Konferencja ks. Emila Adlera
Zacisze 13 stycznia 2026
Talenty z banku Miłosierdzia
„Świętość nie polega na tym, by nigdy nie popełniać błędów, lecz aby bezgranicznie ufać Bogu. On oczekuje od nas nie tego, co robimy, nie naszych sukcesów, lecz tego, abyśmy w naszej absolutnej bezradności bezgranicznie umieli uwierzyć w Jego miłość”. (Wilfrid Stinissen OCD)
Od 11 stycznia 2026), czyli od Niedzieli Chrztu Pańskiego rozpoczął się Okres Zwykły w Kościele. Okres ten jest czasem wzrostu i umocnienia w wierze. Zmieniamy swoje życie codziennie, ufnie powierzając się Bogu. Chrzest Pana Jezusa w rzece Jordan rozpoczyna publiczną działalność Pana Jezusa. „Gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie» (Mt 3, 16-17)
Pan Jezus w czasie swojej działalności dysponował niezwykłą mocą, czynił cuda, uwalniał od złych duchów, przebaczał grzechy i nauczał. Źródło tej Jego niezwykłej mocy jest opisane w słowach Boga Ojca wypowiedzianych nad rzeką Jordan: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie». Pan Jezus słyszy: jesteś Synem, jesteś Umiłowany oraz ufam Ci.
Kiedy człowiek czuje się dzieckiem Bożym, do tego ukochanymi i obdarzonym zaufaniem, to jego życie wzrasta, nabiera niezwykłego potencjału i jest gotowy do nowych zadań, które podejmuje z zapałem. Życie jego nabiera sensu i rozkwita. W czasie naszego chrztu zostaliśmy tak samo potraktowani przez Boga jak Pan Jezus. Później w wyniku różnych doświadczeń i niewłaściwego myślenia zrodziło się w nas fałszywe przekonanie, że na miłość ojcowską i zaufanie Boga musimy zasłużyć. Taki sposób myślenia rodzi się w nas, kiedy jesteśmy otoczeni egoistami, którzy obdarzają nas swoim zainteresowaniem i i miłością za coś. Tak Bóg nie myśli.
W starożytnym Izraelu ukuło się przekonanie, że Bóg przyjdzie zewnątrz i „umebluje” świat po swojemu, oczekiwali instrukcji, jak mają się zachować, by dopasować się i podobać Bogu. To tak, jakby tonącemu człowiekowi nie pospieszyć z pomocą i nie podać ręki, by wyciągnąć z niebezpieczeństwa, a zamiast tego podać instrukcję: jakie ma poruszać kończynami, jak nachylić głowę, kiedy nabierać powietrze, kiedy on w panice wykonuje ruchy nieskoordynowane. Bóg nie instruuje tonącego w grzechu człowieka, jak się ma zachować. On widząc człowieka w niebezpieczeństwie, ratuje jego życie, wchodzi do wody, podaje rękę i wyciąga na powierzchnię. Potem, kiedy niebezpieczeństwo minie, Miłosierdzie Boże proponuje człowiekowi, jak ma żyć, jak postępować, by uniknąć zagrożeń i żyć bezpiecznie. Jezus wchodzi w wodę, nie boi się zagrożeń, ani ludzkich grzechów, ani ich nędzy i dzięki temu buduje z nami intymną relację. Kiedy wydaje się, że wszystko stracone, On przychodzi, by ratować, choć wie, że na koniec zostanie powieszony na krzyżu pomiędzy skazańcami.
W II czytaniu z Niedzieli Chrztu Pańskiego przypomniana jest mowa św. Piotra wygłoszona w domu setnika Korneliusza w Cezarei: „Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie”. (Dz. Ap. 10, 34) Nie ma ludzi straconych. Jezus zbawia, a potem uczy jak żyć. Nigdy nie przestaje kochać. To jest ta moc na czas wzrastania w wierze w czasie Okresu Zwykłego w Kościele.
W tym Okresie grożą nam dwie pokusy: pokusa bycia doradcą Boga i pokusa zasługiwania.
Pokusa bycia doradcą Boga – św. Jan, kiedy Pan Jezus prosił go o udzielenie chrztu, początkowo nie chciał Mu go udzielić. Powstrzymywał Pana Jezusa, udzielał rady, że to on potrzebuje chrztu. Postawił Bogu warunki co powinien zrobić według jego przekonania. My również stawiamy Bogu warunki: komu Bóg powinien dać zdrowie, pieniądze, pomóc w problemach życiowych i w jaki sposób. On chce byśmy Go prosili, ale też chce byśmy powstrzymali się przed mówieniem, jak ma to zrobić. Nie chcemy być doradcami Pana Boga, dlatego prosimy w Modlitwie Pańskiej: „Bądź wola Twoja”.
Pokusa zasługiwania – pojawiają się w nas niejednokrotnie myśli, co mamy zrobić, by zasłużyć na Bożą przychylność. Skupiamy się na wynikach, czy rezultatach, myśląc, że Bóg nas z tego rozlicza. Pewna dziewczyna był niesłychanie uzdolniona w wielu dziedzinach: w nauce, w sporcie, w muzyce. Wszyscy od niej oczekiwali coraz lepszych rezultatów, sukcesów życiowych. Z tych wszystkich zainteresowań i zajęć najbardziej lubiła adorację Najświętszego Sakramentu. Tam nie czuła presji, by być doskonałą. Mówiła: Jeśli Bóg mnie miłuje, to nie muszę niczego udawać, nie muszę myśleć, co powinnam zrobić, jak zasłużyć na Jego miłość i zainteresowanie.
Syn marnotrawny wracając do ojca miał pewność, że jest kochany przez niego i zdał się na jego dobroć. To dawało mu siłę i moc. Bezmiar grzechów może być szczęśliwą winą, kiedy pomaga zaufać Bogu. Również Dobry Łotr umierając na krzyżu, nie tylko uznał swoją grzeszność, ale przede wszystkim zwrócił się do Chrystusa z ufnością. Nie musiał udawać, mówił jak jest, nie doradzał Panu Jezusowi. Tylko zdał się na miłość Chrystusa.
Pokusa bycia doskonałymi, by zasłużyć na miłość Boga, czy pokusa, by doradzać Bogu, co ma czynić niszczy w nas poczucie bycia dzieckiem Bożym, poczucie bycia umiłowanym i niszczy w nas postawę ufności. Pamiętajmy, że jesteśmy przede wszystkim umiłowanymi dziećmi Boga i jesteśmy obdarzeni Jego zaufaniem i z tych darów korzystajmy.
