mozaika ZAPRASZAMY

do kościoła Świętej Rodziny Warszawa ul Rozwadowska 9/11

12 maja 2026 (wtorek)

19.00 Msza święta
20.00 konferencja

Dyżur liturgiczny pełni grupa z parafii św. Pio w Warszawie

Pozwolić Bogu, by nas obdarował. Konf. 21.10.2025

Konferencja ks. Andrzeja Mazańskiego

Zacisze, 21 października 2025

Pozwolić Bogu, by nas obdarował

Dzisiejsze pierwsze czytanie jest skierowane przez św. Pawła do Rzymian, w nim autor dzieli się swoim spostrzeżeniem. Pisze w nim: „Dlatego też, jak przez jednego człowieka grzech wszedł do świata, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli”. (Rz 5, 12) I dalej kontynuuje: „Jeśli przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich ludzi wyrok potępiający, tak czyn sprawiedliwy Jednego sprowadza na wszystkich ludzi usprawiedliwienie dające życie. Albowiem jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi”. (Rz 5, 18-19)

Św. Paweł stwierdza, że przez grzech i przestępstwo pierwszego człowieka (Adama) każdy człowiek został dotknięty skłonnością do zła i grzechu, które są konsekwencją grzechu pychy. Dalej św. Paweł kontynuuje swoje rozważanie i jednocześnie się zadziwia, jak obficie spłynęła łaska przez Jezusa Chrystusa.

O powszechności skłonności do złego jesteśmy przekonani obserwując siebie i innych. Ale Apostoł Narodów doszedł do wniosku, że łaski Chrystusa są o wiele obfitsze niż zalew zła. Ogrom łask pozostających do naszej dyspozycji napotyka tylko na jedną przeszkodę, jaką jest nasz opór, przed przyjęciem ich. Czy pozwolimy Bogu, by coś z tej obfitości łask stało się naszym udziałem? Mechanizmem uruchamiającym Boże obdarowanie jest wiara, która pozwala odkryć i zanurzyć się w Chrystusie, Źródle darów i dobra: obfite, niewyczerpane, bez ograniczeń. Ograniczenia i bariery pojawiają się tylko z naszej strony.

Niezwykłość daru łaski wyraża się w tym, że oprócz samych łask otrzymujemy również łaski przygotowujące nas do rozpoznania darów, przyjęcia ich i przekazania ich dalej. Łaskami Bożymi są również dary rozszerzające nasze dusze, oczyszczające je z przeszkód.

Przygotowanie naszej duszy, by była pojemna i oczyszczona, by dary mogły być właściwie rozpoznane, przyjmowane i przekazywane wymaga właściwej postawy z naszej strony. Do niej należy wdzięczność i oczekiwanie.

Wdzięczność przyciąga dary Boże. Im bardziej jesteśmy wdzięczni, tym obficiej jesteśmy obdarowani. Brak wdzięczności hamuje Bożą hojność. Kiedy ktoś uważa, że jest mniej obdarowany przez Boga od innych, to ta osoba powinna sobie zadać pytanie: czy jest bardziej od innych wdzięczna za otrzymane łaski.

Oczekiwanie jest pragnieniem przebywania w obecności Pana. Czy rozpoznajemy, że Pan jest blisko nas, tuż obok? Do nas należy gotowość na przyjęcie Jego obecności. Pragnienie oczekiwania jest połączone z pewnością, że Pan jest blisko i udzieli tego, czego potrzebujemy. Także jest współpracą i odpowiedzią na łaskawość Boga. Postawa gotowości to umiejętność rozpoznawania, że Pan przychodzi i kołacze. Ten, kto oczekuje jest – w oczach Pana Jezusa – człowiekiem szczęśliwym. Dla niego Jezus jest gotowy sam służyć, o czy jest mowa w dzisiejszej Ewangelii. Pokazuje to rangę postawy oczekiwania. Kiedy On kołacze do drzwi, a my otwieramy swoją duszę, Jezus składa niezwykłą obietnicę: „ Przepasze się, każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał”. (Łk 12, 37)

Nasza bezradność, by kochać miłością ofiarną o własnych siłach. Konf. 14.10.2025

Konferencja ks. Mieczysława Jerzaka

Zacisze, 14 października 2025

Nasza bezradność, by kochać miłością ofiarną o własnych siłach

To, co czynimy o własnych siłach, polegając na własnych pomysłach i możliwościach nie przynosi Bogu chwały. Jeśli podejmujemy się wykonania zadań oddając siebie i to co robimy Matce Bożej, to zawsze przyniesie chwałę Bogu, nawet gdy spotkamy się z trudnościami.

Jesteśmy bezradni, by kochać miłością ofiarną o własnych siłach. Pan Jezus po zmartwychwstaniu spotykał się z apostołami i przygotowywał ich do swojego wstąpienia do nieba. To przygotowanie w szczególny sposób dotyczyło św. Piotra, który miał zostać pierwszym papieżem. Chrystus pytał się ucznia, czy Go miłuje. Piotr już wcześniej składał podobne deklaracje, kiedy widział cudowny połów ryb, gdy rozpoznał pierwszy, że Jezus jest Mesjaszem. Także na ostatniej wieczerzy Piotr zapewniał, że nigdy nie opuści swojego Mistrza i na dowód swojej ludzkiej wierności obciął ucho słudze najwyższego kapłana. Długo Piotr nie rozpoznał prawdy o sobie samym. Stało się to już po pojmaniu Jezusa, kiedy Piotr wypierał się znajomości z Nim, a później gorzko zapłakał.

Słysząc pytanie Jezusa: czy miłujesz Mnie, Piotr miał już świadomość swojej słabości, ograniczenia swoich ludzkich sił. Odpowiedział: tak, Ty wiesz, że Cię miłuję, choć jeszcze nie wiedział, jakie będą jego przyszłe zadania, odpowiedzialność i losy. Piotr rozumiał dobrze, jak wygląda jego wierność. Wiedział, że potrafi wiele mówić i obiecywać, ale rzeczywistość jest inna niż jego deklaracje.

W języku hebrajskim istnieje gradacja słów określających słowo miłość. Agape oznacza miłość bezwarunkową, wymagającą całkowitego daru z siebie i absolutnej wierności. Miłość fileo, oznacza ludzkie uczucia miłości, sympatii i przyjaźni oraz miłość eros oznaczająca miłość w sensie pożądania. Język polski jest uboższy pod tym względem i potrzebne jest do określenie miłości.

Na pytanie pierwsze i drugie Jezusa: czy miłujesz mnie miłością agape, Piotr odpowiada: tak, miłuję Cię miłością fileo. Przy trzecim pytaniu Jezus schodzi do poziomu Piotra. Wie, że uczeń nie jest w stanie kochać miłością bezwarunkową o własnych siłach, choć widział cuda, uzdrowienia, czy Przemienienie na Górze Tabor. Piotr jest świadomy, że może kochać Chrystusa miłością opartą tylko na własnych siłach. Dlatego Jezus, znając dobrze Piotra, zniża się do jego poziomu i pyta: czy miłujesz Mnie miłością fileo? Piotr odpowiada: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię miłuję miłością fileo, miłością ludzką.

Wiele lat później w Rzymie Piotr w czasie prześladowań mając możliwość ucieczki z miasta korzysta z tej okazji. Wtedy na jego drodze staje Chrystus idący w kierunku Rzymu. Piotr pyta się Go: quo vadis Domine – dokąd idziesz Panie? Piotr uznaje prawdę o swojej duchowej nędzy i decyduje się powrócić do tych, co oddają życie dla Chrystusa.

My też możemy znaleźć się w takich okolicznościach. Możemy zobaczyć swoją zmienną i kruchą miłość do Chrystusa. Nie uciekajmy od prawdy o sobie. Ufajmy, że choć jest to niemożliwe po ludzku, to Jezus swoją łaską może dopełnić naszą wolę i obdarzy nas miłością Bożą. Prośmy Matkę Bożą o łaskę takiego życia.

Miłość agape – darem z nieba. Konf. 7.10.2025

Konferencja ks. Emila Adlera

Zacisze, 7 października 2025

Miłość agape – darem z nieba

„Bóg jest miłością” (1J 4, 4) Miłość jest pierwszym darem zawierającym wszystkie inne. Ta „miłość jest rozlana w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany”. (Rz 5,6)

Adam został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Cieszył się rajem, pięknem stworzonego świata i jego harmonią. Miał udział w stworzeniu świata, gdy nadawał nazwy stworzonym przez Boga istotom. Rozmawiał z Bogiem. Ale szybko okazało się, że Adamowi czegoś brakuje. Brakowało mu Ewy, czyli relacji z drugim człowiekiem. Gdy się obudził ze snu i zobaczył Ewę – stwierdził, że dopiero ta jest kością z jego kości i ciałem z jego ciała. Od teraz Adam i Ewa cieszyli się niebem razem. To pokazuje, że ludzie zostali stworzeni do wzajemnej relacji i miłości. Świat jest piękny, stworzony harmonijnie i jest potencjalnie dobry ale wtedy, gdy miłujemy. Zostaliśmy powołani do życia i jesteśmy podobni do Boga w miłości. Choć często okazuje się, że nie miłujemy, albo źle miłujemy.

Jezus w czasie ostatniej wieczerzy powiedział: „Za nich Ja poświęcam samego siebie” (J 17, 19). Pierwszym przykazaniem miłości jest oddawać swoje życie za swoich przyjaciół. Odkrywając pustkę samotności i samowystarczalności stwierdzamy, że lepiej jest dawać siebie niż brać od innych. Samowystarczalność i samotność nie jest miłością.

W opisie kuszenia Pana Jezusa na Pustyni Judzkiej zauważyć można, że zły duch przystąpił do kuszenia w momencie, kiedy Jezus poczuł głód. Wtedy nastąpiła propozycja, aby Pan natychmiast zaspokoił swoje potrzeby. Tylko miłość jest wypełnieniem pustki samotności. Nieposłuszeństwo jest tylko poddaniem się dyktaturze potrzeb.

Innym miejscu Jezus powiedział: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” J 15, 13 W relacji z drugim człowiekiem doznajemy zranień. Nie może być on lekarstwem na zranienia, pustkę. Gdy ta osoba nie spełni oczekiwań, nie da ulgi, nie uleczy zranień, to czujemy się źle i czujemy się  nieszczęśliwi. Miłość nie szuka wypełnienia pustki, bo nigdy się tak nie stanie. Człowiek wypełniony miłością nie pyta, co dostanie od drugiej osoby, ale co może sam od siebie dać, widząc braki i niedomagania osoby, którą kocha. Istotą relacji z drugą osobą jest wspólne szukanie Boga.

Mamy dawać, jak Jezus, swoje życie za przyjaciół swoich. Rodziny nie wybieramy, ale przyjaciół – już tak. To są nasze indywidualne decyzje i wybór. Jezus mówi, że będzie wydany w ręce grzeszników, że umrze i zmartwychwstanie. Myślimy, że tak postąpił, bo taka była wola Ojca,. Nie jest to prawda. Jezus powiedział, że nikt Mu życia nie odbiera i ma moc je oddać i ma moc je wziąć. Nie był pod przymusem. „Bóg … okazuje nam swoją miłość przez to, że Chrystus umarł za nas, kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami” (Rz 5, 8) Jezus zbawił wszystkich ludzi: wierzących i niewierzących, bo tego chciał.

Dlaczego doszło do skazania Jezusa na śmierć przez uczonych w Piśmie i faryzeuszy? Kiedy Jezus wskrzesił Łazarza, ludzie byli zdumieni. Przychodzili licznie do Jezusa i słuchali Go. To spowodowało, że został wydany wyrok nie tylko na Jezusa ale też na Łazarza. Jezus został skazany za to, że wskrzesił Łazarza. Jezus oddał życie za przyjaciela Łazarza. Kochał wolną decyzją.

Kiedy myślimy o miłości, to uważamy, że miłość jest wtedy, gdy ktoś wypełni pustkę w naszym życiu. Gdy tak się nie stanie, to zaczynamy szukać winnego, gdyż nie takie były oczekiwania. Oczekiwania te są przyczyną późniejszego poczucia nieszczęścia, rozgoryczenia, uraz, czucia się nieszczęśliwym, a nawet prowadzą do nienawiści. Szukanie winnego jest złe, ponieważ nie chodzi o to, by znaleźć winnego, ale jak wyjść z balona oczekiwań, że ktoś wypełni naszą pustkę, potrzeby i samotność.

Za czasów Jezusa ludzie szukali przyczyny nieszczęść, złego losu, chorób. Apostołowie widząc niewidomego Bartymeusza, zapytali Pana: kto zgrzeszył niewidomy czy jego rodzice, że nie widzi. Pytanie zostało źle postawione. Pan odpowiedział, że stało się tak, aby objawiła się chwała Boża. Na kryzysy, trudności, ciemności trzeba patrzeć tak jak Jezus. Kryzys, trudność to miejsca, gdzie objawia się chwała Boża.

Dawid został początkowo przyjęty do domu Saula jak syn. Ale później u króla Saula ujawniła się zazdrość i zawiść. Zaczął traktować Dawida jak nieprzyjaciela, a później chciał go zabić. Dawid musiał się ratować ucieczką z domu królewskiego. Gdy zatrzymał się na nocleg w jednej z jaskiń, do tej samej jaskini wszedł Saul ze swoimi żołnierzami i udał się na spoczynek. Dawid ukrywający się w głębi jaskini mógł łatwo zabić swojego prześladowcę, ale nie podniósł ręki na pomazańca Bożego. Dawid nie przestał być Ablem. Nie uległ nienawiści. Dawid cierpiał, ale nie pozwolił, by cierpienie nim zawładnęło.

Cierpimy, gdy ktoś nam dokucza, może zaczynamy go oskarżać, albo nawet nienawidzić. Nie musimy ulegać tej pokusie. Możemy zdecydować, aby cierpienie nie zmieniło nas na gorsze. Łatwo być dobrym dla dobrych, trudniej być dobrym dla złych. Nie oczekujmy odpłaty. Świętość nie jest atrybutem tylko Pana Boga. Słabość może być miejscem uświęcenia. Logika Boża jest inna niż ludzka. On jest dobry dla wszystkich, dla dobrych i dla złych. Możemy wzbudzić w sobie pragnienie miłowania miłością Boga, bo jesteśmy miłowani przez Boga bez żadnych warunków. Kochajmy taką miłością, jaką Bóg kocha.

Jezus zachęca nas, abyśmy nie potępiali ludzi, nie sądzili innych, abyśmy przebaczali naszym winowajcom. Możemy podjąć decyzję, aby miłować niezależnie od tego, jak inni mnie potraktują.

Agape – miłość ofiarna. Konf. 30.09.2025

Konferencja ks. Adama Kurowskiego

Zacisze, 30 września 2025

Agape – miłość ofiarna

Hymn o miłości autorstwa św. Pawła często jest czytany w czasie ceremonii ślubnych. Zaślubiny małżonków to rozpoczęcie drogi dwojga ludzi wraz z Panem Jezusem. W hymnie, zapisanym w Liście do Koryntian w rozdz. 13, miłość ma następujące przymioty: jest ona cierpliwa i łaskawa, nie jest zazdrosna, nie unosi się pychą, nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamiętanie złego, cieszy się ze wzrostu sprawiedliwości i prawdy. Miłość też wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję i wszystko przetrzyma. Czytając List św. Pawła przyznajemy, że miłość cechująca się powyższymi cechami nie jest przywilejem i zadaniem tylko tych, co zawarli małżeństwo, ale również każdego człowieka.

Wielu ludzi stwierdza, że miłość takiej miary nie jest dla nich, bo jest trudna do spełnienia. Taka miłość w pełni jest realizowana przez Boga. Dzięki temu opisowi miłości można zrozumieć, jak Pan Bóg widzi człowieka i jak działa. Boże spojrzenie jest inne od ludzkiego.

W dzisiejszej Ewangelii św. Łukasz opisał następujące wydarzenie. Oto dwóch uczniów Jan i Jakub uniosło się gniewem, gdy samarytańscy mieszkańcy nie chcieli przyjąć Jezusa z uczniami do swojego miasta. Zapytali się Jezusa, czy mogą rzucić ogień z nieba, by spalił miasto samarytańskie. Zbawiciel im tego surowo zakazał i okazał cierpliwość wobec tych, co nie chcieli Go przyjąć. Jezus nie okazywał wrogości ani wobec faryzeuszy, którzy Go pochwycić na błędzie, ani wobec arcykapłanów, którzy skazali Go na śmierć, ani wobec Rzymian, którzy brutalnie wykonywali rozkazy. Nie pamiętał zła, miał nadzieję, że oni otworzą swoje serce na dar Jego ofiary. Liczył na to, że oni w pewnym momencie odkryją Jego miłość. Teraz Jezus też liczy, że odkryjemy dar Jego miłości. Ona nie zaniknęła z upływem wieków i jest zawsze teraźniejsza.

Bóg nie pamięta złego, nie unosi się gniewem. W Księdze Rodzaju napisane jest, że krew zabitego Abla woła do Boga. Bóg nie pamięta zła, ale pamięta o ofierze Syna, którego krew woła, by Ojciec przebaczył wszystkim winowajcom, bo nie wiedzieli, co uczynili.

Nasze serca mają się też otworzyć. Jesteśmy w jakiejś mierze otwarci, choć przyjęcie prawdy o sobie nie jest pełne. Jak patrzymy na innych ludzi, co nam nie sprzyjają, co poznali nas ze złej strony i coś o nas mówią? Czy nasze serca są przeniknięte Bożym światłem? A może reagujemy jak Jakub i Jan? Nie jesteśmy cierpliwi, ani łaskawi. Unosimy się gniewem, zazdrościmy i szukamy naszych korzyści, szukamy siebie i pamiętamy zło nam uczynione.

To nie okoliczności zewnętrzne sprawiają, że cierpimy. Jeśli ktoś nam zrobi przykrość, to czy patrzymy z dystansem, a może pamiętamy każdy złe słowo i czyn? Starsza kobieta doskonale wypominała swoim bliskim, co źle zrobili i powiedzieli. Często dokuczała im. Po udarze jej pamięć została zresetowana. Nic nie pamiętała, tylko się uśmiechała. Bóg odebrał jej zawziętość. Do końca dni opiekowała się nią synowa, która wcześniej wiele wycierpiała z powodu teściowej. Ta święta kobieta nie pamiętała złego, nie patrzyła przez pryzmat urazu.

Nosimy w sobie urazy, które nie oddajemy Bogu. To powoduje cierpienie. Hodujemy urazy, a one zamiast budować i podnosić nas, to nas niszczą. Agape, miłość ofiarna jest stwórcza. Jeśli są w nas myśli czyste i nie rządzi nami pycha, łatwiej nam cierpienie ofiarować Bogu, a bliźniego traktować z cierpliwością i wyrozumiałością. Jezus zniósł z cierpliwością słowa Jakuba i Jana, a także niechęć Samarytan.

Ofiara i oprawca w oczach Boga są biednymi ludźmi. W czasie II wojny światowej trafił do Oświęcimia znany polski bokser Tadeusz Pietrzykowski (1917 - 1991). W obozie został rozpoznany przez Niemców. Organizowali oni zawody bokserskie, w których uczestniczył Teddy, taki miał pseudonim. Po pewnym czasie Tadeusz był świadkiem, jak strażnik obozowy bije więźnia. Zapytał ofiarę, czy chce, aby uderzył agresora. Więzień odmówił: Synu, nie bij go. Tadeusz dziwił się, że więzień nie skorzystał z jego pomocy. Potem okazało się, że tym więźniem był ojciec Maksymilian Kolbe. Tadeusz powstrzymał się. Bóg też powstrzymuje się w wymierzeniu kary. Jezus nas ratuje przed odwetem, które jest złem, bo nic nie zmienia i nic nie naprawia. Tylko miłość ofiarna jest stwórcza.

Jezus spotkał się z niezrozumieniem, kiedy okazał miłość agape swoim oprawcom. Ojciec Maksymilian Kolbe ratując Gajowniczka z bunkra śmierci spowodował, że wszyscy skazani w tym czasie na śmierć głodową więźniowie zostali przygotowani na spotkanie z Bogiem. A po śmierci ojca Maksymiliana Niemcy zaniechali wykonywania tej kary w obozie.

Próbujmy zwracać się do Jezusa, kiedy byśmy chcieli wymierzyć własną sprawiedliwość, jak Jakub i Jan.