LOGO

  •   Czasami przedstawiamy świętych jako wielkie postaci, zapominając, że dla nich wszystko zaczęło się, gdy jeszcze jako
      młodzi ludzie powiedzieli „tak” Bogu i oddali się Jemu bez reszty, nie zatrzymując niczego dla siebie. Św. Augustyn
      opowiada w tym kontekście, że w „zawikłanym i splątanym węźle” swojego życia głos w głębi duszy mówił mu:
      „Pragnę ciebie”. I tak Bóg nadał mu nowy kierunek, nową drogę, nową logikę ... spoglądamy dziś na św. Pier Giorgio
      Frassatiego i św. Carla Acutisa: ... obu zakochanych w Jezusie i gotowych oddać Mu wszystko.
                                                                                                                                                                                                                                                           Papież Leon XIV, 7.09.2025                                                                                                           https://www.vatican.va/content/leo-xiv/pl/homilies/2025/documents/20250907-omelia-frassati-acutis.html
  • START
  • O NAS
  • STRONA OGÓLNOPOLSKA
  • MATERIAŁY FORMACYJNE
  • KALENDARIUM
  • REKOLEKCJE
  • GALERIA
  • KONTAKT
  • LITURGIA DNIA
  • LITURGIA GODZIN
  • ROZWAŻANIE

mozaika ZAPRASZAMY

do kościoła Świętej Rodziny Warszawa ul Rozwadowska 9/11

12 maja 2026 (wtorek)

19.00 Msza święta
20.00 konferencja

Dyżur liturgiczny pełni grupa z parafii św. Pio w Warszawie

NOWE ARTYKUŁY

  • „Duchowy trąd” czynności własnej. Konf. 5 maja 2026
  • Niełatwy wysiłek ufności. Konf. 28.04.2026
  • Podobni do syna marnotrawnego. Konf. 21.04.2026
  • Ewangeliczny ptochos – szalony w swej ufności pielgrzym nadziei. Konf. 14.04.2026

Talenty z banku Miłosierdzia. Konf. 13.01.2026

Konferencja ks. Emila Adlera

Zacisze 13 stycznia 2026

Talenty z banku Miłosierdzia

„Świętość nie polega na tym, by nigdy nie popełniać błędów, lecz aby bezgranicznie ufać Bogu. On oczekuje od nas nie tego, co robimy, nie naszych sukcesów, lecz tego, abyśmy w naszej absolutnej bezradności bezgranicznie umieli uwierzyć w Jego miłość”. (Wilfrid Stinissen OCD)

Od 11 stycznia 2026), czyli od Niedzieli Chrztu Pańskiego rozpoczął się Okres Zwykły w Kościele. Okres ten jest czasem wzrostu i umocnienia w wierze. Zmieniamy swoje życie codziennie, ufnie powierzając się Bogu. Chrzest Pana Jezusa w rzece Jordan rozpoczyna publiczną działalność Pana Jezusa. „Gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie» (Mt 3, 16-17)

Pan Jezus w czasie swojej działalności dysponował niezwykłą mocą, czynił cuda, uwalniał od złych duchów, przebaczał grzechy i nauczał. Źródło tej Jego niezwykłej mocy jest opisane w słowach Boga Ojca wypowiedzianych nad rzeką Jordan: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie». Pan Jezus słyszy: jesteś Synem, jesteś Umiłowany oraz ufam Ci.

Kiedy człowiek czuje się dzieckiem Bożym, do tego ukochanymi i obdarzonym zaufaniem, to jego życie wzrasta, nabiera niezwykłego potencjału i jest gotowy do nowych zadań, które podejmuje z zapałem. Życie jego nabiera sensu i rozkwita. W czasie naszego chrztu zostaliśmy tak samo potraktowani przez Boga jak Pan Jezus. Później w wyniku różnych doświadczeń i niewłaściwego myślenia zrodziło się w nas fałszywe przekonanie, że na miłość ojcowską i zaufanie Boga musimy zasłużyć. Taki sposób myślenia rodzi się w nas, kiedy jesteśmy otoczeni egoistami, którzy obdarzają nas swoim zainteresowaniem i i miłością za coś. Tak Bóg nie myśli.

W starożytnym Izraelu ukuło się przekonanie, że Bóg przyjdzie zewnątrz i „umebluje” świat po swojemu, oczekiwali instrukcji, jak mają się zachować, by dopasować się i podobać Bogu. To tak, jakby tonącemu człowiekowi nie pospieszyć z pomocą i nie podać ręki, by wyciągnąć z niebezpieczeństwa, a zamiast tego podać instrukcję: jakie ma poruszać kończynami, jak nachylić głowę, kiedy nabierać powietrze, kiedy on w panice wykonuje ruchy nieskoordynowane. Bóg nie instruuje tonącego w grzechu człowieka, jak się ma zachować. On widząc człowieka w niebezpieczeństwie, ratuje jego życie, wchodzi do wody, podaje rękę i wyciąga na powierzchnię. Potem, kiedy niebezpieczeństwo minie, Miłosierdzie Boże proponuje człowiekowi, jak ma żyć, jak postępować, by uniknąć zagrożeń i żyć bezpiecznie. Jezus wchodzi w wodę, nie boi się zagrożeń, ani ludzkich grzechów, ani ich nędzy i dzięki temu buduje z nami intymną relację. Kiedy wydaje się, że wszystko stracone, On przychodzi, by ratować, choć wie, że na koniec zostanie powieszony na krzyżu pomiędzy skazańcami.

W II czytaniu z Niedzieli Chrztu Pańskiego przypomniana jest mowa św. Piotra wygłoszona w domu setnika Korneliusza w Cezarei: „Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie”. (Dz. Ap. 10, 34) Nie ma ludzi straconych. Jezus zbawia, a potem uczy jak żyć. Nigdy nie przestaje kochać. To jest ta moc na czas wzrastania w wierze w czasie Okresu Zwykłego w Kościele.

W tym Okresie grożą nam dwie pokusy: pokusa bycia doradcą Boga i pokusa zasługiwania.

Pokusa bycia doradcą Boga – św. Jan, kiedy Pan Jezus prosił go o udzielenie chrztu, początkowo nie chciał Mu go udzielić. Powstrzymywał Pana Jezusa, udzielał rady, że to on potrzebuje chrztu. Postawił Bogu warunki co powinien zrobić według jego przekonania. My również stawiamy Bogu warunki: komu Bóg powinien dać zdrowie, pieniądze, pomóc w problemach życiowych i w jaki sposób. On chce byśmy Go prosili, ale też chce byśmy powstrzymali się przed mówieniem, jak ma to zrobić. Nie chcemy być doradcami Pana Boga, dlatego prosimy w Modlitwie Pańskiej: „Bądź wola Twoja”.

Pokusa zasługiwania – pojawiają się w nas niejednokrotnie myśli, co mamy zrobić, by zasłużyć na Bożą przychylność. Skupiamy się na wynikach, czy rezultatach, myśląc, że Bóg nas z tego rozlicza. Pewna dziewczyna był niesłychanie uzdolniona w wielu dziedzinach: w nauce, w sporcie, w muzyce. Wszyscy od niej oczekiwali coraz lepszych rezultatów, sukcesów życiowych. Z tych wszystkich zainteresowań i zajęć najbardziej lubiła adorację Najświętszego Sakramentu. Tam nie czuła presji, by być doskonałą. Mówiła: Jeśli Bóg mnie miłuje, to nie muszę niczego udawać, nie muszę myśleć, co powinnam zrobić, jak zasłużyć na Jego miłość i zainteresowanie.

Syn marnotrawny wracając do ojca miał pewność, że jest kochany przez niego i zdał się na jego dobroć. To dawało mu siłę i moc. Bezmiar grzechów może być szczęśliwą winą, kiedy pomaga zaufać Bogu. Również Dobry Łotr umierając na krzyżu, nie tylko uznał swoją grzeszność, ale przede wszystkim zwrócił się do Chrystusa z ufnością. Nie musiał udawać, mówił jak jest, nie doradzał Panu Jezusowi. Tylko zdał się na miłość Chrystusa.

Pokusa bycia doskonałymi, by zasłużyć na miłość Boga, czy pokusa, by doradzać Bogu, co ma czynić niszczy w nas poczucie bycia dzieckiem Bożym, poczucie bycia umiłowanym i niszczy w nas postawę ufności. Pamiętajmy, że jesteśmy przede wszystkim umiłowanymi dziećmi Boga i jesteśmy obdarzeni Jego zaufaniem i z tych darów korzystajmy.

Szczęśliwa wina syna marnotrawnego. Konf.16.12.2025

Konferencja ks. Andrzeja Mazańskiego

Zacisze, 16 grudnia 2025

Szczęśliwa wina syna marnotrawnego

Marnotrawny syn z przypowieści Pana Jezusa wrócił do ojcowskiego domu bez majątku, przegrany życiowo. Jednak pod względem duchowym wrócił z z dwoma cennymi talentami: pokorą i ufnością wobec ojca.

Dlaczego pokora i ufność są najcenniejszymi talentami w naszym życiu? Dlaczego powinniśmy je przyjąć i pomnożyć? W perspektywie naszego życia od narodzin, aż do progu śmierci, ważne jest byśmy przyjęli i pomnażali te dary, aby osiągnąć życie wieczne. Próg śmierci jest granicą, gdzie jest nam ukazane wszystko, co było istotne w naszym życiu. Pokora i ufność zdecydują, szczególnie wtedy, gdy zobaczymy prawdę o naszym życiu. Będziemy pragnęli być z Bogiem, ale gdy zatrzymamy się z różnych powodów, to pokora i ufność rozstrzygną, co z nami stanie.

Bóg działa w naszym życiu przez wydarzenia, dlatego będzie tak nas prowadził, by wzmacniane w nas były: pokora i ufność. Potrzebujemy tych wydarzeń, które budują w nas te cnoty. Boże działanie dokonuje się też od wewnątrz poprzez łaski Boże pobudzające do wiary, ufności i nadziei. Nasze życie pełne jest wydarzeń, pochodzących od Boga, przez które budowana jest nasza pokora i ufność. Skoro pokora i ufność są najcenniejszymi talentami, to te wydarzenia i poruszenia powinny być przez nas rozpoznane i docenione.

Widzimy to na przykładzie syna marnotrawnego. Jego decyzja o opuszczeniu domu ojca i życiu na własny rachunek była odważna, ale i egoistyczna. Możemy zobaczyć jak przez trudne doświadczenia samodzielnego życia został skłoniony do refleksji oraz do decyzji powrotu do domu ojca. Lecz najbardziej istotne było to, że stanął przed ojcem w postawie pełnej pokory i ufności. To, co przeżył upokarzało go, a szczególnie opuszczenie przez ludzi, strata majątku, poniżające prace, głód, niemożność realizacji podstawowych potrzeb. Były to doświadczenia zewnętrzne kształtujące jego pokorę. Te okoliczności skłoniły go do docenienia życia w domu ojca, ale nie tylko, bo marnotrawny syn zdecydował się na powrót w postawie pokory i ufności. Ojciec okazał mu swoje przebaczenie, miłość i hojne obdarowanie.

Syn marnotrawny został obdarowany przez ojca w nadmiarze i do tego zostały mu przywrócone wszystkie prawa synowskie, którymi wcześniej wzgardził. Otrzymał więcej niż się spodziewał. W nas też kształtowane są, przez wydarzenia i poruszenia łaski, te cenne talenty jakimi są pokora i ufność.

Drugi syn tego ojca, gdy dowiedział się o powrocie brata do domu zareagował buntem, pretensjami i obrażeniem się. W jego postawie brakowało pokory i ufności wobec ojca. Dlatego ojciec cierpliwie tłumaczył mu swoją decyzję, by i starszy syn zajaśniał tymi cnotami. Tłumaczenie, to jedna z dróg podejmowanych przez Boga, otwierających nas na pokorę i ufność.

Pamiętajmy, że pokora i ufność są najcenniejszymi talentami. Warto rozpoznawać drogi, jakimi nas Bóg prowadzi i współpracować z poruszeniami łask od Boga, czyli z natchnieniami, które prowadzą nas do postawy pełnej pokory i ufności.

Rekolekcje adwentowe 2025

Rekolekcje adwentowe 2025

Adwent z Biblią – WSD Salwatorianów

 

Rekolekcje adwentowe 2025 wygłoszone przez ks. Macieja Piotrowskiego, moderatora RRN z Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej.

Pierwszy dzień rekolekcji adwentowych, 1 grudnia 2025

Homilia

Dzisiejsze Słowo Boże wzywa nas by wejść do świątyni Pańskiej, aby się Bogiem nacieszyć i nasycić Jego obecnością. On może odmienić nasze dotychczasowe nastawienie, uporządkować po swojemu nasze życie. Bóg nie jest jakąś wróżką, która świadczy nic nie warte, płatne usługi. Chodzi o wiarę, która wznosi się ponadto, co nam się wydaje.
A kto dziś ma wymodlić nawrócenie drugiego człowieka, jeśli nie osoby, które są blisko Boga?

Chciałem pojechać na rekolekcje w Rokitnie dla młodych. Ale ks. proboszcz nie pozwolił. I ja się z tym pogodziłem. W tamte wakacje okazało się, że jestem przeniesiony na inną parafię i nowy ks. proboszcz pozwolił na wyjazd. Nowe okoliczności, nowa łaska. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Chodzi o taką ufność, że dzieje się tylko wola Boża. Patrzę na okoliczności, na wydarzenia i wiem, że Bóg kieruje wszystkim.

Bóg, gdy ma do czynienia z wiarą setnika może zrobić wszystko. Ale jeśli stawiamy Mu granice, to jest ograniczony. Dajmy przestrzeń Bogu. Niech robi to, co chce. Nie trzymajmy się kurczowo swoich pomysłów.

Zgadzajmy się na Boże propozycje z wiarą dziecka. Niech Maryja nas poprowadzi, byśmy czas adwentu dobrze wykorzystali.

Konferencja

Temat: Maryja prowadzi nas do głębokiej relacji z Bogiem, działania Jego mocą i dzielenia się Nim.

Już tu na ziemi możemy wejść w głęboką relację z Bogiem. Wszystko w nas jest nastawione na to, by dojść do Boga. Może się to dokonać na poziomie myśli i czynów. W naszym Ruchu podkreślana jest duchowość wydarzeń. Duch wydarzeń jest precyzyjny, dlatego należy przyglądać się temu, co nas spotyka, bo jest to ważne i nie zdarzyło się bez przyczyny. Bóg ma nam wiele do przekazania właśnie przez wydarzenia. To są starannie dobrane okoliczności, by Bóg pozyskał nas dla siebie, byśmy byli przekonani, że to Jego działanie i odpowiadali Mu z miłością na Jego miłość.

W Kościele wiele jest inicjatyw oddolnych, (np.: Różaniec do granic, Polska po Krzyżem) świadczących, że wspólnoty i ruchy mające Maryję za Matkę będą się rozwijać. Ona dotyka, przemienia i oczyszcza człowieka, który się Jej oddaje. Ona chce nas przekonać, że relacja z Bogiem jest możliwa, a życie na ziemi może być udane.

Kto ma więź z Maryją, to jego problemy i trudności ustępują łatwiej, łagodniej i szybciej. Maryja wiele wie, poprawia nasze niedoskonałości i jest najlepszym narzędziem w ręku Pana Boga. Wołajmy do Niej w każdej potrzebie. Ona zawsze jest i patrzy na nas. Maryja, w czasie objawień, najczęściej nie odzywała się pierwsza, tylko patrzyła. Dopiero zapytana kim jest, dlaczego tu jest, czego pragnie, zaczynała mówić do osoby, której się objawiła.

Jeśli chcemy, by Matka Boża działała w naszym życiu, to pierwsi pytajmy, o to kim jest i czego pragnie. Maryja nie będzie się na siłę wciskać, będzie troskliwie obecna, będzie cierpliwa wobec naszego odwracania się od Niej, będzie nad nami czuwać, ochraniać.  Ale pierwsi odezwijmy się do Niej. Jej czekanie jest po to, byśmy czuli się wolni i nie przymuszani prosili o łaski.

Na tutejszej plebani widziałem ekspres do kawy znanej firmy. Podobny znalazł mój tata na śmietniku, gdy był na spacerze z babcią. Gdy go w domu rozebraliśmy na części, okazało się, że był całkowicie pozapychany kamieniem. Dużo czasu poświęciliśmy, aby go naprawić. Teraz ten ekspres jeździ na rekolekcje i animatorzy młodzieżowi mogą pić kawę do woli, tylko trzeba go od czasu do czasu wyczyścić.

Tak, dzieje się w naszych sercach, gdy czujemy się niepotrzebni, marginalizowani, niezauważeni, odrzuceni i nikt nie zwraca na nas uwagi. Modlitwa w tej sytuacji, niczego nie zmienia. Jesteśmy wtedy jak zapchany ekspres, leżący na śmietniku, choć jeszcze mógłby być użyteczny. Nie miejmy złudzeń, to dobry przykład. Im bardziej mamy wrażenie, że nasza duchowa walka jest nieważna, tym bardziej jest odwrotnie. Bóg wie, jakie ma znaczenie to, co robimy i wie jak nas naprawić.

Wiele osób uważa, że Matka Boża miała łatwe życie. Bóg Jej błogosławił. Maryja pierwsza nie powiedziała Józefowi, skąd jest to Dziecko. Czy Józef nie mógł tego od Niej usłyszeć wcześniej, zanim pojawiły się wątpliwości? Czy musiał tak cierpieć? Dopiero, gdy podjął decyzję, to Bóg wyjawił mu tajemnicę Maryi. Tak samo i my po upływie jakiegoś czasu, albo po śmierci dowiemy się, jaki sens miało to, czego nie akceptowaliśmy.

Tak, jak wspominałem w kazaniu – chciałem pojechać na rekolekcje z młodzieżą. Poprosiłem ks. proboszcza o pozwolenie, a on odmówił. Nie dyskutowałem z nim. Przyjąłem do wiadomości, wyraziłem zgodę. Po pewnym czasie mój arcybiskup wezwał mnie i przekazał wiadomość, że mam zmienić parafię. Nie bardzo mi to odpowiadało, ale powiedziałem – dobrze. Na koniec jeszcze usłyszałem: jeszcze mi ksiądz podziękuje za tą decyzję. Gdybym uparł się, by zostać, to uczestniczyłbym w zawirowaniach związanych ze zmianą na stanowisku proboszcza. Na nowym miejscu, inny ks. proboszcz nie widział przeszkód, bym wyjechał z młodzieżą.

Jeśli poddamy się Bożemu prowadzeniu, zgodzimy się z Jego wolą wyrażoną w wydarzeniach, doznamy pokoju. Nie będzie to łatwe, ale dla nas dużo lepsze. Co jeśli bym się nie zgodził, zaczął kombinować, brać sprawy w swoje ręce? Bóg stopniowo działa w nas i za nas. Jeżdżąc na rowerze elektrycznym bez ładowania bardzo się zmęczmy, bo jest cięższy niż zwykły rower, możemy nawet się uśmiechać do innych, ale bardzo się tą jazdą męczyć. Podobnie jest w życiu duchowym – bez opierania się na Jego łasce jesteśmy zdani na siebie i to nas bardzo męczy.

Bóg chce działać w nas. Mając z Nim relację, możemy poznać, że On nas prowadzi i działa w nas i za nas. Czytałem świadectwa księży wspominających ks. Andrzeja Buczela i ks. Tadeusza Dajczera. Jeden z nich wspomina, że zachęcono go, by wygłosił homilię bez przygotowania zawierzając się Maryi i pozwolił się prowadzić natchnieniu Ducha Świętego. Nie chodziło o to, by w ogóle przestać przygotowywać się do homilii, ale o zawierzenie się w tej chwili. Ksiądz był zdziwiony, jak celne myśli przychodziły mu do głowy, wiedział, że to nie od niego, ale z natchnienia Bożego. Tu sprawdziły się słowa Jezusa: „Beze Mnie nic nie możecie uczynić" (J 15,5).

Bóg się troszczy o nas. Możemy tego doświadczyć, kiedy prowadzimy samochód. On troszczy się, byśmy bezpiecznie dojechali do celu. Troszczy się także, byśmy się nie spóźnili. Bóg wie, jak nas poprowadzić. Warto się zgodzić z Jego pragnieniami. To nie wymaga większej pracy. „Czynność własna" jest bardziej wymagająca i pracochłonna. „Już nie żyję ja, żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20). On chce żyć we mnie. Zaprasza do życia ze sobą i prowadzi mnie, jak ojciec dziecko. Czasem ludzie mówią, że nie czują Boga, bo ostatni raz poczuli Jego obecność, jak byli w liceum. Ale pamięci Bóg nie odebrał. Dał znak, że jest i to powinno wystarczyć na całe życie.

W czasie modlitwy wstawienniczej czasami wypowiadane są słowa w imieniu Boga Ojca, w rodzaju: „Pragnąłem twojego życia", „jesteś przeze Mnie umiłowany", „cały czas się tobą zajmuję” itd.. Osoba, za którą się modlą doznaje pokoju i uleczenia duchowego. Jakiś psycholog mógłby powiedzieć, że to manipulacja, że tak nie wolno, ale to jest prawda o Bogu i Jego relacji do nas. Pomoc psychologa na dłuższą metę, często nie daje pokoju serca. Jeśli ktoś jest złamany na duchu i nie jest w stanie pójść dalej, to przez modlitwę można mu pomóc w sposób przynoszący ulgę i uzdrowienie.

Jakiego życia Bóg dla mnie pragnie? Jakiej relacji Bóg oczekuje ze mną? Do czego mnie prowadzi? Jeśli nie Bóg, to kto?
W Ruchu mało się wspomina o istnieniu przeciwnika życia Bożego, jakim jest diabeł i jak działa w naszym życiu. Gdy wracają stare nawyki i przyzwyczajenia warto zdawać sobie sprawę, że po drugiej stronie czai się inny duch, którego subtelnego działania bardzo często nie zauważamy. A jest ono tak zwyczajne, że wydaje się nam naturalne. On działa niepostrzeżenie i sprytnie. Nie rozróżniamy jego głosu. Myślimy, że to nasze myśli. Po pewnym czasie okazuje się, że dialogu nie prowadzimy już z Bogiem, ani ze sobą, tylko właśnie z nim, On mówi do nas w pierwszej osobie.

Ktoś w pracy ma problemy, w drodze do domu myśli, że w barku jest otwarta butelka mocnego alkoholu i nikogo nie ma. Pojawia się myśl: „napiję się, będzie mi lepiej". Ale odrzuca tę myśl – przecież to niczego nie rozwiązuje. Kolejny dzień w pracy jest trudno, nie otrzymuje wsparcia, nie ma przed kim się wypowiedzieć. Znowu ma pokusę, by się napić, ale jeszcze ją odrzuca. Kiedy stres nie mija, to po którymś razie, ulegnie, napije i poczuje ulgę. Jeśli sytuacja się powtarza i za każdym razem następuje takie rozładowanie emocji, to utrwala się mechanizm, ale już jest wzmocniony na poziomie chemii. „Problemy rozwiązuje alkohol”.
Podobny mechanizm działa, gdy się zaspokaja poczucie bezpieczeństwa jedzeniem słodyczy. Najpierw wystarczy tylko kawałek, później znika cała tabliczka czekolady. Dopamina daje wyraźną ulgę. To podprowadzenie dotyczy także rzeczy głębszych. Na przykład: ktoś przyszedł na spotkanie, a nikt nie podał mu ręki, stoi niezauważony w tłumie, czuje się nieswojo... Gdy sytuacja się powtarza wiele razy, zaczyna czuć się odrzuconym i niepotrzebnym.

Jeśli nie weryfikujemy takich sytuacji na modlitwie i ze spowiednikiem, to może dojść do absurdu. Pokus będzie więcej. Jeśli nie zaprosimy Boga do naszego wnętrza, to na końcu okazuje się, że wewnętrzny dialog nie prowadzimy z Bogiem, ale z przeciwnikiem. Dramat polega na tym, że nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy.

W głowie człowieka mogą się kłębić takie myśli, że gdyby je ludzie słyszeli, to by się zdziwili ile jest w nas zła. Cyniczne komentarze, trafne i zimne riposty – szczególnie podczas ostrych kłótni z najbliższymi. Sami z siebie takich rzeczy byśmy nie wymyślili. Raz jeszcze powtórzę: jeśli nie będziemy świadomie prowadzić wewnętrznego dialogu z Bogiem, to za jakiś czas będziemy go prowadzić z diabłem. Prośmy Maryję o pomoc.

Sami nie poradzimy sobie ze swoimi problemami. Łatwo się pogubimy. Jednego roku, gdy przyszła wiosna, przez kilka tygodni zastanawiałem się gdzie schowałem nakrętki do letnich kół. Gdy w końcu wypowiedziałem głośno swój problem, uświadomiłem sobie, że w tym aucie to są te same nakrętki co w zimowych ;)

Potrzebujemy dobrego spowiednika, który dobrze posłucha, udzieli dobrych rad, bo sami się pogubimy. Spowiedź inaczej wygląda, jeśli dobry stały spowiednik dostrzeże powtarzające się sytuacje i grzechy. Zapyta się: kiedy to się dzieje, w jakich okolicznościach i dlaczego. Może udzielić rady, pokazać, co jest naprawdę ważne. Potrzebujemy spowiednika, przez którego Bóg nam pomoże. Także potrzebujemy grup dzielenia, gdzie możemy zweryfikować swoją postawę, gdy słuchamy innych. Nie musimy się sami ze wszystkim zmagać. Bóg nam przyprowadza osoby, które nas wesprą i podniosą na duchu. Matka Boża przeprowadzi nas bez trudności, przez różne zawirowania i postawi ludzi na naszej drodze. Później będziemy mogli także innym dyskretnie towarzyszyć.

Drugi dzień rekolekcji adwentowych, 2 grudnia 2025

Homilia

W niemieckich kolejach istniała komórka, która regularnie przeprowadzała kontrole, generowała raporty i formułowała wnioski pokontrolne. Gdy przeprowadzono audyt tej firmy, okazało się, że nikt się z tymi raportami i wnioskami nie zapoznawał. Raporty leżały w archiwach i nikomu się do niczego nie przydawały. Przez wiele lat ludzie trudzili się nad analizą danych, których nikt nie czytał.

W naszym życiu może być podobnie. Robimy pewne rzeczy, ale nie rozumiemy, nie pamiętamy z jakiego powodu je podejmujemy. Ilustruje to następujący dialog. Mąż pyta się żony: „Dlaczego ucinasz końcówki szynki przed włożeniem do brytfanki?" Ona odpowiada: „Bo moja mama zawsze tak robiła". Mężczyzna zapytał się teściowej: „Dlaczego mama ucinała końcówki szynki przed włożeniem do brytfanki?" Teściowa odpowiada: „Bo moja mama tak robiła". Dalej mężczyzna pyta: „Babciu dlaczego ucinałaś końcówki szynki przed włożeniem do brytfanki? Seniorka odpowiada: „Musiałam ucinać, bo miałam małą brytfankę" [por. J. Pulikowski].

Tradycje czasem ciągną się bez uzasadnienia. Po co i dlaczego coś robimy, nie wiemy. Czasami księża sobie żartują, że jak coś się dzieje drugi raz to już jest tradycja. Jezus zaprasza nas, byśmy wszystko czynili, jak najprościej, ze świeżym podejściem.

Odwiedziłem przyjaciół z dawnych lat, mają córeczkę, która chodzi do IV klasy. W trakcie rozmowy mama przypominała jej, by za 15 minut zaczęła uczyć się. Dziewczynka odwlekała naukę, chociaż mama, co jakiś czas do niej zachęcała. Dziecko było uparte. Nie chciało robić tego, co powinno.

Ale, co się dziwić dziecku. Sami też odwlekamy na ostatnią chwilę to, co mamy zrobić. W życiu duchowym, często odkładamy to, do czego nas Bóg zaprasza. Diabeł daje nam niepozorne niteczki – tzw. „wrzutki” - niewinne sprawy, byśmy zajęli się czymkolwiek, tylko nie tym, co jest wolą Bożą. To do czego nas powołuje Bóg, powinniśmy robić od razu, bez ociągania się. Kiedy mamy się pomodlić, trzeba to zrobić od razu, bo później zmęczenie nie pozwoli się skupić. Kiedy mamy mamy myśl, aby do kogoś zadzwonić, to należy zrobić natychmiast, bo później ta osoba może nie mieć dla nas czasu. Kiedy mamy sprawę w urzędzie, i jest myśl, aby zadzwonić właśnie w tej chwili, to potem okaże się, że będziemy dwudziestym piątym oczekującym. Bóg daje dużo natchnień. Gdybyśmy byli uważni i robili to, co należy, to z suchego pnia naszego życia wyrosłaby zielona gałązka.

Bądźmy tymi, którzy wołają do Matki Bożej, by wszystko nam wypraszała. Bądźmy tymi, którzy z radością robią to, co należy. Pokusa jest subtelna i kusi, by nie robić tego, co trzeba, tylko wszystko inne.

Konferencja

Na dzisiejszej Mszy świętej zobaczyliśmy, jak bardzo potrzebni są kapłani i że są oni różni: duzi i mali, grubi i chudzi, młodsi i starsi. Pewną osobę z Ruchu poproszono, aby się zaczęła się spowiadać u księdza ze swojej parafii. Początkowo nie chciała. Ale pierwszy spowiednik powiedział, że tu bardziej chodzi o tego nowego księdza, niż o nią. Ksiądz potrzebuje usłyszeć o zmaganiach w czasie medytacji, o staraniach się o zachowanie wierności w czytaniu Pisma św. itd. Przez te spowiedzi kapłan otworzył się na duchowość naszego Ruchu i przez jakiś czas zajmował się grupą i sam korzystał z duchowości. Wy też możecie mobilizować swoich kapłanów do wzrostu i rozwoju.

Gdy przeżywamy trudności, to powinniśmy powiedzieć Bogu, co nas trapi, powiedzieć prawdę, jakie skrajne myśli nami targają, że nie potrafimy niczego zmienić w swoim życiu. Nie powinniśmy przed Bogiem udawać, że nic się nie dzieje i że się nie buntujemy – „jestem dobrym chrześcijaninem, to powinienem dać radę". Gdy będziemy szczerzy, to Bóg może te trudności zabrać, a jak nie zabierze, to Matka Boża wyprosi siłę, by trudności przyjąć, aby wyrosło większe dobro.

Może Bóg chce, byśmy zmagali się z konkretną sprawą czy z trudnym człowiekiem, byśmy cierpienie ofiarowali Bogu. Może to zmaganie jest potrzebne, bo nikt nie modli się za niego. Ludzie odwrócili się i trzymają się z daleka. Tylko my za niego będziemy się modlić. To, co jest trudem może okazać się apostolstwem. Jesteśmy dręczeni pokusami, myślami. Może Bóg chce, byśmy zmagali się z tymi przeszkodami, bo przez te zmagania możemy Bogu ofiarować to, co On chce przyjąć jako modlitwę wstawienniczą za dzieci, przyjaciół, osoby w potrzebie. Trudności zbliżają nas do Boga. Chrześcijanin z tego, co go uwiera wytwarza perły i powiększa je otulając „perłową masą swoich zmagań" – tu potrzebny jest Dar Męstwa.

Gdy widzimy osobę otyłą zajadającą się czekoladą, możemy ulec pokusie patrzenia na nią z góry, z pogardą. Myślimy: jak można być tak „spasionym", choć głośno tego nie powiemy. Myśl „ćmi" gdzieś w głowie, ale nasza „porządność” nie pozwala się nawet do tego przyznać. Ale, jeśli zdarzy się tak, że dzień wcześniej, późną porą „połkniemy" całą tabliczkę czekolady, to wtedy trochę pokorniej popatrzymy na czyjeś obżarstwo. Nasza nocna słabość do czekolady była zaproszeniem do pokuty i była po coś. Może zmaganie się ze swoim łakomstwem będzie ofiarą za otyłego człowieka, którą Bóg chce przyjąć.

W ten sposób nieustannie jesteśmy w służbie dla człowieka, który potrzebuje pomocy. Zanim odbierzemy telefon chwilę pomódlmy się za dzwoniącą osobę, prosząc, by Maryja była obecna w czasie tej rozmowy i by ją prowadziła.

Mamy też prawo nie odbierać telefonu, jeśli widzimy, że brakuje nam miłości do tej osoby i nie jesteśmy gotowi na dialog. Ale po modlitwie, gdy już nie wylejemy żółci na rozmówcę, możemy ze spokojem porozmawiać, wtedy zadzwońmy. Jest to dla nas okazja do skruchy, by z pokorą dostrzec, że brakuje nam miłości, a nie brakuje lekceważenia.

Jeden z braci ojca Maksymiliana Kolbego zapytał go, jak to jest z zawierzeniem się Matce Bożej. A on zapytał: ile razy w ciągu godziny zapraszałeś Matkę Bożą do swoich spraw? Ile razy oddawałeś Jej swoje życie? Pamiętajmy, do czego jesteśmy zaproszeni. Jesteśmy zaproszeni do tego, by z naszym doświadczeniem pozwolić Maryi zadziałać w nas i za nas.

Starsza osoba wezwała karetkę pogotowia. Na miejscu okazało się, że nic jej nie dolega. Ratownicy już mieli odjechać, ale ona nalegała: „Panowie, ja wam zapłacę, tylko zostańcie ze mną dłużej" – była samotna i potrzebowała rozmowy. Potrzeba być otwartym na drugiego człowieka, oddawać mu swoje życie. To czasami nie jest wielki wysiłek, ale wiele zmienia.
Idąc do drugiego człowieka warto prosić Maryję, by wyprosiła światło, bo idziemy adorować Chrystusa w nim. Jeśli znamy już opowiadane przez bliźniego kolejny raz historie, to z uwagą pytajmy go: dlaczego ta historia jest dla niego ważna? Słuchajmy w aktywny sposób, stawiajmy pytania, w ten sposób możemy ukierunkować tę osobę na Boga, pomóc jej w rozwoju i dać doświadczenie miłości.

Kiedyś rozmawiając z młodym, zbuntowanym człowiekiem modliłem się o światło i zadałem mu pytania: „O co ci właściwie chodzi?", „O co dokładnie masz pretensje?", „Co Ci się nie podoba?", „Co musiałby się zmienić?" 
Po pewnym czasie ta osoba zadzwoniła i powiedziała, że to były dobre pytania. Człowiek doceni poświęcony czas, spokojną rozmowę, nasze skupienie i uwagę. Nie musimy dawać wspaniałych rad, ale modlitwa sprawi, że będzie doświadczał Bożego działania i samego Boga. Nawet jeśli jesteśmy w swoim środowisku jedynymi wierzącymi osobami, to wychodzenie do drugiego człowieka ma sens. Dary i charyzmaty nie używane – obumierają, tak jak kwiaty zwiędną. Czy nie więdną ci, o których powinniśmy się troszczyć?

W 12 rozdziale Księgi Apokalipsy św. Jan przedstawia Matkę Bożą. Jest Ona brzemienna, ale brzemienna w dary Ducha Świętego. Cierpi bóle i męki rodzenia. Kiedy rodziła Jezusa nie miała problemu, by Go urodzić. Nas rodzi w bólach - dla Chrystusa, bo cały czas stawiamy czynny opór, jak ta mała dziewczynka, która nie chciała się uczyć.

Bóg daje wzrost. Jesteśmy potrzebni, by pokazać drugiemu człowiekowi, że Bogu na nim zależy. Są osoby, które usilnie modlą się o nawrócenie swoich dorosłych dzieci. Albo modlą się, aby dzieci zawarły związek małżeński. Kiedy po latach wreszcie tak się stanie, to wpadają w pułapkę pychy, przekonani, że to ich modlitwa to sprawiła. Nie dziękują Bogu za miłosierdzie. Tacy już odebrali swoją nagrodę.

Potrzebujemy Maryi. Zapraszajmy Ją do naszego życia. Apostolstwo byłoby owocniejsze, wiele spraw, szybciej by się rozwiązywało, gdybyśmy zapraszali Matkę Jezusa do siebie. Są tacy, którym wystarcza usłyszeć tylko nasze dobre słowo.
Viktor Emil Frankl (1905 - 1997) - austriacki psychiatra i psychoterapeuta pochodzenia żydowskiego, więzień obozów koncentracyjnych, m.in. Auschwitz, zauważył będąc w obozie, że większą szansę na przeżycie mieli ci, którzy zachowali nadzieję i wiarę w Boga, a mniejszą szansę na przeżycie mieli ci, którzy stracili nadzieję i wiarę. Tak utwierdził się w przekonaniu, że jego metoda psychoterapii – logoterapia – może okazać się bardzo skuteczna szczególnie dla ludzi wierzących. Zdarzają się takie osoby, które pomimo ugruntowanej wiary potrzebują skorzystać z pomocy terapii. Tu trzeba być niezwykle ostrożnym i korzystać z pomocy sprawdzonych osób, które nie zasugerują, aby na czas terapii nie korzystać z pomocy spowiednika.

Szukając woli Bożej możemy zauważyć, że ktoś potrzebuje wsparcia, albo pomocy sakramentalnej, wtedy ułatwmy mu ją. Lekarstwem jest Eucharystia, spowiedź, a także - czasami - pomoc psychologiczna. Co możemy więcej zrobić?

Medytacja Słowa Bożego jest staraniem o nasz wewnętrzny rozwój. Ks. S. Jóźwiak zalecał, by prowadzić medytację w następujący sposób:
znak krzyża,
stanięcie przed Panem, aby powstała dyspozycja serca,
wezwanie Ducha Świętego, by pomógł,
rozważenie Słowa Bożego,
próba uchwycenia, co jest najważniejsze,
podziękowanie,
przeproszenie za rozproszenia.
To może trwać nawet kilka minut. Ostatecznie, nawet przy wykonywaniu codziennych, rutynowych czynności, nawet przy goleniu ;). Czy można czytać Pismo święte i karmić malutkie dziecko? Kiedyś widziałem jak siostry od Jezusa Miłosiernego modliły się na głos, na różańcu w czasie obierania ziemniaków. Nasza codzienność ma być była pełna Boga. Nie dzielmy czasu na ten przeznaczony na modlitwę i czas na inne działania.

Jesteśmy dziećmi Boga, całkowicie zależnymi od Niego. Przebywając w Jego obecności wyrabiamy w sobie inną wrażliwość. Uczestniczyłem w rekolekcjach ignacjańskich. Zasadą było całkowite milczenie, nawet w czasie posiłków, bez uprzejmości. Ostatniego dnia siedziałem przy stole ze starszą od siebie osobą. Ona przygotowując sobie kanapkę na koniec zamknęła pokrywkę pojemnika z masłem. Jak nie dać jej do zrozumienia, że popełniła błąd, by nie zakłócić jej spokoju? Te kilka dni milczenia sprawiło, że byłem wrażliwy na takie sprawy – na co dzień takich rzeczy nie zauważam ;). Relacja z Bogiem sprawia, że bardziej zwracamy uwagę na to, co czuje drugi człowiek. Potrzebujemy wszyscy takich chwil wyłączenia, oderwania od codzienności, przebywania w bliskości z Bogiem.

Siostry Karmelitanki nie słuchają radia, ani nie oglądają telewizji. Kiedyś poprosiłem je o modlitwę na pewną osobę, a one po pół roku zapytały się, jak potoczyły się sprawy, za którą się modliły. Ja już dawno o tym zapomniałem, a one, nie rozproszone informacjami, którymi żyjemy na co dzień – pamiętały. Nie dajmy się wciągnąć w wir tego świata. Miejmy serca wrażliwe na potrzeby drugiego człowieka.

Trudno jest przeczytać całe Pismo święte. Ja sam zaczynałem kilka razy i nie udało się mi skończyć. Jest pewna sprytna metoda czytania Pisma świętego. Najpierw czyta się wybrane fragmenty, by mieć obraz całości tzw. „nić przewodnią”. Potem poszerza się zakres czytając dłuższe historie, dzięki temu mamy szersze spojrzenie na całość – tzw. „kręgosłup”. Dopiero potem czyta się całość, wg podanego schematu, rozpoczynając do Ewangelii św. Łukasza a potem Dziejów Apostolskich, które są ciągiem dalszym tej Ewangelii. Taka umiejętność jest ważna, by lepiej zrozumieć Pismo święte. Pamiętajmy, że nieznajomość Pisma świętego jest nieznajomością Chrystusa (św. Hieronim).

https://funawi.pl/produkt/jak-czytac-i-rozumiec-pismo-swiete/

 

Relacja z Adwentowego Dnia Skupienia, Jasna Góra 2025

Adwentowy Dzień Skupienia
Jasna Góra, 29 listopada 2025

 

 

 

W przeddzień Adwentu w sobotę 29 listopada 2025 na Jasną Górę przybyli licznie animatorzy i członkowie RRN z całej Polski. Hasło Adwentowego Dnia Skupienia brzmiało: Wdzięczni za dar ojcostwa duchowego. W tym roku obchodzimy 40 rocznicę powstania Ruchu Rodzin Nazaretańskich i w szczególny sposób dziękowaliśmy za dar duchowego ojcostwa naszych Założycieli ks. Tadeusza Dajczera i ks. Andrzeja Buczela oraz wszystkich kapłanów RRN. Za wstawiennictwem Matki Bożej prosiliśmy o odnowienie i pogłębienie tego daru dziś – zarówno w sercach kapłanów, jak i penitentów.

.

 

Z naszej diecezji warszawsko-praskiej przybyło autokarami i samochodami ok. 130 osób. Byli z nami ks. Kazimierz Sztajerwald i dk. Marek Chaciński. W czasie przejazdu autokarami korzystaliśmy z programu duchowego, w którym przybliżony był nam charyzmat naszego Ruchu jakim jest kierownictwo duchowe. Poniżej znajduje się tekst rozważań różańcowych, który był odczytany w czasie podróży autokarem.

W bazylice jasnogórskiej zgromadzonych powitał ks. Stefan Czermiński. Słowo skierował również jeden z ojców paulińskich w imieniu przeora Zakonu Paulinów. Przypomniał on, że po wniebowstąpieniu Pana Jezusa Jego uczniowie wraz z Maryją jednomyślnie trwali na modlitwie „w sali na górze”. Życzył nam, byśmy jednomyślnie wraz z Matką Jezusa na modlitwie i aby ta pielgrzymka przyniosła dobre owoce naszym rodzinom i wspólnotom.

Eucharystia

Eucharystię sprawowało ponad 20 kapłanów pod przewodnictwem ks. bp Andrzeja Siemieniewskiego, który wygłosił homilię. Powiedział między innymi: Tej Mszy świętej towarzyszą dwie emocje, jakimi są dziękczynienie za 40 lat istnienia RRN oraz prośba o wzmocnienie błogosławieństwa Bożego przez odnowienie charyzmatu Ruchu. Dlatego gromadzimy się w Domu Matki i prosimy o odnowienie charyzmatu, jakim jet kierownictwo duchowe. Kościół, to nie wojsko, ale rodzina, w którym jest miejsce dla ojca, matki i dzieci. Towarzyszą nam dwie ważne myśli.

Pierwsza myśl to, przygoda życia. Jeśli chcemy czytać pasjonującą książkę, to nie może być ona nudna. Książki ciekawe muszą przedstawiać wielkie plany, trudności, kryzysy, zaskakujące rozwiązania. Także nasze życie jest pełne różnorodnych zwrotów akcji. Wiemy skąd wyruszyliśmy, jak idziemy i dokąd zmierzamy. Historia RRN jest piękna, obfituje w piękne wydarzenia, czasem trzeba było iść pod górę, czasem droga była szeroka, czasem wąska i niebezpieczna. Zostaliśmy zaproszeni do tego Ruchu i przyłożyliśmy rękę do pługa. W Bóg sprawił, że nasza historia, nasza opowieść życia była ciekawa i trzymająca w napięciu.

Druga myśl nawiązuje do słów ks. Stefana: „Inni się starzeją, ale my młodniejemy”. Człowiek wewnętrzny odmładza się każdego dnia przez rozważanie Słowa Bożego, uczestniczenie w Mszy świętej, przeżywanie obecności Matki Bożej, życie we wspólnocie.

Papież Leon XIV przebywa teraz w Turcji, aby świętować 1700 rocznicę Soboru Nicejskiego. Modlił się w Izniku, gdzie po Soborze został zbudowany kościół. Po trzystu latach na tych terenach było trzęsienie ziemi i kościół uległ zatopieniu, a ta tym terenie powstało jezioro. W ostatnich latach woda zaczęła opadać odkrywając zatopioną świątynię. Teraz można zobaczyć jej ruiny, a jezioro zanika.

Ta historia obrazuje historię chrześcijaństwa. Jest czas chwalebny, kiedy rosły mury kościoła ku chwale Boga i czas, kiedy chrześcijaństwo zostaje przykryte przez inną kulturę niechrześcijańską. Papież mówił o arianizmie, która była schizmą w czasach soboru nicejskiego. Arianie uznawali Jezusa tylko za człowieka, ale nie za Boga.

Na Jasnej Górze widzimy obraz Pankreatora, Chrystusa zwycięskiego siedzącego na tronie, któremu aniołowie przynoszą krzyż. Prośmy, aby Bóg pozwolił nam zobaczyć cały plan zbawienia, gdzie króluje Jezus. Wielka była ufność Maryi. Ona wiedziała, że Jej Dziecko jest Synem Boga Najwyższego. Stąd pochodzi nazwa tego miejsca, Jasna Góra, bo jest ona górą zwycięstwa Jezusa. Tutaj przypominany jest plan zwycięstwa Jezusa i tutaj wraz z Maryją możemy cieszyć się obietnicą, że nasze miejsce jest w niebie. Każdy etap naszego życia jest przygodą, sprawiającą, że duchowo młodniejemy.

Jubileusz Roku Świętego powoli dobiega końca. Pielgrzymka jubileuszowa RRN przypomina, że Ruch ma udział w wielkiej pielgrzymce nadziei wraz z całym Kościołem – zakończył ks. bp Andrzej Siemieniewski. Później przedstawiciele Ruchu złożyli życzenia imieninowe ks. bp Andrzejowi, życząc mu, zrealizował swoje powołanie z Maryją i przybliżał wiernych do Serca Jezusa – gorejącego ogniska miłości.

Bezpośrednio po zakończonej Liturgii przeszliśmy do Kaplicy Cudownego Obrazu, gdzie złożyliśmy w obecności ks. bp Andrzeja Siemieniewskiego Akt oddania się Maryi na wyłączną służbę Kościołowi

Konferencja

Po przerwie ponownie spotkaliśmy się tym razem w sali ojca Kordeckiego, aby wysłuchać konferencji i świadectwa. Ks. Dariusz Kowalczyk, moderator RRN na początku swojej wypowiedzi przypomniał wizję św. Jana Bosko. Widział on wzburzone morze, a na nim statek symbolizujący Kościół. Statek z trudem utrzymywał się na powierzchni nieustannie zalewany potężnymi falami. Kiedy wydawało się, że już zatonie, znalazł się obok dwóch kolumn, które były ratunkiem dla Łodzi Piotrowej. Te dwie kolumny, to Eucharystia i Maryja, Matka Boża. Duchowość RRN opiera się również na tych dwóch filarach. Ważna jest dla nas relacja z Maryją, miłość do Matki Bożej oraz Eucharystia stanowiąca podstawę naszej duchowości połączona z sakramentem spowiedzi i kierownictwem duchowym.

Papież Benedykt XVI w dokumentach wskazywał, że kapłan jest szafarzem Bożego Miłosierdzia, a wierni spotykają żywego Jezusa w Eucharystii i w konfesjonale, bo tu działa Bóg Miłosierny przez posługę kapłana. RRN powstał wokół konfesjonału. Statut naszego Ruchu zachęca członków do stałego spowiednictwa lub do kierownictwa duchowego. Jubileusz RRN, to nie tylko historia, ale też oczekiwanie, że Bóg odnowi swoje charyzmaty, z nową mocą. Ks. Tadeusz Dajczer mawiał, że wielu jest kapłanów, ale mało pasterzy. Trzeba modlić się o oddanych pasterzy, którzy pociągną do Jezusa ludzi. Akt oddania się Maryi na wyłączną służbę Kościołowi ma swoją wymowę. Wielu kapłanów poszło z wielką ofiarnością za wezwaniem Pójdź za Mną.

Korzystając z posługi kapłańskiej przez spowiedź oczyszczamy się z grzechów i uzyskujemy pojednanie z Bogiem. W sakramencie spowiedzi kapłan reprezentuje Chrystusa.

Zazwyczaj ludzie spowiadają się za każdym razem u innego kapłana, lecz jest to kontakt jednorazowy. Ksiądz nie zna spowiadającego się człowieka i najczęściej spowiadający nie zna księdza.

Stałe spowiednictwo u tego samego kapłana wymaga kontynuacji tego, co było wcześniej. Kapłan już zna spowiadającą się osobę. Spowiadający się musi przezwyciężyć wstyd, strach przed osądzeniem, że skrywana prawda wyjdzie na jaw. Wybierając stałego spowiednika zgadzamy się, by kapłan zapamiętał nas i to, co było mówione wcześniej. Taka zgoda nie musi być wypowiedziana, jest domyślna. Musimy odsłonić swoją duszę, aby ksiądz mógł nas poznać. Stały spowiednik może sięgnąć głębiej do prawdziwych powodów naszych wad i grzechów. Wtedy spowiedź będzie sakramentem nawrócenia i dokona w nas przemianę. Ujawnienie nawet pozornie błahych grzechów zaniedbania, pozwoli sięgnąć do źródła złą, jakim jest zbyt nikłe obcowanie z Jezusem i nie oddawanie się Maryi. Szukamy światła Bożego szczególnie w chwilach ważnych, jak wybór drogi życia i w zwykłych sprawach rodzinnych. Rada duchowa nie jest pomocą psychologiczną. Udziela ją ksiądz obdarzony duchem rady. Często jest tak, że nasze problemy są nieszczęściem, ale trampoliną do uświęcenia. Dla młodego Karola Wojtyły mistrzem duchowym był Jan Tyranowski, który uczył modlitwy, pomagał wytrwać. Dla nas szkołą duchową może być udział we wspólnocie.

Kierownictwo duchowe nie jest sakramentem, ale tu też działa Chrystus. Człowiek proszący o kierownictwo powinien to czynić z myślą by stać się świętym i dać się prowadzić Duchowi Świętemu, by przeżyć swoją największą przygodę życia. Każdy człowiek powołany jest do świętości. Kierownictwo duchowe jest na całe życie. Na początku jest to własna inicjatywa, później Ducha Świętego, który wkracza z mocą, by oczyścić z tego, co cielesne, wyprowadzić na pustynię, by nauczyć żyć życiem duchowym. Człowiek sam może się łatwo zniechęcić, zawrócić na drodze duchowej, dlatego konieczny jest ktoś, który pomoże i poprowadzi. Kierownik duchowy nie jest wyrocznią, lecz jego wiedza nie jest tylko czysto ludzka. Jeśli dał nam go Bóg, to wymaga, abyśmy byli wobec niego szczerzy i posłuszni. Jeśli usłyszymy jakąś radę lub wskazówkę – możemy odmówić, nie będziemy potępieni. Bóg z każdej sytuacji potrafi wyprowadzić coś wspaniałego. Każda wina może być winą szczęśliwą. Nawet jeśli kierownik się myli, to Bóg posługuje się ludzkimi błędami. Każdy kapłan na mocy święceń kapłańskich może być kierownikiem duchowym. Kierownictwo duchowe łączy się ze spowiedzią.

Jak rozpoznać, że potrzebujemy kierownika duchowego? Kiedy w naszym sercu wzbudzone jest pragnienie świętości, podążania za wolą Bożą. To jest dar Boży.

Jak mamy szukać kierownika duchowego? Na początku istnienia RRN było wielu kapłanów podejmujących posługę kierownictwa duchowego. Warto szukać długo i wytrwale. Należy uważać w czyje ręce się oddajemy. Znakiem rozpoznawczym są trafne rady. Jeśli znaleźliśmy kierownika duchowego należy wystrzegać się postawy pychy, że jesteśmy wybrani do elitarnej grupy.

Co, jeśli nie znajdziemy kierownika duchowego? Pamiętajmy, że jest to niezasłużona łaska, ale postarajmy się korzystać ze stałego spowiednictwa. Nie zawsze księża chcą być kierownikami duchowymi, czy stałymi spowiednikami. O tę łaskę należy się modlić. To, co mało kosztuje jest bezwartościową tandetą. To, co wartościowe wymaga wysiłku. Świętość buduje świat.

Później wysłuchaliśmy świadectwa Hanny i Piotra Derbisów o ich doświadczeniu kierownictwa duchowego u ks. Tadeusza Dajczera.

Adoracja przed Najświętszym Sakramentem i Koronka do Miłosierdzia Bożego była końcowym punktem naszego pobytu na Jasnej Górze. Relację z Pielgrzymki na Jasną Górę przygotowano na podstawie notatek osobistych. Zapisana homilia i konferencja nie stanowi całości wypowiedzi. Kto chciałby zapoznać z pełnym zapisem może sięgnąć do strony Ruchu www.rrn.info.pl

.

Rozważania różańcowe przygotowane przez dk. Marka Chacińskiego na podstawie materiałów (tekst wytłuszczony) podanych przez Koordynację Krajową RRN.

Tajemnice radosne różańca świętego.

Temat: Przewodnictwo Duchowe

 Zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie

W chwili Zwiastowania Maryja spotyka Bożego Posłańca, anioła, który przychodzi z światłem, pokojem i słowem prowadzącym. Bóg nie zostawia Jej samej wobec wielkiej tajemnicy, ale posyła przewodnika, który pomaga rozeznać, zrozumieć, przyjąć wolę Najwyższego.

Maryja uczy nas, że na drodze wiary nikt nie idzie sam. Nawet Ona, Niepokalana otrzymuje pomoc, światło, wskazanie. I choć anioł nie tłumaczy wszystkiego do końca, towarzyszy jej aż do momentu, w którym może powiedzieć swoje „fiat”.

Tak samo i my. Wiara nie jest samotną wspinaczką, ale drogą, na której Bóg posyła ludzi, aby pomagali nam rozumieć Jego głos.

„Doskonałość jest to długie i uciążliwe wspinanie się do góry stromą ścieżką, po bokach której znajdują się przepaście. Zapuszczać się w tę drogę bez doświadczonego przewodnika byłoby wielką nieroztropnością, gdyż bardzo łatwo można ulec złudzeniu w sprawie stanu własnej duszy. Potrzebny jest zatem lekarz duchowy, który by postawił diagnozę o stanie naszej duszy i przepisał lekarstwa najbardziej skuteczne.”

Maryja miała swojego „przewodnika” – anioła, my również potrzebujemy ludzi, którzy pomogą nam rozpoznać to, czego sami często nie widzimy. W świecie pełnym hałasu, pośpiechu i wielu sprzecznych głosów kierownictwo duchowe staje się czymś więcej niż tylko radą. Jest jak latarnia wśród mgły, jak ręka, która ratuje przed zejściem ze ścieżki.

Kiedy Szaweł się nawracał, Jezus nie objawił mu całej drogi. „Odesłał go do Ananiasza, aby z ust jego usłyszał, co ma czynić.”

Bóg działa przez ludzi. Przez spowiedników, przez duszpasterzy, przez doświadczonych przewodników sumienia.

W świecie, gdzie tak wiele mówi się o samowystarczalności, Maryja przypomina nam, że prawdziwa wolność to nie samotność, ale zaufanie — także człowiekowi, którego Bóg stawia na naszej drodze.

„Spowiedź ogranicza się do wyznania win. Kierownictwo sięga znacznie dalej. Cofa się ono do przyczyn grzechu, do głęboko zakorzenionych skłonności, do temperamentu, charakteru, do nabytych przyzwyczajeń, do pokus, do nieostrożności – a wszystko to w tym celu, by móc wynaleźć prawdziwe lekarstwo, które by tępiło chorobę w samym jej korzeniu.”

Maryja w Zwiastowaniu daje nam wzór postawy wobec takiego prowadzenia: pokorę, otwartość, gotowość do słuchania.

Nie wszystkie głosy, które do nas docierają, są głosem Boga. Ale Bóg naprawdę przemawia – często przez tych, którzy zostali nam dani jako opiekunowie, spowiednicy, kierownicy duchowi.

Prośmy dziś o serce zdolne przyjmować duchowe przewodnictwo, o odwagę, by zaufać mądrości Kościoła, a przede wszystkim o gotowość, by – jak Maryja – powiedzieć Bogu: Fiat.

Nawiedzenie św. Elżbiety

Maryja po usłyszeniu słów anioła nie zamyka się w sobie; idzie w góry do Elżbiety. To piękne, że Boże działanie od początku prowadzi Ją ku drugiemu człowiekowi. Tam, w domu Zachariasza, doświadczy nie tylko radości spotkania, ale także duchowego umocnienia: Elżbieta, napełniona Duchem Świętym, potwierdzi Jej wiarę i rozpozna działanie Boga.

To spotkanie przypomina nam, że na drodze wiary Bóg najczęściej prowadzi nas przez ludzi. Nikt nie dojrzewa duchowo w samotności.

„Początkującym potrzebny jest kierownik, by podtrzymywał praktykę pokuty i łagodził niewczesną gorliwość… W czasie pociech – uprzedzał, że nie zawsze trwać będą, a podczas oschłości – pocieszał i wzmacniał.”

Maryja przynosi Elżbiecie Boga, ale i sama zostaje umocniona. Tak działa prawdziwe towarzyszenie duchowe: jedni drugim pomagamy trwać przy Bogu, zwłaszcza wtedy, gdy emocje gasną, a droga staje się wymagająca.

„Jeszcze bardziej potrzebny jest kierownik na drodze oświecającej… by odgadnąć przeszkodę, uprzedzić zniechęcenie, pobudzić do wysiłku.”

Trzy miesiące, które Maryja spędza u Elżbiety, to czas wzajemnego światła i wsparcia. Tak samo i my potrzebujemy kogoś, kto z boku zobaczy więcej niż my sami.

I wreszcie:

„Na drodze jednoczącej przewodnik staje się konieczny… trzeba odróżnić natchnienia łaski od podszeptów szatana… Kto nie uznaje kierownictwa, rezygnuje z postępu duchowego.”

Nawiedzenie Elżbiety uczy nas, że Bóg naprawdę działa przez drugiego człowieka. Maryja idzie, słucha, przyjmuje. My również jesteśmy zaproszeni, aby otworzyć się na tych, których Pan stawia na naszej drodze: spowiedników, duszpasterzy, ludzi mądrych i doświadczonych.

Prośmy w tej tajemnicy o łaskę pokornej otwartości, abyśmy umieli nieść Boga innym, ale także pozwolili, by inni prowadzili nas do Niego.

Narodzenie Pana Jezusa

W Betlejem rodzi się Jezus – Światłość, która ma prowadzić każdego człowieka do Ojca. W ciemności nocy Bóg przychodzi jako Dziecko, bezbronne, pokorne, zależne od opieki Maryi i Józefa. Już samo to mówi nam wiele o Bożym sposobie prowadzenia: Bóg nie objawia się krzykliwie, ale cicho; nie zmusza, lecz zaprasza; nie prowadzi przemocą, lecz przez bliskość i zaufanie.

Tak samo działa w przewodnictwie duchowym — przez ludzi, którzy mają prowadzić innych z delikatnością, pokorą i roztropnością.

„Żeby dobrze prowadzić duszę, kierownik powinien znać główne momenty jej życia, powtarzające się grzechy, wysiłki i osiągnięte wyniki Ma poznać usposobienie, skłonności, pokusy i cnoty potrzebne do zdobycia.”

Betlejem uczy nas, że Bóg zna nas całkowicie – rodzi się nie w pałacu, ale w konkretnych realiach ludzkiej biedy i prostoty. I kierownik duchowy, aby naprawdę pomagać, musi wejść w prawdziwe życie powierzonych mu osób: nie powierzchownie, nie schematycznie, ale z empatią i wrażliwością.

„Nie można prowadzić wszystkich dusz na jeden sposób. Jedne są gorętsze, inne spokojniejsze; nie wszystkie powołane są do jednakowego stopnia doskonałości.”

W Betlejem do Jezusa przychodzą pasterze i królowie, prości i możni, każdy inaczej, każdy swoją drogą. Dzieciątko przyjmuje wszystkich i nikogo nie prowadzi identycznie. Tak samo powinien czynić kierownik duchowy: nie narzucać jednego wzorca, ale pomagać każdemu spotkać Chrystusa w sposób, do którego został powołany.

„W kierowniku trzeba widzieć samego Chrystusa Władza, którą kapłan sprawuje nad sumieniami, jest władzą Bożą dlatego trzeba mu ufać, szanować go i słuchać.”

Gdy patrzymy na Maryję i Józefa pochylonych nad Żłóbkiem, widzimy ludzi, którym Bóg powierzył największy skarb – swoje własne Dziecko. Służą Mu z miłością, pokorą i odpowiedzialnością.
Tak samo Kościół powierza kapłanom i kierownikom duchowym troskę o dusze. Mimo ich ludzkich ograniczeń, przez ich posługę działa sam Chrystus.

To wymaga od osoby kierowanej jednocześnie pokory i zaufania: umiejętności słuchania, unikania krytyki, odnajdywania w kierowniku nie człowieka idealnego, lecz „ambasadora Chrystusa”.

W tej tajemnicy prośmy, aby narodzony Jezus uczył nas postawy serca, która pozwala prowadzić i pozwala dać się prowadzić — z pokorą Maryi, z mądrością Józefa i z łagodnością samego Boga, który przyszedł na świat jako Dziecko.

Ofiarowanie w świątyni

Maryja i Józef wnoszą Jezusa do świątyni. Niosą w ramionach Tego, który jest Panem świątyni. A jednak poddają się Prawu, słuchają, pełnią to, co nakazane. Postawa ofiarowania to postawa pokory, zaufania i posłuszeństwa.

Pojawiają się także Symeon i Anna, dusze prowadzone przez Ducha Świętego, które rozpoznają w Dzieciątku Zbawiciela. To piękny obraz przewodnictwa duchowego: jedni słuchają Prawa, inni słuchają natchnień, wszyscy poddani są Bożemu prowadzeniu.

„Z szacunkiem winna się łączyć synowska ufność i wielka otwartość serca… wyjawiająca dobre i złe strony, pokusy i słabości, pragnienia i postanowienia Im lepiej nas pozna, tym łatwiej mu udzielić mądrych wskazówek.”

Maryja, przynosząc Jezusa do świątyni, ukazuje postawę pełnej przejrzystości przed Bogiem: nic nie zatrzymuje dla siebie, wszystko oddaje. Tak samo w relacji z kierownikiem duchowym potrzebna jest szczerość, prosta prawda o sobie, bez ukrywania i bez mnożenia słów. To nie „pobożna rozmowa” ma uzdrawiać, lecz Jezus, który udziela się z prawdy wypowiedzianej pokornie i ufnie.

„Posłuszeństwo kierownikowi jest trzecim obowiązkiem duszy Nic bardziej szkodliwego niż narzucać mu swoje poglądy Jedynym pragnieniem ma być poznanie woli Bożej przez jego pośrednictwo.”

Symeon przychodzi do świątyni „natchniony Duchem”. Nie po to, by Bogu coś narzucić, ale by przyjąć to, co Bóg ma mu objawić. Maryja i Józef również nie dyskutują, nie wymuszają na Bogu innego planu — w pokornej wierności wykonują to, do czego zostali wezwani.

Tak wygląda prawdziwe przewodnictwo duchowe: człowiek szuka nie potwierdzenia własnych pomysłów, lecz woli Boga. A jeśli wskazanie kierownika wydaje się trudne?

„Jeżeli widzimy trudności, mamy wyjawić to z prostotą; lecz skoro już to uczyniliśmy, pozostaje nam słuchać. Kierownik może się mylić, lecz my nie mylimy się, gdy jesteśmy mu posłuszni — chyba że radzi coś przeciw wierze.”

Ofiarowanie uczy nas właśnie takiej postawy: oddać Bogu siebie i pozwolić się prowadzić. Maryja ofiaruje Jezusa Ojcu; my ofiarujemy Bogu swoje plany, lęki, pomysły i przywiązania, aby Jego wola mogła się w nas wypełnić.

Prośmy w tej tajemnicy, byśmy potrafili nie tylko szanować i słuchać naszych przewodników duchowych, ale przede wszystkim byśmy przez ich słowo odkrywali wolę Boga. Tak pewnie, jak Symeon i Anna, gdy rozpoznali Mesjasza w Dzieciątku.

Odnalezienie Pana Jezusa w świątyni

Dwunastoletni Jezus zostaje odnaleziony w świątyni. W miejscu, gdzie naucza, słucha i rozmawia. Maryja i Józef szukają Go trzy dni, pełni bólu, troski i niepewności, a odnajdują Go tam, gdzie objawia się Jego mądrość.

Ta tajemnica uczy nas, że spotkanie z Bogiem często dokonuje się na drogach, które prowadzą głębiej niż nasze pierwsze oczekiwania. To również piękny obraz przewodnictwa duchowego: człowiek czasem szuka sensu, odpowiedzi, kierunku, a Bóg daje mu światło przez ludzi obdarzonych mądrością, rozeznaniem i roztropnością.

„Kierowników ma cechować dobroć, odpowiednia wiedza, a przede wszystkim roztropność — roztropność nadprzyrodzona, wzmocniona darem rady Ducha Świętego Św. Teresa woli raczej kierownika roztropnego i uczonego, nawet jeśli mniej świątobliwego.”

Jezus w świątyni zadziwia uczonych swoją mądrością. Nie samą pobożnością, ale roztropnym, przenikliwym spojrzeniem. W życiu duchowym również potrzebujemy kierowników, którzy nie tylko modlą się, ale także rozumieją drogę duszy, posiadają doświadczenie, wiedzę i dar rozeznania.

„Zmieniać kierownika można tylko dla ważnej przyczyny… Niektóre dusze pragną zmiany przez ciekawość, pychę, niestałość, przez chęć ukrycia pewnych słabości. Są to pobudki niewystarczające.”

Maryja i Józef szukają Jezusa wytrwale, nie zbaczają z drogi, nie zmieniają kierunku pod wpływem emocji. Tak samo w życiu duchowym potrzebna jest wierność: trwanie przy wybranym przewodniku, choćby czasem rada była wymagająca, a droga trudna. Częste zmiany nie przynoszą wzrostu — wprowadzają zamęt.

„Jeśli nie możemy zdobyć się na szacunek, otwartość i zaufanie; jeśli kierownik odwraca nas od doskonałości, albo jeśli brak mu niezbędnej wiedzy czy roztropności — istnieją słuszne powody zmiany.”

Odnalezienie Jezusa w świątyni pokazuje, że czasem trzeba szukać dalej, głębiej — by znaleźć właściwe światło. Nie z kaprysu, ale z troski o dobro własnej duszy. Ważne, aby szukać miejsca, ludzi i przewodników, którzy naprawdę prowadzą do Boga.

„By Chrystus królował w duszach przez swoich kierowników i zsyłał na nie obfite błogosławieństwa.”

Gdy Maryja i Józef odnajdują Jezusa, On wraca z nimi do Nazaretu i „był im poddany”. To niezwykły obraz posłuszeństwa. Sam Syn Boży poddaje się ludzkiej opiece i prowadzeniu.

W tej tajemnicy prośmy, byśmy jak Maryja wytrwale szukali Jezusa, jak Józef z pokorą pełnili swoje obowiązki, a dzięki dobrym kierownikom duchowym pozwalali Chrystusowi naprawdę królować w naszych sercach.

Więcej artykułów…

  • Felix culpa – szczęśliwa wina. Konf. 25 listopada 2025
  • Jak zdobyć skarb nieczego nie mając. Konf. 18.11.2025
  • Podjąć ryzyko ufności. Konf. 3.11.2025
  • Bóg pragnie od nas jedynie miłości. Konf. 28.10.2025
start«144145146147148149150151152153»koniec
  • KONFERENCJE
  • ADORACJE
  • ŚWIĘCI
  • ŚWIADECTWA
  • KRONIKA
  • MŁODZIEŻ
  • RODZINY
  • MEDYCY
  • NAUCZYCIELE
  • BIBLIA
  • KATECHIZM
  • RRN W DIECEZJACH
    • Archidiecezja białostocka
    • Archidiecezja gdańska
    • Archidiecezja poznańska
    • Archidiecezja szczecińsko-kamieńska
    • Archidiecezja warszawska
    • Archidiecezja wrocławska
    • Diecezja ełcka
    • Diecezja łomżyńska
    • Diecezja płocka
  • RRN W ŚWIECIE
    • USA
    • Wenezuela
    • Ukraina
  • PARAFIA ZACISZE
  • DIECEZJA W-P
  • ARCHIWUM

Lokalizacja

 

Zapraszamy

Centralnym miejscem cotygodniowych spotkań diecezjalnych jest kościół pod wezwaniem Świętej Rodziny w Warszawie Zacisze przy ul. Rozwadowskiej 9/11.

W każdy wtorek o godzinie 19.00 uczestniczymy w Eucharystii, po Mszy świętej słuchamy konferencji duchowych.

Copyright © Ruch Rodzin Nazaretańskich Diecezji Warszawsko - Praskiej.

Strony internetowe

  • START
  • O NAS
  • STRONA OGÓLNOPOLSKA
  • MATERIAŁY FORMACYJNE
  • KALENDARIUM
  • REKOLEKCJE
  • GALERIA
  • KONTAKT