Konferencje z rekolekcji wakacyjnych w Małym Cichym 2026

Kto jest spragniony, nie przyjdzie do Mnie (J 7, 37)

Dzień I

Małe Ciche, 4 lipca 2026, sobota

Konferencja ks. Kazimierza

Dziecięctwo Boże – niezwykła szansa dla grzeszników.

Hasło rekolekcji brzmi: Kto jest spragniony, nie przyjdzie do Mnie. (J 7, 37) Jakie są nasze pragnienia? Czego jesteśmy spragnieni? Kto wpływa na to, jakie mamy pragnienia? Istnieją na tym świecie dwie osobowości. Osobowe dobro – jakim jest Bóg i osobowe zło – jakim jest szatan.

Czasem chodzimy nadąsani i zastanawiamy się, kto panuje w naszym sercu? Kto nam podsuwa buntownicze myśli? Może jesteśmy rozczarowani, przeżywamy niedosyt i nie wiemy skąd takie myśli rodzą się w naszej głowie. Zły duch potrafi podsuwać swoje pragnienia, by nas zgubić. On robi wszystko, by nie doszło do pogłębienia naszej relacji z Bogiem. Przeszkadza na modlitwie poprzez rozproszenia.

Jakie są pragnienia Boga? Jego pragnienia nie są utopijne. Daje narzędzia do ich odkrywania, daje łaski, byśmy mogli zaspokoić nasze duszy. Samarytanka z Ewangelii św. Jana jest jak dziecko. Szuka mimo wszystko szczęścia, choć nie raz została wykorzystana. Rozczarowana przychodzi do studni po wodę. Pragnienie wody jest obrazem pragnienia jej duszy. Jezus pierwszy zaczyna rozmowę i ją katechizuje. Prosi: Daj Mi pić. A potem mówi, że może otrzymać od Niego wodę żywą. Gdy Jezus pyta o męża, Samarytanka odpowiada, że nie ma męża, a On ujawnia, że wie wszystko o jej życiu. Wie, co skrywa się w jej sercu, jakie ma pragnienia serca. Kobieta uznaje Jezusa za proroka i pyta się o miejsce modlitwy. Jezus mówi jej o zbawieniu i o prawdziwym Bogu, któremu cześć będzie się oddawać w duchu i w prawdzie. Samarytanka wyraża tęsknotę za Mesjaszem, który wszystko objawi, a Jezus ujawnia jej, że to On jest tym oczekiwanym Mesjaszem. Wtedy ona Jemu uwierzyła.

Św. Teresa z Lisieux jest prekursorką małej drogi dziecięctwa Bożego. Ta droga jest lekarstwem dla ludzi bezradnych wobec problemów i grzechów. Dla niej najważniejsza była bezgraniczna ufność w Boże miłosierdzie i okazywanie miłości w najprostszych sprawach. Jej „mała droga" uczy, że małe akty miłości są ważniejsze, niż wielkie czyny, a największą obrazą Boga jest brak ufności. Mówiła, że nawet gdyby popełniła wszystkie możliwe grzechy, nie straciłaby ufności w Boże miłosierdzie. Porównywała grzechy do kropli wody wrzuconej w wielki ogień Bożej miłości. To postawa całkowitego zdania się na Boga. Jak małe dziecko prosi rodziców o pomoc, tak my mamy prosić Boga. Dziecko wie, że jest słabe, ale nie boi się, bo ufa, że rodzice zrobią wszystko za nie. Teresa odkryła, że nie musi dokonywać wielkich dzieł, bo każdy drobny gest podyktowany miłością zachwyca Boga.

Należy odwrócić się nie tylko od grzechu, ale od źródła grzechu. Nie można analizować siebie, gdyż to Bóg powinien być w centrum. My mamy żyć dla Niego. On ma być motywacją wszystkich naszych uczynków i Jemu wszystko powinno być podporządkowane. Gdy Jezus Chrystus jest pierwszy w naszym życiu, to jest wyzwalające. Ludzie świadomi swojej grzeszności i darzący Boga zaufaniem przyzywają Boże miłosierdzie. On patrzy na nas zawsze z miłością, nawet gdy zawiedziemy. Mówi wtedy: Nie martw się grzechem, tylko zaufaj Mojej miłości. Nie grzech jest problemem, ale to, co zrobimy z nim.

Czy po złym czynie zachowujemy się jak dzieci, które biegną szybko, by wyznać i przeprosić? Tak jak dzieci mamy uznawać swoją nicość, oczekując wszystkiego od Boga. Małe dziecko nie wierzy w siebie, niczym się nie kłopocze, nie gromadzi mienia, nie przypisuje sobie cnót, nie zniechęca się swoimi błędami, nawet gdy wielokrotnie upada. Nie zniechęca się, bo wie, że Jezus niesie je na swoich ramionach.

Ludzie potrafią przeżywać sukcesy, a nie potrafią przeżywać porażek. Św. Teresa uczy, że dziecko się nie zniechęca, tylko przychodzi do Jezusa i mówi: Ufam Tobie, Jezu. Przynoszę Tobie moje serce, moją nieudolną modlitwę, przynoszę moje uczynki wykonane pod wpływem miłości własnej. Mam tylko Ciebie i Tobie składam swoje serce. Bóg cieszy się z dziecka, które po każdym występku powstaje i biegnie do Niego z ufnością. Eucharystia gładzi lekkie grzechy. Nie chcemy grzechów, ale jeśli się przydarzy oddajmy je Jezusowi. Dziecięctwo Boże jest szansą dla grzeszników. Stajemy się z biegiem lat coraz starsi i Bogu dzięki stajemy się jak dzieci, więc z ufnością dziecka oddajmy się Bogu.

Dzień II

Małe Ciche, 5 lipca 2026, niedziela

Konferencja ks. Kazimierza

Rachunek sumienia – czy kochasz Boga ponad wszystko?

Robiąc rachunek sumienia, chcemy policzyć swoje grzechy. Przygotowujemy się według przykazań Bożych, lub według grzechów głównych, czy według uczynków miłosiernych, są różne metody. Czasem stwierdzamy, że nie mamy się z czego spowiadać, albo pamięć nas zawodzi.

Co jest najważniejsze w rachunku sumienia? Sakrament pokuty i pojednania jest spotkaniem z miłosiernym Bogiem. Czy Bóg jest najważniejszy w naszym życiu? Co jest naszym wyborem?Jakie siły pobudzają nas do działania? Duch Święty, czy zły duch? Życie jest drzewem, na którym rosną owoce dobre i złe. Drzewo ma korzenie. Skąd czerpie soki drzewo naszego życia? W czym jest zakorzenione? Czy w pysze i w miłości własnej, czy w pokorze i w miłości do Boga?

Modlący się w świątyni faryzeusz skupiał się na sobie, wyliczając przed Bogiem powody swojego zadowolenia i od razu porównywał się do celnika, którym pogardzał. Wiele w nas jest nerwowości, chciwości, złośliwości. Męczymy się sobą i prowadzimy walkę ze sobą. Zniechęcamy się znikomymi efektami naszych starań. Gdy udało się coś zrobić właściwie, jesteśmy z siebie zadowoleni. Sukcesy najczęściej karmią pychę.

Dzień III

Krzeptówki, 6 lipca 2026, poniedziałek

Konferencja ks. Dariusza

Żal za grzechy – bardziej z miłości niż ze strachu.

Żal za grzechy powinien być żalem bardziej z miłości, niż ze strachu. Spotkanie z Bożym Miłosierdziem jest związane ze spowiedzią. Doświadczenie grzechu i słabości dzięki spowiedzi powinno stać się trampoliną ułatwiającą rzucenie się w ramiona Boga Ojca. Jezus wołał na krzyżu: „Abba, Tatusiu”. Dzięki Chrystusowi grzech staje się szczęśliwą winą. Żal za grzechy jest darem łaski Bożej. Sami z siebie nie jesteśmy w stanie skruszyć się. Żal i skrucha są znakami, że On zaczął swoje działanie.

Św. Teresa z Lisieux uczyła, na czym polega droga dziecięctwa Bożego. Dziecko Boże rozeznaje swoją nicość, oczekuje wszystkiego od Boga, niczym się nie martwi, nie przypisuje sobie cnót, bo uznaje je za własność Boga, nie zniechęca się upadkami, bo dzieci nie mogą sobie zrobić krzywdy. Dziecięctwo Boże polega na uznaniu swojej słabości, zaufaniu Bożej miłości. Dziecko Boże jest wrażliwe na zło, przeprasza za swoje upadki, i od razu się do nich przyznaje.

Jeśli ludziom serca stwardnieją, to trudno jest im się skruszyć. Wszyscy chcą byśmy byli silni i radzili sobie sami, bo nie ma miejsca dla słabych. To sprawia, trudno jest nam przejść od grzechu do postawy dziecka Bożego i trudno jest uwierzyć w miłość Bożą. Ludzie dali się zwieść złu, które ich zniewoliło. Czasem dzieci są nieznośne nie dlatego, że są złośliwe, ale chcą na siebie zwrócić uwagę, by im ktoś okazał zainteresowanie i miłość. Teraz dzieci mają trudniej, ponieważ podważono autorytet rodziców, kapłanów i nauczycieli. Gdy nie ma autorytetu, pojawia się pustka. Bóg daje sobie radę, posyła Maryję, która daje uzdrowienie.

Jak grzesznik może stać się dzieckiem, które rzuca się w ramiona kochającego Boga? Jak wygląda ten proces? Dlaczego ojciec syna marnotrawnego pozwolił mu odejść, ani go nie zatrzymywał? Może próbował, ale nie siłą, nie przemocą. Starszy syn nie kochał ojca, tylko mu służył jak najemnik. Postawa młodszego syna ujawniła miłość ojca do obu synów. Ujawniła jak cierpiał nie tylko z powodu młodszego, ale i starszego syna. To jest obraz tajemnicy Bożego serca. Bóg nas kocha i chce byśmy byli jak najdalej od zła. Nie zmusza nas do miłości. Kiedy młodszy syn dotknął dna i stracił wszystko, podjął hańbiącą pracę. Ojciec pozwolił, by syna dotknęły bolesne skutki hulaszczego życia, bo wtedy postanowił: „Wstanę i pójdę do mojego ojca”. Powiedział to z wyrachowania. Nie myślał o ojcu, tylko o sobie. Dopiero spotkanie z ojcem uświadomiło mu wielką siłę miłości ojca, cieszącego się, z powrotu dziecka. Syn w objęciach ojca zobaczył, jak jest kochany.

Dobry Łotr początkowo szydził na krzyżu z Jezusa, ale później zrozumiał, że jego cierpienie jest skutkiem jego wyborów. Uświadomił sobie swoją nędzę i zobaczył w Jezusie, Zbawiciela. Prosił, aby Jezus wspomniał na niego, kiedy będzie już w niebie. Wielki łajdak stał się świętym mocą słów Jezusa.

Żal za grzechy jest działaniem Boga w naszej duszy i jest wielką łaską. O żal i skruchę powinniśmy się modlić, prosząc Maryję o wstawiennictwo. Smutek duszy, skrucha serca są łaskami udzielanymi nam przez Ducha Świętego, Pocieszyciela, który daje nam poznać nasze zło. Bóg daje poznać, jak bardzo nas kocha. Od Niego otrzymujemy ogrom miłości, za ogrom naszego zła. Wstrząśnięci poznaniem ogromem zła, postanawiamy je nie powtarzać, byśmy nie utracili daru miłości Bożej. Łaskę żalu z miłości poprzedza łaska żalu niedoskonałego powodowanego wstydem i strachem. Bóg pokazuje nam brzydotę grzechu, by nam uświadomić, ile mogliśmy stracić, bez Jego przebaczenia, czyli życie wieczne.

Matka Boża w Fatimie ostrzegała, że każde zło i wojny są skutkami grzechów wielu ludzi. W Gietrzwałdzie Maryja prosiła o życie w czystości. Uniknęliśmy wtedy kolejnego powstania, do którego popychały nas wrogie mocarstwa. Powstanie miało przynieść wykrwawienie się naszego narodu, przed czym obroniła nas Maryja. Skutkiem tych objawień było podwojenie demografii wśród Polaków.

Żal doskonały z miłości sprawia, że Bóg nam od razu przebacza wszystkie grzechy. Gdy nie ma okoliczności umożliwiających spowiedź wobec kapłana, to żal doskonały jest wystarczający, by człowiek został usprawiedliwiony. Gdy żal za grzechy jest niedoskonały wymagane jest uzyskanie rozgrzeszenia u kapłana. Żal niedoskonały jest wystarczający, by otrzymać rozgrzeszenie.

Gdy po grzechu rodzi się w nas smutek, a nie ma żalu, to smutek ten prowadzi do zwątpienia i braku ufności w miłość przebaczającą Boga. Autorem takiego wyniszczającego smutku jest diabeł. Taki smutek zgubił już wielu ludzi. Zły doprowadza do zamieszania, niepokoju, zniechęca do nadziei, podcina siły, odbiera wiarę, nadzieję i ufność oraz podcina odwagę do przyznania się do grzechu, atakuje depresją. Fałszywe poczucie winy pochodzi ze zranionej pychy. Człowiek czuje się zawiedziony sobą. Nie jest to żal za grzechy, a bardziej złość, że jest niedoskonały.

Jeśli smutek po grzechu prowadzi do żalu, to skrucha nie paraliżuje ducha, ale podnosi i daje nowy zapał oraz siły do podjęcia poprawy. Człowiek staje się bardziej czujny i gorliwy, nienawidzi grzechu i unika go. Żal doskonały powoduje, że człowiek przestaje się smucić, jest radosny, uśmiechnięty, bo wie, że Pasterz bierze go w swoje ramiona.

Matko Boża bez Ciebie nie będę potrafił dobrze przeżywać akt skruchy. Pomóż mi dobrze przeżywać żal za grzechy i przyjąć łaskę Bożą.

Dzień IV

Małe Ciche, 7 lipca 2026, wtorek

Konferencja ks. Andrzeja

Postanowienie poprawy – nowe życie jako nieustanny dar miłosierdzia.

Gdy zastanawiamy się nad prawdami wiary dochodzimy czasami do sprzecznych wniosków. Jest to wtedy okazja do tego, aby temat bardziej zgłębić.

Postanowienie poprawy nie zawsze traktujemy poważnie. Utwierdza nas w tym fakt, że szybko wracamy do starych grzechów, choć wcześniej mieliśmy zamiar je nie powtarzać. Ta słabość podważa nieraz sens spowiedzi. Ale byłoby dziwne, przychodzić do kolejnych spowiedzi z nowymi grzechami. To, że się nie poprawiamy jest dla nas stresujące. Dla niektórych osób tak bardzo, że unikają spowiedzi.

W życiu do swoich zadań czy obowiązków podchodzimy zadaniowo, bo jesteśmy rozliczani z wykonanych zadań. Ludzie oczekują, od nas sukcesów i my też oczekujemy sukcesów u siebie. Choć panuje kultura sukcesu, to tak naprawdę buduje nas umiejętność przyjmowania porażek. Postanowienie poprawy, gdyby było od razu skuteczne, budowałoby naszą pychę.

Sakrament pokuty i pojednania jest ważnym darem, o dynamicznym charakterze mogący pogłębić naszą wiarę. W pierwszym okresie chrześcijaństwa chrzest prowadził wprost do głębokiego życia duchowego. Później z różnych powodów życie wiarą uległo spłyceniu. Skrucha ma za zadanie zmiażdżenie skorupy grzechu w człowieku, by mógł on przyjąć przychodzącego Boga. Siłą napędową skruchy jest miłość Boga, więc było niemożliwe, by po takiej skrusze ponownie wrócić do dawnych grzechów.

Jezus zwrócił się do celnika Zacheusza, że musi zatrzymać się w jego domu, ponieważ rozpoznał w jego duszy dzieło Boga Ojca. Bóg – Miłośnik życia zabiega o uratowanie duszy. Dzieło ukryte w sercu Zacheusza zostało dokonane przez Miłośnika życia. Jezus widzi Ojca, widzi Jego działanie, dlatego pragnie wejść do domu celnika, by dopełnić dzieło Boga Ojca i wziąć udział w uczcie. W skruszonym sercu Zacheusza budzi się pragnienie, po ludzku niemożliwe i miłość Boża wlewa się bez barier do jego serca. Ta miłość ogarnia innych ludzi. Zacheusz zaprasza gości, chce się podzielić radością, dokonuje zadośćuczynienia. Dopełniła się miara skruchy i dokonuje się przemiana w kierunku działania Zacheusza. Wcześniej był to kierunek ponad nadmiarowego gromadzenia, później obiera kierunek ponad miarowego zadośćuczynienia.

W postanowieniu poprawy ważny jest kierunek jaki obieramy. W codziennym życiu możemy schodzić z tej drogi i w związku z tym potrzebujemy ciągłego poprawiania się w raz obranym kierunku. Dlatego zadośćuczynienie w sakramencie pokuty i pojednania powinno być wielokrotnie ponawiane i powtarzane. Tę możliwość dają kolejne spowiedzi.

Skutki grzechu powodują cierpienie, dlatego w akcie skruchy, w tym momencie miażdżenia, potrzebny jest znak miłości Boga. Znak jest potrzebny, by człowiek został zachowany od zwątpienia i by otrzymał potwierdzenie, że Bóg go kocha i ratuje. Kiedy ponownie grzeszymy tworzy się kolejna skorupa w naszej duszy. Skutki grzechu przez przyjętą skruchę, na nowo miażdżą tę skorupę, więc kolejny raz zostajemy dotknięci Bożą łaską, by znowu postanowić poprawę. Nie należy się zniechęcać brakiem ostatecznej poprawy i ulegać pokusie zaprzestania korzystania ze spowiedzi. Trzeba na nowo uznać grzech i postanowić poprawę. To jest jedna z wielu dróg, by Bóg mógł pogłębiać naszą zależność od Niego i by pogłębiała się w nas świadomość dziecięctwa Bożego. Gdy wszystkie sukcesy przypisujemy sobie, wzrasta w nas poczucie, że coś dobrego udało się osiągnąć i jesteśmy z siebie zadowoleni. Takie myślenie jest przeciwne postawie dziecka Bożego.

Bóg tak prowadzi nas, że nie wystarczy raz się skruszyć i postanowić poprawę. Tak jak dziecku w szkole, daje nam Bóg czas by powtarzały się sytuacje, które nas wewnętrznie kształtują. Pomimo szczerego żalu, skruchy i mocnego postanowienia poprawy skorupa grzechu może znowu powstawać. Jeśli znowu narasta, jak najszybciej trzeba przyjąć nowy sakrament pokuty i pojednania. Najgorsze jest trwanie w grzechu.

Dzień V

Ludźmierz, 8 lipca 2026, środa

Konferencja ks. Dariusza

Wyznanie grzechów – nie lękaj się miłości, która pragnie przebaczać.

Maryja chce nas otworzyć na Miłosierdzie Boże w sakramencie spowiedzi. Wyznając grzechy nie musimy się lękać miłości, która pragnie przebaczać.

Niewidomy Bartymeusz wołał: „Synu Dawida, ulituj się nade mną”. W spowiedzi najbardziej obawiamy się wyznania grzechów i bo nas wiele kosztuje. Nasz strach, lęk można porównać do strachu złoczyńcy złapanego przez Policję i doprowadzonego do sądu, gdzie musi zeznawać. Zastanawia się, co ma mówić, by złagodzić karę. Jego żal jest żalem podyktowany strachem. Żal z miłości buduje się po spotkaniu z miłością Boga.

Obraz Pana Jezusa Miłosiernego z Wilna jest namalowany z perspektywy człowieka klęczącego przed Jezusem. On jedną ręką wskazuje na swoje serce, a drugą daje znak rozgrzeszenia. „Kto jest spragniony, niech przyjdzie do Mnie”.

Jak przeżywać sakrament spowiedzi, by doświadczyć Miłosierdzia Bożego? Ks. Dajczer mówił, że Bóg ma taką moc, że każda wina może stać się szczęśliwą. Dzięki darowi przebaczenia stajemy się dziećmi Bożymi. Człowiek grzesząc wbija sztylet w serce Boga, tak jakby mówił, już nie jesteś mi potrzebny Ojcze, odchodzę. Jezus wisząc na krzyżu, wziął na siebie grzechy nas wszystkich. Na krzyżu Jezus znajduje się na naszym miejscu i mówi w naszym imieniu: „Ojcze, Abba”. Na krzyżu Jezus nie zastanawiał się, czy się poprawimy, tylko przebaczył i rozgrzeszył wszystkich grzeszników. Mamy prawo czuć się dziećmi Boga pomimo wszystkich grzechów. „Maryjo zanieś nas sparaliżowanych grzechami do Jezusa”. Wyznanie grzechów łączy się z wyznaniem miłości i zapewnieniem Boga, że ciągle jesteśmy Jego dziećmi. Jezus mówi: „Chcę cię uzdrowić, zawsze będę cię kochać, chcę twojej zmiany”. Rozmowę o miłości pierwszy rozpoczyna Bóg, więc nie potrzeba się spinać. On mówi: „Nic nie musisz robić. Pozwól Mi tylko do siebie przyjść. Nie musisz się bać, tylko zaufaj, Okaż dziecięcą ufność”.

Wyznanie grzechów jest przyjacielską rozmową, otwieramy serce, możemy się powierzyć, nic nie trzeba udawać. Czy ojciec może karać dziecko, które się samo oskarża. Co zrobić, jeśli kapłan się oburzy podczas spowiedzi? Zawsze możemy prosić o łaskę wiary i prosić Maryję: „Maryjo proszę Cię za tego kapłana i żebyś mnie odblokowała i otworzyła na łaski spowiedzi”. Większy problem jest w nas samych. Słyszymy to, co chcemy usłyszeć, dopasowujemy się do naszych schematów. Dobrze mieć stałego spowiednika.

Mamy obowiązek wyznania ciężkich grzechów, także grzechów, o których nikt nie wie, np.: grzech pożądania. Regularna spowiedź chroni przed grzechami ciężkimi i czyni miejsce dla Boga.

Św. Hieronim mówił, że sztuka lekarska nie uleczy, dopóki nie zostanie postawione rozpoznanie. Duch Święty pomoże rozpoznać grzechy, pozwoli zrozumieć, jakie zło uczyniliśmy, pomoże ubrać myśli w słowa. Pewne sprawy rozumiemy dopiero po pewnym czasie. Duch Święty nie tylko pokazuje zło, ale też pokazuje jak bardzo kocha nas Bóg.

Bóg zapomina wyznane grzechy w poprzedniej spowiedzi. Spowiedź jest antycypacją Sądu Ostatecznego. Wyjawiamy grzechy przed kapłanem, stają się jawne, tak samo jawne będą na Sądzie Ostatecznym przed całym światem. Wyznawanie grzechów nie może być gadulstwem. Nie oczekujmy, że ksiądz będzie psychologiem. Sakrament pokuty i pojednania ma swoją strukturę, części. Wyznanie grzechów jest tylko częścią tego sakramentu.

Dzień VI

Małe Ciche, 9 lipca 2026, czwartek

Konferencja ks. Kazimierza

Zadośćuczynienie – za miłość płaci się miłością, pójść za Bogiem do końca.

Spowiadamy się przed całym Kościołem i chcemy naprawić naszą relację z Bogiem i ludźmi. Wyrwani z niewoli kłamstwa chcemy pojednać się z Bogiem, z Kościołem, z samym sobą i z drugim człowiekiem. Trud pojednania się nazywany jest zadośćuczynieniem. Grzeszymy myślą, mową i uczynkiem. Istnieją też grzechy cudze.

Mało zastanawiamy się, o czym myślimy. Od myśli wszystko się zaczyna. Skąd pochodzą myśli, kto prowokuje nasze myśli, kto za nimi stoi? Złe myśli należy dusić w zarodku. Na przykład myśli pobudzające do gniewu, myśli oceniające inną osobę. Gdy ktoś nas drażni, powinniśmy aktem woli ofiarowywać się za tę osobę i modlić się za nią.

Grzeszymy mową – nieraz mówimy, że jesteśmy opanowani i spokojni, a czasami wymyka nam się niewłaściwe słowo. Język jest jakby sterem okrętu. Słowem można spowodować dobro, albo zło. Nie pobłażajmy sobie, nie plotkujmy, nie mówmy oszczerstw. Gdy nie oddamy tego Bogu, to grzech będzie pączkował i rósł. Spowiedź jest jakby igłą przekuwającą rosnący balon naszego zła. Balon przekłuty i ulatnia się z niego nagromadzony odór. Co najczęściej słyszeliśmy w dzieciństwie? Nie biegaj. Stój spokojnie. Nie mów z pełnymi ustami. Ubierz się. Umyj się. A co byśmy chcieli usłyszeć? Kochamy cię. Jesteś taki delikatny. Cieszymy się tobą. Brakowało równowagi pomiędzy uwagami, a pochwałami. Takie słowa podcinają skrzydła i powodują brak pewności siebie oraz odbierają wolę do walki ze złem. Słowa mogą podważać autorytet. Jak dzieci będą się wychowywać, kiedy podważa się autorytet nauczyciela, rodzica, księdza.

Grzechy cudze – to są grzechy, które bezpośrednio nie czynimy, gdy mamy na kogoś zły wpływ i namawiamy do złego, zezwalamy na zło, pochwalamy zło, gdy milczymy, jeśli wydarzy się zło, gdy nie karzemy za zło.

Grzechy zaniedbania – mają miejsce, gdy zapominamy o zawierzeniu, o modlitwie, gdy lekkomyślnie podchodzimy do swoich obowiązków i zobowiązań.

Nie ma pełnego pojednania z Bogiem, gdy nie ma pojednania z człowiekiem. „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Pojednanie jest łaską, o którą trzeba prosić.

Zadośćuczynienie jest łaską, o którą trzeba prosić. Zadośćuczynienie jest walką z własną pychą, a szczególnie z pychą doskonałości, która jest korzeniem wielkiego grzechu. Trzeba się odciąć od źródła pychy ze względu na miłość do Pana Jezusa. On umarł za nasze grzechy, wynagrodził Bogu za nas i odpokutował. Nasze zadośćuczynienie jest skuteczne w jedności z Nim. Dzięki Jezusowi zostaje przyjęte przez Boga Ojca. Nasza pokuta jest uczestnictwem w ofiarowaniu się Pana Jezusa. Swoją pokutą nigdy nie wynagrodzimy za nasze grzechy. Tylko Jezus w pełni zadośćuczynił i przekreślił zło naszego grzechu.

Pokuta nie naprawi, ale jest potrzebna. Bóg nie może wylać swojego miłosierdzia na nas, gdy nasze serce nie potrafi, choć trochę zadośćuczynić. Gdy uparcie nie chcemy przeprosić za grzechy, to nie włączamy się w zadośćuczynienie, które złożył Bogu Jezus. Nasze przeproszenie, choć nie jest zbyt cenne, Bóg przyjmuje za dobrą monetę.

Jezus wypłacił się sprawiedliwości Boga. Maryja nie miała żadnego grzechu, ale pokornie znosiła trudy życia. Można cierpieć niesprawiedliwie, niewinnie. Maryja przyjęła niesprawiedliwość i wielbiła Boga za to, że Bóg przyjmuje Jej cierpienie i zadośćuczynienie.

Za miłość płaci się miłością. Nasze zadośćuczynienie jest okazaniem nikłej naszej miłości za ogrom miłości Boga. Zadośćuczynienie wychowuje nas. Odruchy grzeszne zostały w nas wielokrotnie wyćwiczone i utrwalone, dlatego powinniśmy wielokrotnie wynagradzać Bogu za nasze powtarzające się grzechy.

Dzień VII

Małe Ciche, 10 lipca 2026, piątek

Konferencja ks. Andrzeja Mazańskiego

Sakrament miłosierdzia – spowiedź jako spotkanie z Ojcem.

Sakrament pokuty i pojednania jest przedłużeniem działania Pana Jezusa. Jezus wstępując do nieba powiedział do uczniów: „Oto Ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Dzięki sakramentowi pokuty i pojednania, z całą mocą działa w nas Boża miłość. Większość osób na rekolekcjach przyjęła ten dar.

Ludzie spowiadają się u różnych kapłanów. Dostrzeżmy ważne powody, by podjąć spowiedź u jednego kapłana lub kierownictwo duchowe, które jest doświadczeniem wielu osób związanych z RRN.

Zaraz po święceniach kapłańskich zawiązaliśmy braterską wspólnotę, w której posługiwaliśmy sobie duchowo. Po pewnym czasie uznaliśmy, że wspólnota nie wystarcza. Szukaliśmy i odkryliśmy wartość ojca duchowego, który mógłby być dla nas autorytetem. Wybór padł na ks. Tadeusza Dajczera. Wygłosił do nas dwie konferencje, na których przedstawił zarys życia duchowego i etapy życia duchowego. Było to pomocne, by po pierwszym okresie entuzjazmu, określić się w jakim kierunku mamy pójść. Pokazał też naszą sytuację duchową. Stały spowiednik, towarzysz duchowy nie jest konieczny, ale w pewnych okresach życia duchowego jest ważnym środkiem do uświęcenia. Warto przyjąć tę pomoc Kościoła.

Po okresie łask pociągających, kiedy przeżywaliśmy bliskość Boga, zapał ewangelizacyjny, widzieliśmy dobre duchowe owoce swojej posługi, przyszedł czas, gdy zobaczyliśmy, że im bardziej się angażowaliśmy, było gorzej. Nie chodzi o to, by być bardziej doskonałym, zadowolonym z siebie, a inni nas chwalili. Ważne jest, byśmy poszli drogą, którą Bóg nas chce prowadzić, już bez sukcesów duchowych. Był to czas, kiedy Bóg oczekiwał bardziej ufności. Bez pomocy stałego spowiednika przejście tego okresu byłoby trudniejsze.

Stały spowiednik jest pomocą: gdy chcemy rozpoznać wolę Bożą, szukać Pana Jezusa w odpowiedzi na Słowo Boże, a gdy idziemy drogą maryjną, uczyć się zapraszać Maryję do swojego życia. Ważne jest odkrywanie prawdy o sobie, jak Bóg działa w naszym życiu, a nie zaspakajanie tego, co powierzchowne. Droga odkrywania prawdy o sobie jest drogą pokory. Stały spowiednik może być pomocą i darem w odkrywaniu miłości Boga, gdy w naszym życiu jest wiele zamieszania i bałaganu Gdy pojawia się plątanina pragnień i przeżyć. Spowiednik pomoże w tym zamieszaniu odkryć, jakie wysiłki należy podjąć, aby odczytać wezwanie wypłynięcia na głębię. Spowiednik może pomóc, gdy jest trudno zaakceptować samego siebie, ponieważ łatwo się osądzamy i popadamy w przygnębienie. Spowiednik może doradzić, by nie zajmować się sobą, lecz pomoże odkrywać, jak się jest kochanym przez Boga.

Pomoc spowiednika posłanego do nas przez Boga przez posługę Kościoła potrzebna, gdy przeżywamy momenty frustracji, beznadziejności, gdy trudno pewne prawdy przyjąć, gdy przeżywamy tęsknotę, albo nie chcemy uporządkować swojego życia rodzinnego. A także, gdy przeżywany silne poczucie winy i czujemy się zawiedzeni sobą, gdy nie czujemy się tak doskonali, jakbyśmy chcieli. Spowiednik pomoże nam przejść od poczucia winy do skruchy. A skrucha i żal pozwalają na wdarcie się miłości Boga do naszego życia. Poczucie winy sprawia, że koncentrujemy się wyłącznie na sobie i możemy się zatrzymać w życiu duchowym. Tylko miłość Boża nas przemienia, a nie analizowanie samego siebie.

Penitent powinien kierować się duchem wiary i zaufania wobec spowiednika. Zaufanie nie jest automatyczne pojawia się po kilku spowiedziach czy wysłuchanych konferencjach. W kierownictwie duchowym niezbędnym wymogiem jest zgoda kapłana, którego prosimy o kierownictwo.

Kierownik duchowy powinien być otwarty na Boże ojcostwo wobec dziecka, które chce odczytać Bożą miłość. Penitent nie powinien oczekiwać, że kapłan mu pomoże. Duch wiary, to nie nie oczekiwanie pomocy spowiednika, ale oczekiwanie pomocy Boga przez posługę kapłana. Pomoc przychodzi od Boga, a spowiednik może być ostatnią osobą, która może pomóc. Warto zaryzykować i prosić o tę pomoc, ponieważ jest ona elementem formacji duchowej.

W mojej posłudze jako spowiednika doświadczyłem, jak Bóg dawał mi światło w czasie prowadzenia różnych osób. Niedoświadczonemu spowiednikowi Bóg może udzielić światła, bo zabiega o formację swoich kapłanów. Każdy ksiądz jest powołany do bycia ojcem duchowym. Kapłan otrzymuje łaski od Boga pomocne w kierownictwie duchowym dla osoby, która prosi go o tę posługę. Warto zaryzykować i prosić kapłana o kierownictwo duchowe.

Konferencje spisane z ręcznych notatek E. Myśliwiec, nie stanowią całości wypowiedzi.