mozaika ZAPRASZAMY

do kościoła Świętej Rodziny Warszawa ul Rozwadowska 9/11

12 maja 2026 (wtorek)

19.00 Msza święta
20.00 konferencja

Dyżur liturgiczny pełni grupa z parafii św. Pio w Warszawie

Relacja z inauguracji roku formacyjnego w Ożarowie Mazowieckim

Relacja z inauguracji roku formacyjnego 2025/2026 w Ożarowie Mazowieckim

Mapa Ożarowa Mazowieckiego z ulicami - plan miasta Ożarów Mazowiecki

27 września 2025 uczestniczyliśmy w ogólnopolskiej inauguracji roku formacyjnego. Gospodarzem spotkania była wspólnota Ruchu Rodzin Nazaretańskich archidiecezji warszawskiej. Miejscem spotkania było Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim, które jest Świątynią Jubileuszową Roku Nadziei. Przybyło ponad 600 osób, w tym z diecezji warszawsko-praskiej ok. 100 osób.

W 2025 roku mija 40 lat od założenia RRN, przez księdza profesora Tadeusza Dajczera, duszpasterza akademickiego i kierownika duchowego. Mamy okazję, aby z perspektywy minionych lat, przeżytych w Ruchu, popatrzeć na swoje życie, dokonać bilansu duchowego i z całego serca podziękować Miłosierdziu Bożemu i Matce Najświętszej za lata formacji, modlitwy, pracy duchowej, korzystania z sakramentów, z posługi kapłanów i z kierownictwa duchowego, które leżą u podstaw rozwoju życia wewnętrznego.

Przybyłych powitał ks. proboszcz Radosław Wileński, pallotyn. Sanktuarium zbudowane w latach 80 ubiegłego wieku zachwycało swoją urodą. Na ścianie frontowej świątyni znajduje się potężny witraż, największy w Europie i drugi co do wielkości na świecie, przedstawiający Chrystusa Pantokratora. Witraż ten jest widoczny w dzień i w nocy, ponieważ specjalne oświetlenie umożliwia podziwianie obrazu po zmroku. Na ścianach budynku znajdują się witraże przedstawiające: króla Dawida, powrót syna marnotrawnego, baranka symbolizującego Chrystusa oraz witraż Matki Bożej Ostrobramskiej. Witraże są wykonane specjalną techniką umożliwiającą oglądającemu, widzieć witraż jako mozaikę.

Konferencję pod tytułem „Maryja, Matka nadziei” wygłosił ks. Stefan Czermiński. Tytuł konferencji nawiązuje do ogłoszonego przez papieża Franciszka Roku Jubileuszowego, który rozpoczął się na początku Adwentu 2024 i zakończy za dwa miesiące, czyli 27 listopada 2025. Chrześcijaństwo, to nie pesymizm, ale rewolucja radości. Matka Boża jest Matką Nadziei. Poniżej zostały zapisane niektóre myśli przekazane przez ks. Stefana.

Dlaczego poddajemy się rozpaczy? Największym grzechem chrześcijan jest smutek. Stan smutnego chrześcijanina jest gorszy od stanu człowieka niewierzącego. To jest zgorszenie dla świata i zranienie serca Chrystusa, i grzech na miarę Judasza. Ukrywamy naszą udrękę grzecznością, uśmiechem, a zachowujemy się jak sieroty opuszczone przez Boga. Dlaczego poddajemy się beznadziei? Nadzieja jest funkcją wiary. Jak maleje kontakt z Bogiem, to maleje wiara. Wtedy mina smutnieje, nadzieja topnieje, depresja szaleje, a diabeł się śmieje.

Jak zawalczyć o nadzieję? Jak ożywić wiarę? Trzeba wrócić do miejsca, gdzie dokonało się zbawienie. Na Golgotę, gdzie jest krzyż, a pod krzyżem Maryja. Golgota, to nie historia, przeszłość, ale rzeczywistość tu i teraz. To wydarzenie dokonujące się na każdej Eucharystii.

Jak Pan Jezus zawalczył o naszą nadzieję? Ratuje nas nasz Ratownik – Jezus Chrystus. Ratownik wykonuje skok. Skacze do piekła, aby nas ratować, poślubić i zjednoczyć się z nami, wydrzeć z nas z choroby i grzechu. On wynurza się z nami z piekła i wtedy nabieramy powietrza. Apostołowie przeżywali to całym sercem. Wyrażają to liczne fragmenty Listów Apostolskich. Autor Listu do Hebrajczyków tak pisze:

My, którzyśmy się uciekli do uchwycenia zaofiarowanej nadziei, trzymajmy się jej jak bezpiecznej i silnej dla duszy kotwicy, która przenika poza zasłonę”. (Hbr 6, 18-19) Dalej: „Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo godny jest zaufania Ten, który dał obietnicę”. (Hbr 10, 23) I jeszcze kolejny cytat z Listu Św. Pawła do Rzymian: „Cóż więc na to powiemy? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby także wraz z Nim wszystkiego nam nie darować?” (Rz 8, 31-32)

Jak rozumieć nadzieję? Nadzieja jest naszym skarbem i kotwicą. Obecnie wydaje się, że nadzieja wyparowała na skalę światową. Nikt tak już teraz nie mówi: będę w niebie albo do zobaczenia w niebie. Lekceważymy to, co Jezus powiedział i uczynił. Zajęci sobą, uważamy, że sobie sami w życiu poradzimy. Ale to nie jest prawda. Jezus to wie i dlatego daje nam jakby dodatkową aplikację, jaką jest Maryja. Alpinista wspinając się zobaczył na jednej z półek skalnych krzyż, a na nim Jezusa z jedną ręką oderwaną od krzyża. Trzymał w niej linę, którą podawał wspinaczowi. Tą liną jest Maryja. To był czytelny znak. Inny obraz. Jezus z krzyża przytula jedną ręką św. Franciszka. Czy Ten, który przytula może wtrącić do piekła? Na Golgocie Jezus spojrzał na ucznia. Maryja dała znak Janowi, a gdy podszedł przytuliła ucznia. Wtedy on usłyszał słowa Pana: „Oto Matka twoja”. Matka współczująca z Chrystusem, współczuje również nam swoim dzieciom. Jej wrażliwość sprawia, że idzie na bój na całego. Jak lwica walczy o swoje dzieci i nie spocznie, dopóki nas nie ocali.

Co nam daje dar macierzyństwa Maryi? Matka Boża staje się obecna w naszym życiu. Człowiek rodzi się do dialogu z drugim człowiekiem. Maryja żyje też w innych ludziach, których spotykamy. Ona zwraca szczególną uwagę na najsłabszych, na zatwardziałych grzeszników i łajdaków. Pochyla się nad tymi, którzy są najbardziej chorzy. Ona jest naszą Protektorką, bo ma „chody” u Boga. Nie ma większej protekcji niż Ona. To rzutuje na naszą szansę na zbawienie. Jak się nie radować, że Matka Boża chce i może nas ratować. Szatan nie ma szans, gdy jest z nami Maryja.

W World Trade Center w jednej z wież 15 sierpnia 2001 zerwała się winda i spadła kilkadziesiąt pięter w dół. Jedna z pracujących tam osób, Leokadia nie doznała urazu w czasie tego wypadku. Zadzwoniła do swojej mamy mieszkającej w Polsce. Ta zamówiła Mszę świętą dziękczynną za ocalenie córki. Data zamówionej Mszy świętej została wyznaczona na 11 września 2001. Tego dnia wieże zostały zaatakowane. Ludzie w popłochu opuszczali budynek. Leokadia wraz z innymi zeszła kilkadziesiąt pięter w dół po schodach. Rano wyjątkowo założyła wygodne buty zamiast szpilek. Wyszła podziemnym wyjściem obok kościoła św. Pawła, który był jedynym budynkiem ocalonym wśród ruin. Nie spadła z niego ani jedna dachówka. Po tym wydarzeniu pani Leokadia miała uraz do osób wyznających islam. Kilka miesięcy później spotkała muzułmankę, uśmiechnęła się do niej i została uleczona z uprzedzenia związanego z islamem. Tak Matka Boża dba o najmniejsze szczegóły naszego życia.

Jak przyjąć dar macierzyństwa Maryi? Po pierwsze należy złożyć akt oddania się Maryi autentycznie i w pokorze, jak ewangeliczny żebrak. Choćby człowiek był nie wiem jak słaby, to w Jej ramionach zostanie podniesiony i umocniony. To jest istota wiary, bo więź z Maryją powinna być dobrowolna i zaangażowana. Po drugie, szkołą życia z Maryją jest modlitwa różańcowa. To jest modlitwa żebraków i ludzi bezradnych. Odmawianie różańca pozwala wejść w świat Maryi. Po trzecie, powinniśmy robić Maryi drobne radości, tak postępują dzieci kochające mamę.

Kiedy nas ogarnia ciemność z Maryją dojdziemy do światła Golgoty. Ona jest Matką nadziei i potężną kotwicą utrzymującą nas przy swoim Synu – zakończył ks. Stefan.

Po konferencji każdy mógł zwrócić swoje serce ku Panu Jezusowi w modlitwie przed Najświętszym Sakramentem.

Bezpośrednio po modlitwie rozpoczęła się Eucharystia, którą sprawowało ok. 35 kapłanów pod przewodnictwem ks. arcybiskupa Adriana Galbasa, metropolity archidiecezji warszawskiej. Czytania mszalne zostały zmienione na prośbę ks. arcybiskupa, by podkreślić, że świątynia ta jest kościołem jubileuszowym Roku Świętego. W homilii (której niektóre myśli poniżej przytoczyłam) ks. arcybiskup zapytał nas, czy korzystamy z czasu Roku Świętego, by doznać łask dla siebie i dla naszych bliskich. Jubileusz jest czasem, kiedy cieszymy się, że Chrystus przyszedł na ziemię, że Jego słowa spełniają się i jest nadal obecny wśród nas, aż do skończenia świata i do skończenia się naszego życia. Kościół przechodzi przez Święte Drzwi z czołem schylonym i bije się w pierś, że nie korzystamy w pełni z czasu łaski. Mamy spełnić prośbę papieża Franciszka, który ustanowił Rok Jubileuszowy.

Skąd czerpiemy nadzieję i jak możemy przekazać ją innym? To ważne zadanie – kontynuował ks. arcybiskup. Nadzieja nie jest tylko optymizmem, bo optymizm jest naiwnym i powierzchownym przekonaniem, że jakoś to będzie. Wprawdzie optymizm jest lepszy niż pesymizm, ale nie jest wystarczający. Św. Paweł napisał: że „nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany”. (Rz 5, 5) Nadzieja nadaje sens. Życie ma sens nawet gdy człowiek nie widzi owoców swoich wysiłków. Rolnik siejący ziarno, początkowo nie widzi efektów pracy, ale ma nadzieję, że warto było pozbyć się zapasów, by zyskać więcej. Nadzieja nie jest „matką głupich” ale mądrych.

Jezus ratuje z największej biedy i otchłani. On przyszedł z Bożym Słowem, pokonał śmierć i powiedział: Ja żyję i ty żyć będziesz. Kościół przekazuje nam orędzie o Ratowniku, który sam siebie uratował i ratuje innych ludzi.

Módlmy się o nadzieję i o to, by Bóg przymnożył nam nadziei. Stacja VII Drogi Krzyżowej mówi nam o Jezusie, który w środku swej męki, po drugim upadku, ma siłę wstać. Nadzieja w Nim nie słabnie. Najlepszą modlitwą jest Msza święta. Po Przeistoczeniu i słowach kapłana: „Oto wielka tajemnica wiary”, odpowiadamy: „Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale”. Pan Jezus umarł i zmartwychwstał dla nas z miłości.

Otaczajmy się ludźmi, którzy dają nam nadzieję, mają podobne wartości i priorytety. Ludzie też nas podnoszą i dają nadzieję. Święty w towarzystwie grzeszników stanie się grzesznikiem, a grzesznik w otoczeniu świętych stanie się świętym. Przestawajmy z tymi, co dają nam nadzieję, a nie z tymi, co nadzieję odbierają. Ważne jest, czego słuchamy, co czytamy i co oglądamy.

Nie koncentrujmy się na grzechu. Nie mówmy, że wszystko jest do niczego. Na budowie zapytano pracowników, co budują i po co budują. Jeden mówił: kładę te głupie cegły i nie wiem po co pracuję. Drugi powiedział: pracuję, aby utrzymać rodzinę. Trzeci odparł: buduję katedrę i to jest duma mojego życia. Ta sama budowla, a tak różne spojrzenia. To jest ważne jak widzę siebie i jak widzę to, co robię.

Nadzieja życia wiecznego, to klejnot chrześcijaństwa. Życie nie kończy się trumną. Przejdziemy przez tunel śmierci, która może być nagła, albo powolna. Ale nie jest to tunel bez wyjścia. On prowadzi do światła i wielkiej nadziei życia wiecznego. Trzeba żyć pewnością, że śmierć jest progiem życia. Śmierć jest owocem życia doczesnego, a nie jego końcem.

Dziękuję za każdego z was, za wspólnotę RRN, bo tam, gdzie jest Ruch jest życie i dynamika i otwarcie na wzrost na nowo. Tam, gdzie jest Ruch Rodzin tam jest postawa otwartości i zrozumienia, gdzie zyskują wasze rodziny i małżeństwa. Ruch Rodzin jest Nazaretański, bo Święta Rodzina była z Nazaretu i w Nazarecie dorosły Jezus przyniósł nadzieję mówiąc: „Duch Pański nade Mną, ponieważ Mnie namaścił”. Niech nadzieja przezwycięży w was beznadzieję, abyście stali się dla innych nadzieją, a nie beznadzieją – zakończył ks arcybiskup.

Po zakończonej Eucharystii udaliśmy się do pobliskiego hotelu na posiłek w towarzystwie przyjaciół.

Modlitwa Koronką do Miłosierdzia Bożego ponownie zgromadziła nas w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Przed rozesłaniem i zakończeniem naszego dnia skupienia ks. Dariusz Kowalczyk podsumował nasze spotkanie i zaprosił na pielgrzymkę na Adwentowy Dzień Skupienia na Jasną Górę w dniu 29 listopada 2025.

Całość konferencji i homilii w oryginalnym brzmieniu można obejrzeć i wysłuchać na stronie rrn.info.pl

 

Największe pragnienie miłość. Konf. 23.09.2025

Konferencja ks. Janusza Kopczyńskiego

Zacisze, 23 września 2025

Największe pragnienie – miłość.

Mark Twain stwierdził, że człowiek rodzi się dwa razy. Raz rodzi się przychodząc na świat. Drugi raz, gdy odkrywa po co żyje. Św. Maksymilian Kolbe mówił, że serce człowieka jest zbyt wielkie, by zapełnić je można było tylko pieniędzmi, zmysłowością lub zwodniczym, choć odurzającym dymem sławy. Ono pragnie dobra wyższego, bez granic i wiecznie trwającego. A takim dobrem to tylko – Bóg. Serca człowieka potrzebuje miłości, która jest jego strawą. Człowiek napełnia serce różnymi rzeczami, ale nie zawsze jest to miłość Boga.

Ludzka wielkość i ludzkie osiągnięcia w porównaniu z miłością mogą nie mieć żadnego znaczenia. Św. Paweł uczy, że nawet niezwykłe dokonania, jeśli nie ma w nich miłości, to w oczach Boga są niczym: Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił. a miłości bym nie miał, byłbym niczym. (1 Kor 13, 1-2) Niczym jest dar prorokowania, wiedza, poznanie tajemnic świata, a nawet wiara tak mocna, że zdolna jest góry przenosić. Serca człowieka stworzone do miłości jest zawsze jej spragnione, a często wręcz umiera z głodu miłości, którego nie są w stanie zaspokoić namiastki. Bez miłości stajemy się jak piasek na pustyni, jak zeschła ziemia, która pozbawiona życiodajnej wody nie może wydać plonu.

Jak napoić serce tym pragnieniem? Dobrze to oddaje Psalm 42: Jak łania pragnie wody ze strumienia, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże! Dusza ma pragnie Boga, Boga żywego: Kiedyż przyjdę i ujrzę oblicze Boże? Łzy stały się dla mnie chlebem we dnie i w nocy, gdy mówią mi co dzień: Gdzie jest twój Bóg?

Świat zagłusza pragnienie Boga w człowieku. Jeżeli będziemy uganiać się za doczesnością, to możemy biec nie tam, gdzie trzeba. Nie ważny jest sam bieg, ale kierunek. Słoneczniki kierują swój kwiat w stronę słońca, tak serce człowieka, które kieruje swoje pragnienia w stronę Boga odnajduje szczęście. Autorka książki „Na skraju piekła”, po powrocie do kraju z zesłania napisała: Po powrocie zaczęłam chodzić do szkoły. Słabo mówiłam po polsku. Nie było głodu, nawet dawali tran, ale ja byłam głodna cały czas. Do 15 roku życia spałam z chlebem pod poduszką. Nie mogłam zasnąć, gdy go tam nie było. Teraz trudno nam zrozumieć, że może zabraknąć jedzenia.

Zły duch tak kieruje człowiekiem, by biegł po doczesność, a nie po wieczność. Tak zagładza się swoją duszę. W świątyni zgromadziliśmy się, by zaspokoić pragnienie duszy jaką jest tęsknota za Bogiem, by ludzkie serce wypełnił Bóg i Jego miłość. Trzeba szukać dróg do Niego przez uczestnictwo w Eucharystii, przez modlitwę, słuchanie słowa Bożego, przystępowanie do Stołu Pańskiego. Napełniając w ten sposób serca rzucamy się w Jego ramiona. Niech to pragnienie będzie żywe, bo jesteśmy dziećmi Bożymi pragnącymi Jego miłości.

W klasztorach sióstr św. Teresy z Kalkuty przy krzyżach widnieje napis „Pragnę”. W czasie męki, bólu i samotności Jezus powiedział wyraźnie: Czemuś Mnie opuścił? Tak bardzo był samotny i opuszczony, cierpiący na krzyżu. Podczas tej wielkiej męki powiedział: „Pragnę”. Ludzie myśleli, że chodziło o zwykłe pragnienie, więc podano mu natychmiast ocet. Jezus jednak pragnął czegoś innego: naszej miłości, czułości, głębokiego przywiązania do Niego i przeżywania z Nim Jego męki. Ciekawe, że powiedział „Pragnę”, a nie „Daj Mi swoją miłość”. Pragnienie Jezusa na krzyżu nie jest fikcją. Wyraziło się w słowie „Pragnę”. Jezus pragnie, byśmy swojego ducha wypełniali miłością.

Ludzie chętnie powtarzają za chrześcijanami, że Bóg jest miłością, a nie zauważają jednak, że słowa te w rzeczywistości nic nie znaczą, jeśli w Bogu nie ma przynajmniej dwóch osób. Słowo miłość wyraża stosunek jednej osoby do drugiej, czyli musi być relacja na płaszczyźnie ducha. Trzeba otworzyć drzwi Chrystusowi. W Apokalipsie św. Jana czytamy: „Oto stoję u drzwi i kołaczę”. Mamy dawać siebie Bogu i drugiemu człowiekowi. Św. Jan Vianey spotkał żebraka, który miał w ręku suchy chleb. Zobaczył, że żebrak nie miał zębów, dlatego zaproponował mu wymianę: święty oddał swój świeży i miękki chleb żebrakowi, a w zamian wziął jego stary i suchy chleb. Podobnie Bóg zabiera nam stare życie i jego problemy, których nie potrafimy rozwiązać, a daje nam w zamian swoją miłość, byśmy podnieśli głowy, byśmy żyli miłością i napełniali miłością relacje z innymi ludźmi.

Często przypominajmy sobie słowa z Psalmu 42 Jak łania pragnie wody ze strumienia, tak moja dusza pragnie Ciebie Boże i słowa z Psalmu 63 Pragnie Cię moja dusza. Powtarzajmy je sobie przez najbliższy tydzień codziennie. Boże wypełnij moje serce miłością, bym nie zakrztusił się doczesnością. Picie słonej wody nie gasi pragnienia, tylko je zwiększa. Podobnie, gdy napełnimy się doczesnością. Nie ugasimy pragnienia tylko będziemy pragnąć napełniać się doczesnością bardziej. Ale to nie ugasi w nas pragnienia Boga.

Niech Bóg nas prowadzi swoją miłością, byśmy zaspakajali w swoim życiu Boże pragnienia, byśmy nie rozbili się o skałę, którymi są pokusy światowe. Wołajmy do Jezusa: Napełnij moje serce miłością. Miłości nie znajdziemy bez krzyża, ale krzyża bez miłości nie udźwigniemy. Napełniajmy swoje serca Bogiem, by mieć siłę do pokonania trudności.

W górę serca.

Wielkie pragnienia i wielka niemoc.Konf. 16.09.2025

Konferencja ks. Kazimierza Sztajerwalda

Zacisze 16 września 2025

Wielkie pragnienia i wielka niemoc.

Jakie są nasze pragnienia? Czy są to pragnienia wielkie czy małe? Jeżeli są małe, to nie potrzebujemy niczyjej pomocy. Czy odzyskanie zdrowia jest pragnieniem wielkim, czy małym? Są też inne poważne sprawy: problemy materialne, wychowawcze.

Św. Piotr Jerzy Frassati (1901 – 1925) pochodził z dobrze sytuowanej rodziny. Pewnego dnia jego szofer zaczął z nim rozmowę: Pan jest szczęśliwy, nie musi się pan martwić o pieniądze, samochody ma pan do dyspozycji, niczego panu nie brakuje. Święty odpowiedział: Jesteś głupi, nic nie rozumiesz. Ja chciałbym mieć 80 lat i mieć pewność, że długo nie pożyję, wtedy byłbym pewny, że niedługo pójdę do Boga. Po kilkunastu dniach po tej rozmowie młody człowiek umarł. Spełniło się jego pragnienie szybkiego spotkania z Bogiem.

Dzisiaj na początku Mszy świętej śpiewaliśmy pieśń: Tak bardzo chcę być Twoim dzieckiem, w której w jednej ze zwrotek były następujące słowa: Wiem, że jestem zbyt mały, by zwyciężyć zło dręczące mnie. Bóg złożył w nas wielkie pragnienia i obiecuje, że je zrealizuje. Złożył obietnicę zmartwychwstania i nieśmiertelności, życia w obecności Boga i towarzyszenie aniołów, słodycz oglądania oblicza Bożego i mieszkanie w niebie. Do wielkich pragnień potrzebny jest wielki wysiłek. Zmagamy się i odkrywamy w sobie wielką pychę i wyniosłość, zachłanność i zachwyt nad sobą, pogardzanie drugim człowiekiem i realizowanie własnych zachcianek. Pycha i egoizm ciągle z nas wychodzi i okazuje się, że nawet Boga nie kochamy, a bliźniego nienawidzimy, prowadzimy lekkomyślne życie i marnujemy łaski, wychodzi z nas głupota i trudny charakter. Gdzie nam do szczytów świętości, gdy przygniata nas wielka bezradność. Słowa zachęty są piękne, ale my zamieniamy je w błoto. Jeżeli Pan Bóg włożył w serce człowieka pragnienie przebywania w niebie, widzenia Boga i oglądania aniołów, to nie na próżno. Potrzebny jest ktoś, kto pokaże drogę z przepaści grzeszności na szczyt świętości.

Bóg wybrał nas byśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Spowiedź jest niezwykłym sakramentem, który pokazuje człowiekowi jego nędzę i pokazuje perspektywę świętości. Zrealizowanie wielkich pragnień nie jest możliwe mocą ludzką. Wielkie pragnienia muszą być realizowane z pomocą wielkich mocy, gdzie tylko Bóg może poprowadzić, wtedy, gdy wydobywa z bezsilności, z niemocy i słabości.

Świat popycha nas do osiągania sukcesu za wszelką cenę. Sukces zamyka nas w doczesności bez perspektywy, bez dobra nie z tego świata. Nikt nie uczy przeżywania porażek. Dzięki Maryi i dzięki duchowości RRN widzimy, że w słabości jest nadzieja. Potrzebne jest doświadczenie słabości byśmy nie byli zbyt skupieni na sobie. Taką okazję miała rodzina dziewczynki, która intensywnie trenował i uległa wypadkowi. Lekarz zabronił jej na pewien czas forsownych ćwiczeń. Była to okazja dla dorosłych, by pomóc dziecku przeżyć rozczarowanie i porażkę i pomóc jej wejść na ścieżkę wiary. Bóg chce, byśmy byli świadkami, że wielkie pragnienia nie są utopią.

To jest nieprawdopodobne, że Bóg obiecał nam nieśmiertelność, życie w niebie i świętość. Dopóki wpatrujemy się w Niego, to realizujemy wielkie pragnienia, ale nie swoją mocą, ale mocą Bożą. To Bóg realizuje obietnicę wielkich pragnień. On jest Drogą i chce byśmy przyjęli Jego łaskę i poszli drogą świętości.

Matka Boża zrealizowała wielkie swoje pragnienia i pragnienia Boga. Nie jesteśmy pozostawieni bez pomocy. Nie wpatrujmy się w swoją wielką niemoc ale w moc Boga. Im większa niemoc, tym większa pomoc. Doświadczenie słabości nie jest nieszczęściem. To jest punkt zwrotny, by zaufać Bogu i zakrzyknąć: Panie, pragnie Cię moja dusza.

Serce, które pragnie nieskończoności. Konf. 9.09.2025

 

Konferencja ks. Adama Kurowskiego

Zacisze, 9 września 2025 r.

Serce, które pragnie nieskończoności.

Św. Jan Maria Vianney wyznał: „Kocham Cię, mój Boże i moim jedynym pragnieniem jest kochać Cię aż do ostatniego tchnienia mego życia. Kocham Cię, o mój Boże, nieskończenie dobry. Wolę umrzeć kochając Cię, niż żyć bez kochania Cię. Kocham Cię, Panie i jedyna łaska, o jaką Cię proszę, to kochać Cię wiecznie...Boże mój, jeśli mój język nie jest w stanie mówić w każdej chwili, iż kocham Cię, chcę, aby moje serce powtarzało Ci to, za każdym moim tchnieniem.” Skoro św. Jan Vianney tak powiedział, to czy ja też mogę? Czy nie będzie to z moje strony zuchwałe? Święty proboszcz z Ars pragnął nieba i Boga. Jako przecież też tylko człowiek jak każdy z nas przesunął zwrot z naturalnej miłości własnej na miłość ku Bożej miłości.

W każdym człowieku jest pragnienie nieskończoności, tylko nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. Poznajemy to po pewnym czasie. Najpierw dążymy do tego co doczesne, chcemy coraz więcej, ale nic nas nie nasyca trwale. Gdy coś osiągniemy, to w pierwszej chwili jesteśmy szczęśliwi, ale już na drugi czy trzeci dzień przechodzi nam to – lepiej powiedzieć – zadowolenie. Coś przeżyliśmy, ale to skończyło się i ponownie nie jesteśmy zadowoleni, bo to, co wymierne nie jest nieskończone.

Bóg jest nieskończony i stworzył nas takimi, którzy pragną nieskończoności. Nasze serca pragną nieskończoności. Mądrość – jako związana w Bogu nierozdzielnie z miłością – łączy się w naszym życiu ze zdobywaniem wiedzy – choćby w postaci życiowego doświadczenia. Dążenie to wydaje się szlachetne, lecz człowiek może je skalać, gdy jego nieświadomym pragnieniem jest chęć panowania nad innymi, podniesienia swojego statusu. Podobnie jest, gdy ktoś zdobywa kolejne szczeble władzy nie po to, by służyć, ale być ważnym w oczach własnych bądź drugiego człowieka. Maskowania prawdy o biedzie wewnętrznej przed samym sobą nie można uznać jednak za mądrość.

Bóg powołuje nas do większego – Jego – szczęścia, które jest nieskończone. Można zwiedzić wiele krajów, przeżyć wiele przygód, ale nie może to być uznane za nieskończone szczęście. Wit de Larigaudie (1908 - 1940) nie mógł się doczekać spotkania z Bogiem. Powołany do wojska w czasie II wojny światowej, przed jedną z walk miał pewność, że zginie. W liście znalezionym przy nim zapisał, jak wielkie było w nim pragnienie Boga i radość, że niedługo się z Nim spotka.

Człowiek jest skończony, ponieważ jest stworzeniem. Może obiecywać sobie czy innym poprawę, a nie jest w stanie tego spełnić. Cóż szkodzi obiecać – jak stwierdziła pewna znana współcześnie osoba – dlatego w czasie spowiedzi nie powinniśmy mówić, że obiecujemy poprawę, tylko, że ją postanawiamy. Bóg chce byśmy chcieli, byśmy mieli takie pragnienie, bo wie, że nam się to samodzielnie nie uda. „Beze mnie nic nie możecie uczynić.” (J 15,15) Dlatego daje łaskę, byśmy się do Niego zwracali, a nie tylko chcieli się na chwilę upiększyć. Bóg patrzy głębiej i nie zwraca uwagi na to, co powierzchowne. On jest jak ratownik, który ratuje życie, a nie zwraca uwagi na wygląd ratowanego. Matka Boża jeśli dbała o swój wygląd to ze względu na miłość do Boga, a nie do siebie.

Jedynym, który może pragnąć nieskończoności jest Bóg. Jego serce pragnie wieczności i dobra także dla nas. Z tego powodu prowadzi nas tak, byśmy pragnęli tak jak On. Nasze pragnienia też spełnia, ale na swój sposób. Prowadzi nas, więc patrzmy na wydarzenia naszego życia tak, by nie okazywać Jemu swojego lekceważenia, jakby – choć nie wprost – „pokazując Mu swój język.” Bóg ma lepszy scenariusz i będzie nam pokazywał szersze i dalszą perspektywę według swojej miary, nie naszej. Odpowiadajmy na pragnienia nieskończonej miłości Bożej naszym ufnym zwracaniem się do Niego.