z nami też Bóg chce tworzyć relację jedyną i niepowtarzalną. Obchodząc Paschę, wiedzmy, że jesteśmy jedyni i niepowtarzalni w oczach Boga, naznaczeni olejem, nie wodą, bo woda paruje, a olej trudno jest zetrzeć i się wchłania przez skórę. Jesteśmy wyjątkowi w oczach Boga i gdyby nie to, to byśmy byli pospolici. Czy myślimy o sobie, że jesteśmy wybrani i umiłowani przez Boga? Nie sprzedawajmy się w niewolę grzechu, niewolę nienawiści i zawiści, ani w niewolę nieczystości. Życie duchowe nie ogranicza się do mechanicznego powtarzania modlitw, ale do uznania, że jest się osobą wyjątkową, o której Bóg mówi: „Ty jesteś moim dzieckiem umiłowanym. W tobie mam upodobanie”. Bóg burzy w nas nieprawdziwe wyobrażenia o sobie, byśmy Go poznali i przyjęli, że jesteśmy umiłowani.

Nieraz myślimy, że gdyby Bóg wiedział jaki jestem, to by nie zwracał na mnie uwagi. Jezus klęka przed brudem człowieka i obmywa nogi grzesznemu człowiekowi. My, tak jak Piotr bronimy się: „nie będziesz mi obmywał nóg”. A Jezus odpowiada: „Jeśli cię nie obmyję, nie będziesz miał udziału ze Mną”. Bóg chce, byśmy odsłaniali przed Nim swoje grzechy i słabości, ponieważ chce nas obdarzyć swoim miłosierdziem. „Jeśli nie pozwolisz Mi bym cię kochał w tym, czego się wstydzisz, nie doświadczysz smaku mojego miłosierdzia”. Bóg kocha całego człowieka z tym, co jest w nim dobre i z tym, co jest w nim złe, aby doświadczył mocy przemiany i zmartwychwstania.

Ogród Getsemani pełen ciszy jest symbolem niemocy, bezsilności i szukania pocieszenia w modlitwie Pana Jezusa. Szukał wsparcia wśród uczniów, ale się zawiódł. W naszym życiu również są sytuacje bezsilności, choroby, zależności, kiedy czujemy się bezsilni. Zawiedzeni szukamy ucieczki w rozproszeniach, w wirtualnym świecie, w podwójnym życiu. Wtedy mamy nie zasypiać, mieć otwarte oczy i modlić się. Bóg nas nie opuścił. Jezus w Getsemani upadł na ziemię, nie mógł wstać, Bóg nie odpowiadał na Jego modlitwę, uczniowie zawiedli, ale później wstał, obudził uczniów i na ich czele odważnie stoi oczekując na nadejście Judasza ze zbrojną asystą.

Kiedy nastąpiło aresztowanie, nie ma już radosnego „Hosanna”, tylko „ukrzyżuj Go”. W czasie męczeństwa usłyszał pełne wiary słowa łotra: „Wspomnij na mnie, jak będziesz w swoim królestwie”. Po Jego śmierci jeden z żołnierzy wyznał z wiarą: „Ten prawdziwie był Synem Bożym”. Samotny i niewinny Jezus wołał na krzyżu: „Ojcze, czemuś Mnie opuścił” byśmy nie czuli się samotni z naszymi grzechami. Bóg nie daje krzyża, ale nadaje sens naszym krzyżom. Dzieje się tak, by się wypełniły Boże zamiary. Krzyż zmierza do życia i tylko Bóg może tego dokonać. Bez Boga krzyż nas miażdży. Tylko z Bogiem nie jesteśmy samotni. Człowiek przechodzący przez trudności nie może liczyć na swoją siłę. Może przyjąć tylko to, co Bóg daje. Jezus daje doświadczenie zmartwychwstania.

Kiedy otwieramy się na Jego miłosierdzie i oczekujemy na obmycie z brudów, nie zapominajmy o doświadczeniu światła Jezusa. Jezus chce, byśmy nie zapominali o Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu i wszystko czynili na Jego pamiątkę. Grzesznicy obdarzeni światłem czują się obdarowani, wyjątkowi. Nawet wtedy, gdy grzechy nas oplątuje, gdy czujemy się jak w więzach niemocy i nie mamy siły, to możemy oczekiwać na interwencję Pana Boga. Jesteśmy światłem, jeśli pozwalamy Bożej łasce działać w nas.

Rekolekcje wielkopostne 2026

Rekolekcje wielkopostne - Parafia pw. Niepokalanego Poczęcia ...

Rekolekcje wielkopostne dla RRN diecezji warszawsko-praskiej

wygłoszone przez ks. Dariusza Kowalczyka

Zacisze, 23 i 24 marca 2026

Współpraca w Bożym działaniu przez wstawiennictwo.

W Ewangelii św Jana jest przedstawiony opis cudownego rozmnożenia chleba (J 6, 1-16). Znajdujemy tam charakterystyczne cechy zaproszenia Jezusa uczniów do współpracy z Nim w Jego wielkich planach.

Apostołowie wrócili z misji, na którą ich wysłał Jezus, gdzie nauczali, uzdrawiali, wyrzucali złe duchy. Byli zmęczeni i Jezus obiecał im odpoczynek. Na miejscu pustynnym, gdzie się udali już czekała na Jezusa wielka rzesza ludzi. Ulitował się nad nimi, bo byli jak owce nie mające pasterza. Jezus zmienił swoje plany zaczął ich nauczać, a później uczynił cud. Cud był praktyczny i miał na celu nakarmienie 5 tysięcy mężczyzn i towarzyszących im kobiet i dzieci. Mogło być tam około 20 tysięcy ludzi. Uczniowie namawiali Jezusa, aby odesłał ludzi do najbliższych wiosek, aby sobie kupili żywność. Odpowiedź Jezusa brzmiała: Wy dajcie im jeść - czyli apostołowie mieli się zatroszczyć o jedzenie. Jezus oddał swoje owce w ręce apostołów. Oni dziwili się temu, że mają za 200 denarów kupić jedzenie dla takiej rzeszy ludzi.

Choć suma 200 denarów nie była mała, bo była równowartością 200 dniówek pracy robotnika w tamtych czasach, to nie zaspokoiłaby potrzeb zgromadzonych osób. W naszych czasach na zakup jednego chleba trzeba wydać około 5 złotych. Po pomnożeniu przez 20 tysięcy osób rachunek byb wynosił 100 tysięcy złotych. Apostołowie tak w tamtych czasach jak i w naszych musieliby dysponować dużą ilością pieniędzy, by zapłacić za 20 tysięcy chlebów. Ale Bóg jest rozrzutny w swojej miłości. Dusza będąca oblubienicą Pana nie ma łatwo, bo On lubi ją zaskakiwać.

Jezus nie chciał by apostołowie kupowali chleby. Zapytał jaką ilością pożywienia dysponują. Odpowiedzieli, że jest z nimi chłopiec, który ma 5 chlebów i 2 ryby, ale taka ilość ledwie starczyłaby dla 5 do 6 osób. Jezus nakazuje apostołom, aby podzielili zgromadzonych ludzi na mniejsze gromady po 100 lub 50 osób i by usiedli na ziemi. Potem wziął chleby i ryby chłopca. Apostołowie spodziewali się kompromitacji, mieli puste ręce, ale uwierzyli Jezusowi. Sami byli głodni i zmęczeni. Nie było w nich euforii, a zadanie przekraczało ich siły. Bóg było niemożliwe do wykonania. Ale tak wygląda nasza współpraca z Bogiem, która zawiera element oczyszczeń. Bóg chce się nami posługiwać, by dawać znaki.

Jezus wziął tę niewielką ilość pożywienia, pomodlił się i zaczął rozdzielać jedzenie pomiędzy uczniów, a ci rozdawali je ludziom. Gdy się wszyscy najedli, zebrano do koszów więcej resztek chleba, niż było go na początku przed rozmnożeniem.

Nasza współpraca w ratowaniu ludzi zagubionych.

Bóg nie działa z automatu, pomimo, że człowiek jest zbuntowany, ale działa, kiedy człowiek współpracuje z łaską Bożego miłosierdzia i jest zaangażowany. Św. Jan Apostoł w swojej Ewangelii stosuje głęboką symbolikę, np.: śmierć nie jest fizyczna, ale ma znaczenie duchowe. Taką symbolikę odnajdujemy w przypowieści o Synu marnotrawnym. Starszy brat jest oburzony wspaniałomyślnym przyjęciem przez ojca marnotrawnego brata, a ojciec tłumaczy, że trzeba się cieszyć, bo twój brat był umarły, a znów ożył. Każdy człowiek, który zagubił się w życiu jest duchowo obumarły, ale Jezus chce go ratować.

Św. Jan w tym duchu opisuje wskrzeszenie Łazarza. (J 11, 1-45) Do Jezusa dotarła wieść, że Łazarz zachorował. Przekazano tę wiadomość licząc, że Jezus natychmiast przyjdzie i uzdrowi przyjaciela. Bóg kocha chorego duchowo człowieka, więc i my też powinniśmy go kochać. Zagubiony grzesznik jest bliski sercu Boga i otoczony Jego troską. Łazarz jest obrazem naszej bliskiej osoby, która odeszła od Boga, dała się zwieść i weszła na złą drogę, ale mimo to nie przestaje być nadal przyjacielem Jezusa. Jeśli sytuacja choroby duchowej przedłuża się, zniecierpliwieni pytamy: czy Bóg zapomniał, czy jest obojętny, może nie kocha?

Jezus nie wyruszył od razu do Betanii. Po 2 dniach zwłoki stwierdził: Łazarz zasnął, więc pójdzie, aby go obudzić. Uczniowie dziwili się temu, bo jeszcze niedawno w Judei chciano Jezusa ukamienować i musiał się chronić, a teraz chce wracać? Jezus miłował Martę, Marię i Łazarza miłością szukającą prawdy, dobra i wymagającą trudu i cierpliwości. Zwłoka wynikała z tajemniczego planu Bożego.

W Betanii Marta wyszła na spotkanie z Jezusem zapłakana. Powiedziała: Panie, gdybyś tu był mój brat by nie umarła - i dodała: Ale wierzę, że Bóg da Ci wszystko, o co poprosisz. Jezus jej odpowiedział: Kto wierzy we mnie, choćby i umarł, żyć będzie. Wierzysz w to? Ona odpowiedziała, że wierzy. Druga siostra Maria została w wierze wyprzedzona przez Martę, bowiem Maria siedziała w domu zbuntowana i nawet nie wyszła na spotkanie z Jezusem. Marta zastosowała podstęp i wywołała z domu Marię mówiąc, że Pan ją wzywa. Później wszyscy udali się do grobu Łazarza. Jezus nakazał usunięcie kamienia zamykającego grób. Siostra krzyknęła: Panie już cuchnie! - bo Łazarz już był 4 dni w grobie. Zło cuchnie trupim smrodem. Wszystko za daleko zaszło. Zaraz Jezus zaprotestował: Czy nie mówiłem, jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą? Do współpracy z Bogiem potrzebna jest wiara kształtowana przez trudności. Aby ktoś mógł być wskrzeszony z grzechu potrzebna jest wiara.

Jezus okazując wzruszenie podszedł do grobu. Płakały też siostry. Nasze cierpienie nie jest Jezusowi obojętne. Gdy ktoś bliski się zagubi, to nie wolno wzruszyć ramionami mówiąc: był tak głupi, to niech cierpi. Trzeba okazać serce, by Bóg dał udział w swojej łasce. Jeśli chcemy kogoś przyprowadzić do konfesjonału nasze serce musi być zaangażowane i musi z niego płynąć modlitwa wzruszająca Boga.

Po otwarciu grobu, Jezus dziękował Bogu Ojcu za to , że zawsze jest wysłuchiwany. Dziękuje publicznie, aby otaczający go tłum uwierzył, że został posłany przez Boga. Chce ukazać ludziom cząstkę zaufania swojego Ojcu. Zaufanie Bogu jest elementem modlitwy wstawienniczej.

Po modlitwie, powiązany Łazarz wyszedł z grobu. Nie od razu widać efekty Bożego działania. Trzeba pozdejmować z Łazarza krępujące go materiały, by mógł swobodnie chodzić. Potem nakarmić, by odzyskał siły. Zdjęcie opasek, to wyrwanie człowieka ze złego środowiska i zachęcenie go do zmiany życia, danie mu szansy, by zaczął na nowo. Boże działanie ma największy udział w czasie Eucharystii i jest daniem wzmacniającego pożywienia. Jezus włącza nas w swoją ofiarę. Modlitwa czyni nas świętymi. Jezus wypełnia swoje plany, mimo przeszkód, byśmy nie zginęli z powodu grzechów. Wydaje się w nasze ręce i pozwala się przybić do krzyża. Tylko On może nas pojednać z Bogiem. To, co najważniejsze dokonuje się na Eucharystii Jezus może wskrzesić zmarłego, może zmazać grzech. On jest większy niż nasze zniechęcenie, bunt i wszelkie trudności. Doświadcza Boskich zaślubin, by być współpracownikami Boga. Oddajmy się Maryi na służbę Kościołowi. Ona zaprasza nas do swoich spraw. Jesteśmy Jej potrzebni.

Chciwość i uczciwość.

Podczas wędrówki Izraelitów przez pustynię z Egiptu do Ziemi Obiecanej, lud zaczął szemrać przeciwko Bogu i Mojżeszowi. Jako karę, Bóg zesłał na nich "węże o jadzie palącym", od których ukąszeń wielu ludzi zmarło. Wąż ma wiele symboli. Jednym z nich jest skąpstwo, nieuczciwość i chciwość. Mówimy, że ktoś ma węża w kieszeni. Wąż w kieszeni niejednego człowieka dotkliwie pokąsał.

Wtedy Mojżesz wstawił się za swoim ludem. Bóg wysłuchał jego modlitwy i nakazał mu, by sporządził miedzianego węża i umieścił go na palu, kto z ukąszonych spojrzał na miedzianego węża, został uzdrowiony. Jezus mówił do żydów, że jeśli nie uwierzą w Syna Człowieczego pomrą w swoich grzechach. Nikt nie uwolni się sam od grzechu pochodzącego od jadowitego węża bez pomocy Jezusa.

Jaka jest różnica między moralizowaniem, a ewangelizowaniem. Moralizowanie ogranicza się do płytkich pouczeń typu: weź się w garść, dasz radę, Ewangelizowanie odwołuje się do łaski Jezusa z krzyża i mocy Ducha Świętego. To, co po ludzku jest niemożliwe, tylko Jezus może nam dać, aby nasze serca stały się uczciwe i sprawiedliwe.

Jezus wytykał faryzeuszom wiele wad, także chciwość. Faryzeusze uważali, że nie potrzebują łaski Boga, ale Jezus odpowiadał: Jeśli nie uwierzycie, pomrzecie w swoich grzechach. Ewangelizowanie jest przemawianiem z odwołaniem się do mocy Boga. Jeśli nasza sprawiedliwość nie będzie większa od sprawiedliwości faryzeuszów, to nie wejdziemy do Królestwa niebieskiego. Jezus otwiera przed nami skarby łask, czyni nas swoimi współpracownikami, którzy będą wypraszać cudowne działanie Jezusa i wstawiać się za grzesznikami. Jezus dopomina się o wiarę swoich współpracowników. Brak wiary blokuje działanie Boga.

Kiedy Jezus miał cudownie rozmnożyć 5 chlebów i 2 ryby oparł się na dobrowolnym darze małego chłopca, oddającego do dyspozycji Jezusa swój zapas żywności. Podobnie uboga wdowa wrzucając do skarbony dwa drobne pieniążki oddała faktycznie, co miała. Bogaty młodzieniec nie potrafił uczynić takiego gestu i odszedł zasmucony. Wiara polega na tym, że oddajemy wszystko, co mamy z ufnością, że Bóg się będzie o nas troszczył. Oddajemy wszystko Bogu, by realizować Jego plany. Czasami czujemy się bezsilni, mali, że mamy zbyt mało środków, a nawet ochoty, by służyć Bogu. Ale jeśli zrezygnujemy ze swoich planów, wtedy się wypełnią się zamiary Bożej miłości. Największym przeciwnikiem oddania siebie Bogu i tego, co posiadamy jest chciwość, przejawiająca się życiem ponad stan, łatwym zaciąganiem kredytów, pożyczaniem z zamiarem nieoddania, niechęcią w dzieleniu się swoim dobrem, trzymaniem środków na czarną godzinę.

W jaki sposób człowiek staje się posłusznym Bogu? Bóg mówi do nas poprzez natchnienia. Jednym z nich jest głos sumienia. Ważne jest nie tylko przestrzeganie przykazań, ale też posłuszeństwo natchnieniom. Trudno jest pójść za tym głosem. Często je odrzucamy. Głos Boży może nas zachęcać do porzucenia zła lub doradzać dobro. Przeciwko Bożemu głosowi nieraz się buntujemy jak Izraelici. Wtedy pojawiają się węże, a wraz z nimi pożądliwości jak: seks, pieniądze i władza. Zakaz skorzystania z tych pokus jest odbierany jako zamach na wolność. Jeśli nie czynimy tego, co Bogu się podoba, wtedy Bóg nas nie wysłuchuje.

Kapłan Heli miał 2 synów, którzy też byli kapłanami. Synowie nie zważali na Pana Boga i Jego przykazania, byli chciwi i prowadzili rozwiązłe życie. Bóg objawił się Heliemu pytając go, czemu bardziej szanuje synów niż Boga i dlaczego nie sprzeciwia się złemu postępowaniu synów? Czemu nie karci ich? Przy Helim wychowywał się mały Samuel, przyszły prorok. Temu chłopcu objawiał się Bóg i nakazał przekazać swoje słowo Heliemu. Chłopiec początkowo bał się przekazać Słowo Boga, ale Heli nalegał. Bóg zapowiedział, że spadnie na Izraelitów kara za złe postępowanie synów Heliego i oni sami zginą. W tym czasie Filistyni napadli na Izraelitów, uprowadzili Arkę Przymierza, zabijali lub brali w niewolę ludzi, a synów Heliego zabito. Zmarł też sam Heli. Błogosławieństwo Boże zostało zablokowane przez nieuczciwość, rozwiązłe życie i brak wiary.

W czasie wojny w 1943 roku w Warszawie kilkunastoletniej dziewczynce ukazywała się Matka Boża. Prosiła o modlitwę, pokutę i odwrócenie się od grzechów. Przed wojną ludność Warszawy cechowała rozwiązłość, duże zepsucie, dokonywano dużo aborcji. Duch zła utrzymywał się nawet w czasie okupacji niemieckiej. Władzia Papis na rok przed powstaniem widziała w wizjach płonące domy, z których matki wyrzucały swoje dzieci, a później same wyskakiwały. Podobnie św. Faustyna Kowalska kilka lat przed II Wojną Światową otrzymała od Jezusa zapowiedź wielkiej kary jaka spotka ludność Warszawy.

Dobro i niedola, życie i śmierć, ubóstwo i bogactwo pochodzą od Pana. Moje serce raduje się w Panu, dzięki Niemu moc moja wzrasta. Nikt nie jest tak święty jak Ty, Panie, poza Tobą bowiem nie ma nikogo, prócz naszego Boga nie ma innej ostoi. Bóg decyduje o naszym losie i nasze życie jest w Jego ręku. Wszystko, co mamy należy do Niego, gdyż On jest naszym Ojcem.

Człowiek nieuczciwy i chciwy nie wierzy Bogu, ufa swojemu sprytowi i sile. Uważa że bez Boga sobie poradzi, a Boża wola tylko mu przeszkadza. Pewien człowiek przed śmiercią był zachęcany przez księdza, aby pojednał się z Bogiem. Jednak uparcie odmawiał, więc ksiądz się go zapytał: Nie boisz się potępienia? On odpowiedział: Całe życie sobie dawałem radę, to i w piekle sobie poradzę.

Człowiek uczciwy wybierze Boga nawet, nawet jeśli narazi się na sprzeciw, krytykę czy niedogodności. Ojciec niebieski da mu wszystko, czego potrzebuje. Człowiek nieuczciwy cudów nie uświadczy. Jezus powiedział, że to, co uczynimy dla braci najmniejszych, czynimy dla Niego. Jeśli oszukujemy człowieka, to oszukujemy Boga. Wielu chrześcijan nie uznaje tej prawdy. „Każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga”. Kto nie uznaje Chrystusa jest z ducha antychrysta. Czy w bliźnich widzimy Boga? Czy przebaczamy, pomagamy pamiętając, że pomagamy samemu Bogu? Dalej św. Jan pisze, że jeśli będziemy tak żyli, to otrzymamy wszystko, o co prosić będziemy. Przykazanie Jezusa brzmi tak: byśmy zachowując Jego przykazania i miłowali się wzajemnie, jak On nas umiłował.

Wierzyć w imię Syna Jezusa Chrystusa to, nie opierać się na sobie, ani na swoich siłach, ale wierzyć, że z Jezusem wszystko jest możliwe. Musimy siebie zapytać, czy chcemy działać swoją mocą, czy mocą Jezusa?

W czasach komunistycznych ukształtował się typ człowieka zwanego homo sovieticus i rozpowszechnił się na cały świat. Jego cechą charakterystyczną jest nieuczciwość, jako sposób życia, niewiara w Boga, korzystanie z układów mafijnych, oszukiwanie, wykorzystywanie i krzywdzenie słabszych ludzi. To jest silny jad węża. Obecnie na świecie wzrasta prześladowanie ludzi oraz korupcja, a to jest źródłem wojny. Na ważne stanowiska wybierani są źli ludzie. Czy nie jesteśmy przyczyną uciemiężenia, będącego źródłem zła na świecie?

Matka Boża ukazywała się w wielu miejscach na świecie. Ludzie tam idą, aby się nawrócić i czują, że to jest prawdziwe. Matka Boża wzywa do nawrócenia, do modlitwy i pokuty, oraz do przemiany serc, Oddanie się Maryi, oddanie Jej wszystkiego czym się jest i co się posiada powoduje, że stajemy się uczciwi. To, co posiadamy nie jest już nasze, tylko Maryi. Oddanie się Maryi jest ważne, aby świat mógł się zacząć zmieniać. Duch świata sprzeciwia się Bogu i wszystkim, którzy żyją sprawiedliwie i uczciwie. Duch świata wyraża się w korupcji i nieuczciwości. Kto się sprzeciwia duchowi świata, ten jest wrogiem świata. Taki człowiek nie zrobi kariery, nie dorobi się majątku, bogactwa nie zdobędzie. Dlatego tak wielu odchodzi od Chrystusa, bo boi się sprzeciwić duchowi tego świata. W księdze Mądrości Syracha, jest napisane, że ludzie źli zawsze podobnie działają i naradzają się przeciwko człowiekowi oddanemu Bogu: Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny: sprzeciwia się naszemu działaniu, zarzuca nam przekraczanie Prawa, wypomina nam przekraczanie naszych zasad. Głosi, że zna Boga, zwie siebie dzieckiem Pańskim. Jest potępieniem naszych zamysłów, sam widok jego jest dla nas przykry, bo życie jego niepodobne do innych i drogi jego odmienne. Uznał nas za coś fałszywego i stroni od dróg naszych jak od nieczystości. Kres sprawiedliwych ogłasza za szczęśliwy i chełpi się Bogiem jak ojcem. Kiedy żyjemy zgodnie z wolą Bożą, to znaki sprzeciwu pojawiają się natychmiast. Ludzi chcący żyć zgodnie z przykazaniami wyróżnia wiara, zachowania i wybory. Dlatego ich zachowanie kole innych w oczy. Często spotykają się ze słowami: nie bądź za święty, bo dostaniesz po głowie.

Rewolucja marksistowska chce burzyć wszystko przez wojny, przemoc. Rewolucja Boża nie chce burzyć niczego, tylko przemieniać człowieka od wewnątrz. Matka Boża potrzebuje świadków, by naprawić świat. Musimy być narzędziami Matki Bożej przez wierność Bogu, wiarę, miłość, przebaczenie, starać się być małymi i pokornymi. Gdy uczniowie się pokłócili, o pierwszeństwo, Jezus postawił przed nimi dziecko i powiedział: „Zaprawdę powiadam wam: Jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 18,3). Podkreślił, że największy w królestwie niebieskim jest ten, kto uniży się jak to dziecko (Mt 18,4), a przyjęcie dziecka w Jego imię jest przyjęciem samego Jezusa. Świat przez modlitwę małych dzieci będzie uratowany od homo sovieticusa.

Sakrament chrztu – niezasłużony dar, z którego ciągle trzeba czerpać. Konf, 10.03.2026

Konferencja ks. Mieczysława Jerzaka 2025

Zacisze, 10 marca 2026

Sakrament chrztu – niezasłużony dar, z którego ciągle trzeba czerpać.

Sakrament chrztu ciągle musimy odkrywać. Jego działanie w nas pozostaje tajemnicą. Na skutek chrztu umarliśmy dla grzechu, a nasze życie jest ukryte w Bogu, przez co jesteśmy uczestnikami nowego życia. Przyjęcie chrztu sprawia jakościową zmianę w życiu duchowym, rozwija się w nas wiara, nadzieja i miłość, a także roztropność, sprawiedliwość, męstwo i wszystkie kardynalne przymioty.

W Ewangelii św. Jana czytamy: Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia. Każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was [będę trwać]. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. Potem ją zbierają i wrzucają w ogień, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, to proście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami. Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej! (J 15, 1-9)

W powyższym obrazie winnego krzewu został ukazany dynamiczny proces. Etap wszczepiania gałązki w winny krzew – wyrażający zachwyt Panem Jezusem i mocne przeżycie wprowadzające w osobistą relację z Nim. Zachwyt jest potrzebny byśmy trwali. Sakrament chrztu jest udzielany ze względu na akt żywej wiary osoby dorosłej. Drugi etap to trwanie w winnym krzewie wszczepionej gałązki. Proces trwania jest podtrzymywany przez modlitwę i sakramenty. Trzeci etap jest wtedy, kiedy gospodarz winnicy oczyszcza i przycina wszczepione w Chrystusa latorośle, aby przynosiły owoc obfity. Przynoszenie owocu jest przejawem życia. Łaska sakramentu chrztu wiąże się z tajemnicą śmierci i ze zmartwychwstania Pana Jezusa. Tę tajemnicę wyjaśnia czwarty etap, w którym człowiek porzuca to, co jest w nim stare, by wzrastał w nim nowy człowiek, by było w nim mniej działania własnego, a więcej działania łaski Bożej. W czwartym etapie procesu właściciel winnicy zbiera owoce i wrzuca do tłoczni, by uzyskać sok, który po odpowiedniej fermentacji przemienia się w wino. Wino przechowywane w odpowiednich warunkach im jest starsze, tym lepsze. Gdyby winogrona nie były wrzucone do tłoczni uległyby zepsuciu i nie byłoby żadnego pożytku z licznego owocu. Dobre owoce muszą przejść proces zmiażdżenia i fermentacji, aby później stać się dobrym winem.

W życiu świętych pojawiały się dobre owoce ich czynów. Jednak ich wspaniałe dokonania musiały zostać poddane zmiażdżeniu w ogniu krytyki przez ludzi, czasem najbliższych, a nawet ludzi Kościoła. Wtedy Bóg mógł być uwielbiony przez życie świętego człowieka. W drodze wszczepienia w krzew winny ważne jest tak samo przynoszenie owoców, jak zmiażdżenie i fermentacja. Wtedy mamy udział w zmartwychwstaniu do życia w Chrystusie.